A jak wygląda kwestia urządzeń podłączonych do internetu?

Mamy w ofercie sprzęt z kategorii connectivity, ale problem polega na tym, że samo podłączenie urządzenia do internetu nie zawsze oznacza dla klienta dużą wartość. Jeżeli mam pralkę, to i tak muszę fizycznie podejść do niej, włożyć ubrania, podać detergent i uruchomić program. Zdalne uruchamianie czy obserwacja postępu nie zawsze ma duży sens. Znacznie ciekawsze są takie zastosowania jak zdalna diagnostyka, dostęp do instrukcji czy kontakt z serwisem. Śledzimy wykorzystanie funkcji connectivity i widzimy, że część klientów rzeczywiście z nich korzysta, ale na pewno nie w pełni i nie w masowy sposób. Wiele funkcji trzeba dodatkowo promować albo łączyć z innymi korzyściami, na przykład rejestracją produktu czy dodatkowymi usługami. Nasi klienci są w dużej mierze pragmatyczni i nie chcą przepłacać za funkcje, których nie będą intensywnie używać. W przypadku AGD bardzo ważne są nadal wygląd urządzenia, jego parametry, funkcjonalność i niezawodność. Co więcej, część konsumentów zgłasza nam, że jest już zmęczona kolejnymi aplikacjami i cyfrowymi usługami.

Co więcej, eksperci ds. cyberbezpieczeństwa w przypadku takich urządzeń mają tylko jedną radę: odłączyć od internetu. Jak do takiego zalecenia odnoszą się sami producenci sprzętu AGD?

Przede wszystkim trzeba dać klientowi możliwość wybrania sprzętu, który ma takie funkcje, i który ich nie ma. Cyfrowe bezpieczeństwo ma tu oczywiście kluczowe znaczenie, chociaż trzeba pamiętać, że dotyczy ono kilku obszarów: modułu komunikacyjnego w urządzeniu, platformy oraz aplikacji mobilnej. My korzystamy z popularnej wśród producentów urządzeń AGD platformy, co częściowo przenosi z nas na jej dostawcę odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa i aktualizacji. Oczywiście zapewniamy należytą dbałość o to, aby nasz sprzęt nie był wykorzystywany przez cyberprzestępców do przenikania do sieci klientów, ale z drugiej strony warto zauważyć, że pełnej gwarancji nie zapewnia nikt, nawet producenci rozwiązań ochronnych.

A jak obecnie wygląda kwestia cyberbezpieczeństwa wewnętrznej infrastruktury producenta przemysłowego?

Różnego rodzaju ataki są ciągłym elementem naszej rzeczywistości i nie traktujemy ich jako zjawiska incydentalnego. Ktoś, kto twierdzi, że nie jest atakowany, po prostu o tym nie wie. Szczególnie w przedsiębiorstwie produkcyjnym trzeba założyć, że próby włamania będą pojawiały się stale. Dużym problemem są oczywiście ataki wymierzone bezpośrednio w pracowników. Dlatego prowadzimy obowiązkowe szkolenia, monitorujemy ich realizację i organizujemy wewnętrzne symulowane kampanie phishingowe.

Czy Amica ma problem z luką kompetencyjną w zakresie IT?

Nie, co wynika w dużej mierze z wieloletniej polityki budowania własnych zespołów. Przy największym projekcie, czyli migracji do S/4HANA, musieliśmy skorzystać z zewnętrznego partnera, ponieważ skala przedsięwzięcia była ogromna. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z własnych kompetencji. Największe trudności z rekrutacją pojawiają się w przypadku niektórych rozwiązań Microsoftu, jak SharePoint czy Power Apps. Mimo że nie mamy dużej rotacji zdarza się, że ktoś zdobędzie u nas kompetencje, a następnie odejdzie i trzeba znaleźć jego następcę. Nie zawsze jest to proste.

Czy w przypadku firmy produkcyjnej ewentualne luki kadrowe pomaga załatać automatyzacja?

Tak, bardzo dobrym tego przykładem jest nasz magazyn wysokiego składowania we Wronkach. Jest w dużej mierze zautomatyzowany, ma własny system WMS i może działać przy minimalnej ingerencji człowieka. Tego typu rozwiązanie jest dla mnie znacznie ciekawsze niż wiele efektownych projektów IoT, ponieważ po prostu działa i daje konkretną wartość biznesową. Z systemu SAP trafia informacja o towarze do odpowiedniej strefy, a później proces odbywa się automatycznie. Tak właśnie rozumiem digitalizację. Nie chodzi o to, aby mieć jak najwięcej rozwiązań technicznych, ale o to, by rozwiązywały one rzeczywisty problem i poprawiały wynik firmy.

Rozmawiał Krzysztof Jakubik