A jak jest dzisiaj? No cóż, syndrom FXY dalej istnieje. Na tych wszystkich stronach odnajdujemy logotypy TFILY lub XFILY częściej wyeksponowane niż rzadziej. Na stronie Bundestagu odnajdujemy logo Mastodonu – niemieckiej niekomercyjnej sieci społecznościowej, która w 2022 r. zyskała większą popularność i ma już ponad 10 mln użytkowników, głównie w Niemczech. To jest dobry przykład, że jest możliwe uruchomienie europejskich sieci społecznościowych, w jakimś stopniu podobnych do FXYIL, ale zarządzanych przez firmy europejskie.

Celem jest zbudowanie równolegle działających systemów – być może niezbędnych w sytuacjach krytycznych. Z powodów związanych z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa w kontekście systemów teleinformatycznych, dobrze byłoby przygotować sieć internetową na działanie w separacji na terenie UE, gdyby ta światowa była na jakimś obszarze narażona na cyberzagrożenia lub musiałaby być wyłączona z braku zasilania. Może nie jest to poprawne politycznie, ale warto podać, że Rosja ma już taką możliwość oraz własny serwis VKontakte, podobnie jak Chiny (serwisy WeChat lub Sina Weibo).

I to właśnie proponowałem w swoich wystąpieniach. Jako przykład podawałem powstanie europejskiego Airbusa wspólnym wysiłkiem firm z Francji, Niemiec oraz Anglii. I równocześnie stwierdzałem, że nie jest to walka z firmami amerykańskimi, bo przecież właśnie stamtąd pochodzi większość rozwiązań i technologii, w tym szczególnie teleinformatycznych. A wracając do samolotów – Air France ma 88 Airbusów i 77 Boeingów, podczas gdy American Airlines 500 Boeingów i 416  Airbusów.

Zadałem pytanie, dlaczego unijny przemysł nowych technologii nie potrafi się szybciej rozwijać i często traci oddech? Jak mamy namawiać młodych do zakładania innowacyjnych firm startupowych, gdy po wspomożeniu ich inkubacji środkami krajowymi i unijnymi – najlepsze z nich wysyłamy do Doliny Krzemowej? A tam one słyszą, że „yes, ok, you are very smart – zainwestujemy w was w zamian za 51 proc. udziałów, ale najlepiej by było jakbyście tutaj w Kalifornii osiedli na stałe, gdyż my nie rozumiemy tych tak bardzo skomplikowanych unijnych, a szczególnie tych polskich, przepisów podatkowych”.

Zaproponowałem również wspólny dla wszystkich krajów unijnych bardzo potrzebny produkt teleinformatyczny – automatyczny metajęzykowy tłumacz pisma i mowy dla wszystkich używanych w UE języków (w tym czasie mieliśmy coraz lepiej sobie radzącego tłumacza z Google’a oraz od 2017 DeepL, rozwijanego w Niemczech przez Jarosława Kutyłowskiego). Ten pomysł – nie sądzę, aby akurat z mojej inicjatywy – jest realizowany przez Komisję Europejską od 2017 r. w postaci serwisu eTranslation, umożliwiającego tłumaczenie na wszystkie urzędowe języki UE oraz arabski, chiński, islandzki, japoński, norweski, rosyjski, turecki i ukraiński. Z serwisu mogą bezpłatnie korzystać instytucje UE, administracja publiczna, uniwersytety, tłumacze zewnętrzni wykonujący zlecenia dla UE, MŚP, europejskie organizacje pozarządowe i podmioty realizujące projekty finansowane w ramach programu „Cyfrowa Europa”, przy czym wymagana jest rejestracja.

Dlaczego jednak nie mogą z niego korzystać zwykli obywatele UE? Tego nie wiem, a to mnie wkurza, bo przecież każdy z nas w jakimś stopniu finansuje prace nad tym projektem. Wysłałem więc do eTranslation Advisory Service pytanie i prawie natychmiast otrzymałem odpowiedź: „eTranslation jest projektem finansowanym ze środków publicznych i w związku z tym pytanie, dlaczego nie jest otwarte dla całej UE, jest bardzo logiczne. Jednak związane z tym przeszkody mają charakter praktyczny i prawny. Z praktycznego punktu widzenia zapewnienie, że system będzie wystarczająco duży, aby służyć całej Europie, wymagałoby znacznego zwiększenia skali systemu, przy współmiernym zwiększeniu budżetu. Po stronie prawnej otwarcie go na wszystkich nie wchodzi w zakres kompetencji instytucji UE, ponieważ grozi zakłóceniem rynku poprzez wejście w konkurencję z różnymi mniejszymi przedsiębiorstwami w tej dziedzinie. Kwalifikujące się grupy, dla których eTranslation jest otwarty, nie mieszczą się w tym zakresie(…) Nie jest jednak wykluczone, że sytuacja może ulec zmianie, gdyż zakres jest często ponownie oceniany. Dziękujemy za zrozumienie”.

Spróbuję więc wysłać petycję, bo takie ograniczenia nie mają sensu. W końcu tłumacza Google’a, Microsoftu, DeepL mogę używać za darmo w celach niekomercyjnych, a eTranslation nie!

Wacław Iszkowski  

Autor w latach 1993–2016 był prezesem Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Pracował też w firmach: Oracle, DEC Polska, 2SI, EDS Poland, TP Internet. Obecnie jest senior konsultantem przemysłu teleinformatycznego.