Oczywiście zacny wiek nie zawsze oznacza starość z demencją. We wspomnianych krajach średnia długość życia mężczyzn wynosi: 77,3 lata (USA), 75,3 (Polska), 73,3 (Chiny) oraz 64,7 (Rosja). Średnia dla kobiet jest o 2–4 lata wyższa. Zależnie od genów i zdrowego trybu życia można (prawie) w pełni władz umysłowych dożyć setki. Mój stryj w wieku 99 lat sprawnie posługiwał się trzema językami oraz rozumiał moje wyjaśnienia dotyczące zasad działania telefonii komórkowej.

Warto przy tym przypomnieć, że wiek emerytalny w USA dla pracowników służby publicznej wynosi 67 lat, z kolei w Rosji i Polsce to 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzna, zaś w Chinach (odpowiednio): 50 i 60 lat. Dlaczego więc powierza się takim starszym osobom stery i losy Państwa, a również świata, skoro mamy jednak do czynienia ze sporym ryzykiem? A mówi to Wasz felietonista, lat 75, będący jeszcze w pełni władz umysłowych, w miarę sprawny, ale też czujący – choćby w perspektywie 20 lat – kres życia, co zmienia optykę postrzegania wielu spraw.

Przejdźmy na teren branży informatycznej. W największych korporacjach informatycznych CEO mają obecnie od 37 do 65 lat. Starsi założyciele takich firm jak: Adobe, Intel, Microsoft czy Oracle, rezygnowali z bezpośredniego zarządzania nimi w wieku od 59 do 78 lat, pozostając dalej aktywnymi w działalności filantropijnej i sprawując pieczę nad swoimi aktywami. Zdawali sobie sprawę, że w pewnym wieku już nie ta sama sprawność i bystrość, więc warto dalszy rozwój przedsiębiorstwa powierzyć młodszym.

W Polsce założyciele firm komputerowych w początkach lat 90-tych, wtedy młodzi i pełni zapału, dzisiaj już mają swoje lata. Wtedy, praktycznie z niczego, zakładali swoje, początkowo małe firemki sprowadzające sprzęt z Tajwanu i okolic lub uzyskali pierwsze zlecenie na oprogramowanie. Z czasem firemki się rozrosły, część z nich weszła na warszawską giełdę, a właściciele musieli się zmierzyć z korporacyjnym zarządzaniem.

Spójrzmy na spółki giełdowe… Otóż założyciel Softbanku w wieku około 60 lat odsprzedał swoje udziały do Prokomu, a przechodząc na emeryturę zajął się inwestowaniem swoich aktywów nie tylko w startupy. Z kolei założyciel Prokomu, molestowany przez służby, przekazał majątek Prokomu do Asseco, a sam nieco zbankrutowany (na innych przedsięwzięciach), ale jeszcze dość młody, w wieku 52 lat, schował się przed mediami. Założyciel ComputerLandu (Sygnity) przestał być prezesem firmy w wieku 47 lat, pozostając dalej członkiem rady nadzorczej. Dbając o zdrowie zajął się sportowo brydżem oraz szachami i został nawet prezesem Polskiego Związku Szachowego. Inaczej postąpił założyciel Comarchu, trwając na stanowisku prezesa aż do końca swoich chwil w wieku 71 lat. Do tego czasu nie był przekonany do oddania pełnego zarządzania firmą swoim dzieciom, które i tak muszą sobie teraz z tym zadaniem poradzić.

W firmach, które nie są giełdowe, rozstanie się z nimi okazuje się zadaniem trudnym dla ich właścicieli. Najpierw starają się przekazać je swoim dzieciom, ale te raczej nie są tym zachwycone – mają zwykle własne plany rozwoju zawodowego. Pozostaje więc zatrudnienie menedżerów do zarządzania i pilnowanie, z oddalenia, swojego dobytku. Ewentualnie można spróbować sprzedać firmę jakiemuś inwestorowi – funduszowi. Ze znanych mi osób wiele takie rozstania realizuje w wieku 50–70 lat, przenosząc się potem do Hiszpanii lub zajmując się rodziną. Są też i tacy, którzy nawet oddając komuś firmę w zarządzanie, trwają przy niej, bo obawiają się, że pozbawienie się tej adrenaliny zarządzania może ich szybko sprowadzić do starczej wegetacji. Bywają też 60-latkowie, którzy dopiero zakładają swoje firmy – z sukcesem.

Jest jeszcze liczna grupa menedżerów, którzy w latach 1990–2010 zostali wybrani do zarządzania polskimi oddziałami zachodnich informatycznych korporacji. Kilku z nich jeszcze w nich pracuje, ale większość po awansie na poziom GM-ów i przepracowaniu tamże 3–5 lat, w wieku około 50 lat dostała dobrą odprawę z kilkumiesięcznym zakazem pracy u konkurencji. Niektórym zaproponowano pracę w HQ Europe z odpowiedzialnością za kraje wschodnie (obecnie już bez Rosji) lub pozycję GM-a w innym kraju, np. w Mołdawii. Nie wszyscy się na to godzili. Nielicznym udało się, jeśli mieli dobrego agenta HR, zdobyć angaż podobnej pozycji w innej firmie. Pozostali zajęli się inwestowaniem swojego kapitału oraz korzystają z życia.