Osobiście najwięcej pieniędzy zarobiłem nie na skomplikowanych projektach, bazujących na AI, Deep Tech, dual-use (wstaw dowolne) w Dolinie Krzemowej, o których rozpisują się periodyki, ale na nudnych, przewidywalnych biznesach, które nie robią wrażenia na platformie LinkedIn. Zwykłe firmy usługowe. Sprzedaż B2B. Proste produkty. Żadnej rewolucji. I o ile fundusz inwestycyjny czy startup w Deep Techu brzmią jak coś, czym warto się chwalić, to biznes, który sprzedaje usługę sprzątania biur, wynajem pracowników czy hurtownię chemii gospodarczej już nie.

Tylko że… ten pierwszy zazwyczaj generuje zachwyt, obrót cudzym kapitałem i… marginalny zysk na koniec. Słyszeliście setki opowieści o startupach i funduszach zasilonych dziesiątkami milionów, a ich założyciel – choć był papierowym milionerem – w praktyce zarabiał przeciętną pensję. Ten drugi daje stabilne cashflow, prosty model skalowania i zysk, który w dużej mierze ląduje na koncie właściciela. A to jest fundamentalna różnica.

Fundusz czy startup założony w US może wyglądać jak sukces. Jest konferencja, jest panel, są wywiady i zdjęcia z premierem. Jednak zwykła spółka handlowa często ma pięć razy większy EBIT – tylko nikt jej nie pyta o komentarz do sytuacji gospodarczej w regionie CEE… Co przy tym zabawne, często zwykłe spółki typu centrum dietetyczne czy portal z ogłoszeniami „robią z siebie startupy”, żeby dotknąć tego blichtru, ale… ich sukces polega na tym, że są właśnie zwykłymi biznesami, tylko inaczej opakowanymi. Oczywiście, każdy powinien podjąć własną decyzję, czy woli błyszczeć na okładkach i mieć 0,001 proc. szansy, że zostanie multimilionerem z innowacji, czy woli budować stabilny biznes, z którego będzie miał kilka milionów co roku i spokojne życie.

Dlaczego to tak działa? Bo „nudne” firmy często mają: prostszy model operacyjny, brak problemów z popytem, realny cashflow, jak też klientów z konkretnym i powtarzalnym problemem. A jednocześnie nie muszą: pozyskiwać finansowania co 12 miesięcy i nieustannie biegać za inwestorami, obiecywać 10x wzrostu oraz ścigać się na papierową wartość, która niewiele znaczy. Na koniec dnia, wedle większości statystyk, które znam, to właśnie „zwyczajni” przedsiębiorcy mają największe majątki i to oni – często z ciekawości – zasilają cząstką swojego kapitału fundusze czy innowacyjne biznesy.

Dla wielu przedsiębiorców „nudny” biznes to najkrótsza droga do niezależności finansowej. I choć nie wygląda dobrze na konferencji – działa świetnie na koncie. Piszę to z perspektywy osoby, która miała własny startup w Dolinie Krzemowej, kilkudziesięciomilionowy fundusz, który dobrze sobie radzi i 50 inwestycji na koncie i od dawna wybiera „nudę”. Warto być tego świadomym, zanim wybierze się swoją drogę.

Szymon Janiak Szymon Janiak  

Autor jest współtwórcą i partnerem zarządzającym funduszu venture capital Czysta3.vc