Jakieś dwa lata temu czytałem jak jeden z bardziej znanych UX-owców przez 15 miesięcy przepisywał apkę aplikacji taksówkowej. I im dalej się w to zagłębiałem, mimo ogólnej zgody co do większości technik, zastanawiałem się co chwila: o jej, nawet nie wiedziałem, że to co robię na co dzień to takie odkrycie i się tak mądrze nazywa. Pod koniec czytania miałem wrażenie niepotrzebnego przeintelektualizowania całego procesu, czegoś odwrotnego niż hasło na ścianie biura, które to niby przyświecało w pracach nad tą aplikacją: „Wszystko jest proste, zanim to skomplikujesz”.

Od siebie dodam dość znaną historyjkę. Pod dyskoteką kłócą się dwa koguciki. Pierwszy od progu buduje przewagę psychologiczną: – Stary, już cię nie ma. Mam czarny pas w karate, stoczyłem dwie amatorskie walki bokserskie, a teraz ćwiczę MMA. – A ja 5 lat przerzucałem gnój – odpowiada mu drugi. I sekundę później wyprowadza taką fangę, że nasz karateka momentalnie przenosi się do innej czasoprzestrzeni. Tak mniej więcej można sobie zwizualizować różnicę między podejściem książkowym a praktycznym.

To pierwsze, sprowadzające się do podpierania swych działań mądrymi hasłami, metodologiami, dobrymi praktykami itd., w tzw. prawdziwym świecie najczęściej przegrywa z prostolinijnym myśleniem, zdrowym rozsądkiem i dogłębnym zrozumieniem tego, co tak naprawdę trzeba osiągnąć. A jeśli do kogoś nie trafia przykład dyskotekowej bitki to służę kolejnym, bo widziałem takie starcia nie raz. Po jednej stronie dyplomowany programista po politechnice, z doktoratem w opanowaniu branżowych nowinek. Po drugiej praktyk, z wykształceniem jak najbardziej niekierunkowym. Zadanie: napisać cośtamrobiący skrypt. Pierwszemu zajmuje to tydzień, w trzech plikach, z kilkunastoma zapytaniami do bazy. Drugiemu pół dnia. W jednym pliku. Z kilkoma zapytaniami do bazy. Szach mat.

Wystarczy czuć produkt, być obytym w trzeźwym myśleniu bez względu na okoliczności i nie dać sobie wmówić, że jest inaczej niż faktycznie jest. Mi ten mechanizm uświadomił pewien gość już w 2001 r. Nazywa się Joel Spolsky – to taki Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, szef wszystkich szefów w świecie programistów. Stworzył między innymi Stack Overflow i Trello. A kiedyś, dawno, dawno temu, miał forum, na którym ludzie mieli zachciankę – ot, taką niby małą prośbę. Chodziło o to, żeby wyświetlać im listę wątków, w których ktoś coś dopisał od czasu ostatniej wizyty. No i zaczęło się kombinowanie – jak to wszystko zindeksować, żeby nie ubić serwera w 5 minut? Rodzą się pomysły na jakieś nowe tabele, indeksy i inne cuda. Aż wreszcie Joelowi przychodzi do głowy refleksja: ej, przecież jak nie widziałem danej strony to każda przeglądarka wyświetla link do niej na niebiesko, a jak widziałem – to na fioletowo, prawda? No to dodajmy do URL-a danego wątku cyferkę zmieniającą się z każdym nowym postem. I już. Każda wypowiedź to link znowu na niebiesko. Rozwiązanie było gotowe w godzinę i kosztowało tyle co nic. Można? Można.

I tak trzeba działać – zapierać się rękami i nogami przed wciągnięciem w czarną dziurę świetnych metod zrobienia czegoś inaczej niż prosto. Wyjątkiem jest chyba tylko sytuacja kiedy pracujesz w softwarehouse. Tu klient, żeby sowicie zapłacił, musi być dopieszczony – chce mieć poczucie, że wszystko jest robione książkowo, firma dochowuje światowych standardów, trendy wyznacza i w ogóle mucha nie siada.

Rafał Agnieszczak  

Jeden z pierwszych polskich przedsiębiorców e-commerce, twórca portali Fotka.pl, Świstak.pl, Furgonetka.pl, a także Finansowo.pl. Wcześniej był m.in. menedżerem ds. treści w Ahoj.pl. Ukończył Szkołę Główną Handlową na kierunku zarządzanie i marketing. Pierwszy milion złotych zarobił w wieku 25 lat, ale – jak sam podkreśla – nie czuje się człowiekiem sukcesu.