Jeszcze do niedawna kupno komputera PC przypominało wybór między Pepsi a Coca-Colą. Przez niemal trzy dekady świat pecetów był wyjątkowo nudny, aczkolwiek uporządkowany: Intel dostarczał mózgi, Microsoft duszę, a reszta mogła co najwyżej wybierać kolor obudowy. Nic jednak nie trwa wiecznie. Wintel to solidny fundament, który już od pewnego czasu zaczyna się chwiać. Na pewno nie jest to trzęsienie ziemi, ale z pewnością powolna erozja, dzięki której konsumenci w końcu mają do dyspozycji coś więcej niż tylko wybór między Pepsi a Coca-Colą.

Początki imperium Wintela sięgają połowy lat 80, a lata jego świetności przypadają na pierwszą dekadę naszego wieku. Microsoft oraz Intel przez lata żyli w przeświadczeniu, że świat kręci się wokół PC. Wszyscy mogliby żyć w tej harmonii do dziś, gdyby nie pewien wizjoner z Cupertino.

9 stycznia 2007 r. Steve Jobs, podczas konferencji Macworld w San Francisco, wszedł na scenę trzymając w dłoni iPhone’a. Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, że patrzy na bombę, która wysadzi w powietrze nie tylko Nokię czy BlackBerry, ale również będzie początkiem końca Wintela.

iPhone narzucił nową modę na mobilność i prostotę. Ludzie, zmęczeni monstrualnymi komputerami odkryli urok lekkich, mobilnych rozwiązań. Tymczasem Microsoft wypuszczał Windows Vistę, system tak ciężki i problematyczny, że firmy masowo wracały do XP. Intel z kolei koncentrował się na wyścigu gigaherców, kompletnie ignorując kwestię energooszczędności. Co gorsza, obaj członkowie sojuszu jak słoń w składzie porcelany poruszali się w świecie urządzeń mobilnych. Wprawdzie Microsoft desperacko próbował w końcu nadrobić zaległości, wydając astronomiczną sumę 5,44 mld dol. na zakup działu telefonów Nokii. Jednak takie modele jak Windows Phone, Windows Mobile czy Surface RT okazały się spektakularnymi porażkami, o których dziś prawie nikt nie pamięta.

Z kolei Intel dumnie prezentował kolejne generacje energochłonnych procesorów x86. W ich cieniu natomiast rozwijały się procesory ARM: skromne, energooszczędne, idealne do zastosowań mobilnych. Jednak według inżynierów Intela to były jedynie zwykłe „zabawki”. Przy czym naśmiewanie się z rywala to tylko jeden z błędów, które popełnił ówczesny gigant z Santa Clara. W 2007 r. Apple zaproponowało Intelowi współpracę przy dostarczeniu chipów do iPhone’a, ale Paul Otellini, ówczesny CEO Intela, grzecznie odmówił, uważając, że iPhone nie będzie produktem sprzedającym się masowo. I tak w końcu pociąg ze smartfonami odjechał…

Kilkanaście lat później karty się odwróciły i to Apple pokazało drzwi szefom Intela. W czerwcu 2020 r. koncern z Cupertino poinformował o przejściu na własne układy Apple Silicon oparte na architekturze ARM. Jesienią zaprezentowano pierwsze komputery Mac z chipem M1, kończąc tym samym wieloletnią współpracę z Intelem. W ten sposób Apple kontroluje cały stos od procesora po system operacyjny i może w pojedynkę napędzać zmiany, bez oglądania się na innych. No i jak się ostatecznie okazało, „zabawki” pozostawiły Intela w tyle, a internauci zaczęli przerzucać się porównaniami. Ich zdaniem, podczas gdy MacBook Air M1 był cichy jak mysz i zimny po 18 godzinach pracy na baterii, to najnowszy laptop z Intel Core i7 miał wentylator jak odrzutowiec, był gorący jak piecyk, a bateria starczała na 4 godziny, „jeśli miałeś szczęście”.

Jeśli zaś chodzi o Microsoft, to koncern przez długie lata słynął z fanatycznej wręcz dbałości o wsteczną kompatybilność. Nowe wersje Windowsa – od 7, przez 8, aż po 10 – można było z powodzeniem instalować na wiekowych maszynach. Dawało to użytkownikom pewność, że ich sprzęt nie straci na wartości z dnia na dzień. To była wizytówka ekosystemu Wintel i jeden z jego największych atutów.

Windows 11 stanowi definitywne zerwanie z tą tradycją. Microsoft wprowadził sztywne, bezkompromisowe wymagania sprzętowe: konieczność posiadania układu TPM 2.0, wsparcie dla UEFI i Secure Boot, nowsze generacje procesorów (Intel od 8. generacji, AMD Ryzen 2000+). Decyzja ta świadomie wyklucza miliony komputerów, które pod względem czystej wydajności bez problemu obsłużyłyby nowy system. Firma argumentuje swoją decyzję troską o bezpieczeństwo i niezawodność, ale wielu ekspertów widzi w tym poważne naruszenie fundamentów Wintela – umowy społecznej, który przez dekady gwarantował użytkownikom długowieczność ich inwestycji.

Jednak o ile Microsoft nadal pozostaje w gronie gigantów technologicznych, o tyle Intel wypadł z niego z hukiem. To już nie partnerstwo równych. Niektórzy uważają, że ubiegłoroczny debiut nowych procesorów ARM w laptopach z systemem Windows był prawdopodobnie największą zmianą na rynku PC od czasu wprowadzenia procesorów Intela 486 w 1989 roku. Microsoft tak naprawdę nie potrzebuje Intela do swojej strategii. Intel stał się w tym przypadku jedynie jednym z wielu dostawców i dlatego pytanie o przyszłość Wintela nie brzmi już „czy ten sojusz się skończy”, ale „jak szybko to się stanie”.