Autorskie rozwinięcie skrótu CEO, czyli Chief Executive Optimist, jakie widnieje na Pana LinkedIn-owym profilu to optymizm „urzędowy”, w amerykańskim stylu, czy faktyczne podejście do życia?

Piotr Nowosielski To przydomek nadany mi przez jednego z pracowników po tym, jak zbyt optymistycznie podszedłem do organizacji jednego z wydarzeń. Chciałem zrobić spory event na gdańskim stadionie Arena, który mieści ponad 40 tysięcy widzów, podczas gdy w całej naszej firmie pracowało ich wtedy jedynie kilkanaście. Moi ludzie uświadomili mnie, że tego nie udźwigniemy, że jeszcze za wcześnie na takie mocarstwowe plany. W końcu się z nimi zgodziłem, ale z przydomka nie zrezygnuję, bo jest trafny.

Pasuje też do kolejnego pomysłu na pierwszy w historii teleturniej branży IT – „Programista 100K”, w którym można wygrać 100 tysięcy złotych. Skąd ten pomysł?

Zawsze staramy się zaskakiwać branżę IT i wciąż zastanawiamy się, jak to zrobić. Pierwszym takim pomysłem były live’y z polskimi programistami, którzy pracują zagranicą, co skokowo zwiększyło rozpoznawalność Just Join IT. Kolejnym pomysłem były olimpijskie zawody w formule pół żartem pół serio, podczas których na przykład pcha się monitorem czy rzuca dyskiem twardym. To bardzo pozytywna impreza, która cieszy się sporą popularnością. A teraz wymarzyłem sobie show branżowe w postaci teleturnieju. Wpadłem na koncepcję wzorującą się w dużym stopniu na „Milionerach”. Zaprosiłem do tej inicjatywy Szymona Szczęśniaka z CodeTwo Software, którego osobiste zaangażowanie przyczyniło się do dużej rozpoznawalności konkursu.

Jakie zgłoszenia nadesłali kandydaci na uczestników turnieju? I na jakich kandydatach wam zależy?

Ponieważ to ma być show, zależało nam na tym, aby uczestnicy konkursu mieli nie tylko wiedzę merytoryczną, ale też pewne zalety sceniczne. Dlatego poprosiliśmy, aby się nagrali i odpowiedzieli na pytanie, dlaczego to właśnie oni mieliby zostać Programistami 100K. Otrzymaliśmy mnóstwo świetnych filmików, na przykład od młodego chłopaka, który zapewniał, że nie chodzi mu wcale o kasę, ale żeby rodzice byli z niego dumni, że wystąpi w telewizji i przestali się podśmiewać z programowania czarnego koloru w CSS-ie. Żałobna muzyka nadawała całości komiczny efekt. Zgłoszeń przyszło dużo i teraz czekamy na finał, w którym dwie dwuosobowe drużyny będą ze sobą rywalizować, odpowiadając na kolejne pytania.

Przejdźmy do poważniejszych tematów. Zacznijmy od globalnej walki o specjalistów IT, co stanowi coraz większą bolączkę dla polskich firm, które nie są w stanie pod względem płac dorównać zachodnim. A do tego jeszcze Just Join IT ułatwia polskim ekspertom znalezienie pracy na Zachodzie. Można powiedzieć, że działacie na szkodę lokalnych integratorów…

Wręcz przeciwnie. Jako najpopularniejszy portal pracy skupiamy wielu programistów w jednym miejscu i każda polska firma ma możliwość zaprezentowania się u nas przed nimi. Jeśli więc ma dobrą ofertę, może liczyć na pozyskanie dobrych specjalistów. Tysiące polskich firm znalazło w ten sposób świetnych pracowników. Poza tym, bądźmy szczerzy, jeśli jakiś programista chce pracować na Zachodzie, to i tak znajdzie tam sobie pracę, szukając ofert na LinkedInie czy Stack Overflow. Tego trendu nie da się zatrzymać. Dlatego, jeśli ktoś z regionu CEE chce szukać pracy na Zachodzie, to powinien mieć taką szansę dzięki Just Join IT, stąd też coraz więcej u nas ofert pracy z całego świata. Z drugiej strony otwieramy się na programistów ze Wschodu, żeby zadbać o polskich pracodawców.

I swoje interesy…

To jasne, jednak zależy nam też na dobrej kondycji polskiego rynku pracy, bo jego rosnące problemy w końcu odbiją się także na nas. W ogóle uważam, że powinniśmy, jako polskie firmy, zrobić coś w rodzaju kroku wstecz i zacząć szkolić początkujących juniorów, którzy w tej chwili mają za małą wiedzę i są „niezatrudnialni”. W ten sposób wszyscy zyskaliby na zwiększeniu ogólnej puli talentów.

Powiedział Pan, że trendu związanego z globalizacją nie da się zatrzymać. Dlaczego?

Bo mamy tu do czynienia z czynnikami, które są od nas w Polsce niezależne. Rynek pracy w branży IT nie zmienia się pod wpływem tego, że na Just Join IT pojawiły się oferty zagraniczne, ale pod wpływem firm technologicznych ze Stanów i Polski, które otrzymują duże środki z kolejnych rund finansowania, co gwałtownie podnosi stawki płacowe. Proces ten będzie się nasilał, bo pieniędzy na tym rynku jest coraz więcej. Jednocześnie polskim firmom IT trudno wygrywać na tym polu z amerykańskimi podmiotami, które w kolejnych rundach zyskują finansowanie rzędu 10, 20 czy 30 milionów dolarów i mogą podnieść stawki o 5 czy 10 tysięcy dolarów na głowę tylko po to, aby jak najszybciej pozyskać żądanego pracownika. Co ciekawe, w obecnych czasach łatwiej zdobyć finansowanie od inwestora niż zrekrutować specjalistę. Dlatego ta kasa od inwestorów w większości idzie właśnie na wynagrodzenia.

Globalnych ofert jest na Just Join IT dużo mniej niż tych z Polski. Czy te proporcje mogą się odwrócić?

Nie sądzę. Być może niektórzy łudzą się, że wszyscy polscy programiści marzą o pracy poza krajem. Okazuje się, że wielu z nich nie pali się do świadczenia usług dla dalekich podmiotów, których nie znają i nie mogą liczyć na bliskie, codzienne relacje z ciekawymi ludźmi, bo ci są porozrzucani po całym świecie. W tej kwestii moim zdaniem zmiana mentalności tak szybko nie nastąpi ani nie będzie masowa. Poza tym wcale nie tak łatwo przyciągnąć do Polski zachodnie firmy. Zespół Just Join IT świetnie zna wartość polskich programistów, ale proszę mi wierzyć, że dla zachodnich rekruterów Polska to „trzeci świat”. Szczerze mówiąc myślałem, że wejście na tamte rynki będzie dużo łatwiejsze. Okazuje się, że dla nich nasz lokalny rynek wcale nie jest sexy. Dość często jesteśmy postrzegani jak programiści z Bliskiego Wschodu, Białorusi czy Mongolii, a więc kierunków egzotycznych.

W jaki sposób docieracie do zachodnich firm, a z drugiej strony do programistów zza Wschodniej granicy?

Na Wschodzie przeznaczamy spore środki na reklamę, a także współpracę z lokalnymi influencerami. A jeśli chodzi o rynki zachodnie to mamy dział sprzedaży, który się kontaktuje z tamtymi podmiotami. Wybieramy takie firmy, które rekrutują zdalnie, mają rozproszone zespoły IT i chcą ludzi konkretnie z naszej strefy czasowej.

Macie biura w Gdańsku i Krakowie, niedawno otworzyliście nowe w Warszawie, a planujecie kolejne we Wrocławiu. Skąd taka „rozrzutność” w dobie pracy zdalnej, do jakiej przyzwyczailiśmy się w czasie pandemii?

Pandemia nie ma nic do tego. Nasz cel jest taki, jak zawsze przy otwarciu jakiegoś biura – żeby ludzie mieli gdzie pracować. Z pracą w domu różnie bywa, czasem ktoś ma na głowie trójkę dzieci na małym metrażu i potrzebuje miejsca, gdzie będzie mógł się skupić. A dodatkowo mówimy o młodej organizacji, ze zgranym zespołem, który chce ze sobą spędzać czas. Stacjonarne biuro to odpowiedź na te potrzeby.

Zaczęliście działalność cztery lata temu, a już zatrudniacie ponad 120 osób. Jak zapanować nad tak szybko rosnącą organizacją?

Zawsze chciałem stanąć na czele dużej firmy i długo mi się to nie udawało, choć w latach 2010–2017 podejmowałem kilka prób. W końcu się udało, znalazłem się w dobrym miejscu we właściwym czasie i wszystko złożyło się w całość. Teraz staram się tworzyć najlepsze możliwe miejsca pracy, jakie jestem w stanie i jak tylko potrafię. Jeszcze dwa lata temu bym nie przypuszczał, że będziemy oferować takie benefity, jak obecnie i cieszę się, że nas na to stać. Nie ukrywam przy tym, że wymagam dużo od innych, ale jeszcze więcej od siebie. To dla mnie ważne, zwłaszcza, że mamy globalne ambicje. Staram się przy tym o integrowanie zespołu. W tym roku spędzimy ze sobą, na różnego typu wydarzeniach firmowych, łącznie siedem dni.

A jak to było z tymi krytykowanymi na GoWork zwolnieniami ludzi, które przeprowadziliście kilkanaście miesięcy temu?

Swojego czasu zrobiłem na LinkedInie wpis ze screenem jednej opinii z GoWorka, który dotarł do ponad 100 tysięcy osób. Na serwisie pojawił się absurdalny komentarz, że w czasie pandemii zwolniliśmy ludzi, ale musiało starczyć na leasing na auto prezesa. Ciekawe, że ludzie w firmie śmiali się ze mnie, bo jeździłem wtedy 15-letnią Hondą Civic kupioną od ciotki. Już nawet nie zwracamy uwagi na to, gdy ktoś powołuje się na opinie z tego serwisu, który ma zerową reputację w branży. Ich model biznesowy opiera się właśnie na wpływanie na tego typu zagadkowe komentarze i branie pieniędzy za ich usuwanie. Patologia, z którą nie chcę mieć nic wspólnego.

Skoro już mowa o finansach, to jaki jest wasz model biznesowy w tym zakresie. Skąd macie środki na rozwój?

Sami się finansujemy, z zysków. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jesteśmy najszybciej rozwijającą się spółką technologiczną w Polsce w modelu bootstrappingu.

Czy wpuścicie kiedyś „do środka” jakiś fundusz?

Na ten moment nie widzę takiej potrzeby. Uważam, że biznes ma generować pieniądze i tak się w naszym przypadku dzieje, więc nie mamy ciśnienia na zewnętrzne finansowanie.

Na początku działalności Just Join IT powiedział Pan: „Jeśli widzę, że potencjalny pracodawca nie może pochwalić się ciekawymi projektami, albo oferta jest spoza branży, to jej nie wystawiam. Chodzi o jakość, nie ilość”. Czy znaczący wzrost liczby ofert od tamtego czasu nie wpłynął na zmianę tego podejścia?

Nadal się tego trzymamy, z tym, że kiedyś mieliśmy kilka osób, które o to dbały, a teraz mamy ponad dwadzieścia. Każda pilnuje jakości poszczególnych ofert i tego się zamierzamy trzymać.

Jakie kryteria bierzecie pod uwagę?  

Przede wszystkim sprawdzamy, czy ogłoszenie wyraźnie informuje o tym, jakiego projektu dotyczy, czy wszystkie wymagania są podane w sposób klarowny i niepozostawiający miejsca na wątpliwości, czy informacje o firmie są kompletne, a nawet czy nie ma błędów ortograficznych.

A jakie trendy zauważacie, jeśli chodzi o oferty umieszczane na waszej platformie? Oczywiście poza rosnącymi kwotami wynagrodzeń…

Firmy zaczynają zwracać coraz większą uwagę na dbałość o swoją markę. Dlatego chętniej niż kiedyś korzystają z dostępnego u nas narzędzia Brand Stories. W ten sposób mogą się zaprezentować za pomocą wpisów na blogu, zdjęć czy filmów.

Jesteście wciąż młodym bytem na rynku IT. Czy jest ktoś z tej właśnie branży, na kim się Pan wzoruje, czy kto stanowi dla Pana inspirację?

Kimś takim jest dla mnie Jeff Bezos i jego podejście do budowania firmy w myśl zasady „Day 1 company”. Zgodnie z nią powinno się każdego dnia działać tak, jakbyśmy byli pierwszy dzień na rynku i dopiero szukali nowych szans. W przeciwnym razie trudno się oprzeć pokusie zadowolenia ze status quo, z tego, że ma się już jakiś dobry produkt i fałszywego przekonania, że tak już zostanie. To właśnie zgodnie z zasadą „Day 1 company” Amazon, który miał mocną pozycję jako platforma sprzedażowa, stworzył Amazon Web Services jako zupełnie nowe źródło wzrostu. Przyznam, że postrzegam obecne Just Join IT jako takiego Amazona jeszcze na etapie sprzedaży książek. Wierzę w to, że możemy zrobić znacznie więcej i działać globalnie. Just Join IT to dopiero MVP tego, co jesteśmy w stanie osiągnąć, czyli być numerem jeden na świecie, jeśli chodzi o usługi HR-owe dla branży IT. I poczuć wtedy dumę, że polska firma taki właśnie status osiągnęła.

A wtedy przyjdzie Amazon i was kupi…

Miałem już okazje do „skeszowania się”. Jednak zależy mi na radości, która płynie z rozwoju biznesu, na wspaniałych projektach, które robię razem z całym naszym zespołem. Gdybym tego nie miał, a jedynie pieniądze, to już nie byłoby to samo. W przyszłym roku planuję otwarcie oddziału w Stanach Zjednoczonych i raczej takie cele sobie stawiam. I to daje mi satysfakcję i motywuje do dalszego działania.

Rozmawiał Tomasz Gołębiowski

Piotr Nowosielski  

Stworzył Just Join IT stosunkowo niedawno, bo w lutym 2017 roku. Wcześniej przez trzy lata prowadził internetowy serwis na temat ciekawych startupów technologicznych, jak też był Business Development Managerem platformy Business Flights działającej na rynku biletów lotniczych. Ukończył Uniwersytet Gdański na kierunku Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze, jak też był studentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.