Pewien założyciel startupu zgłosił się do mnie z prośbą o pomoc w pozyskaniu kapitału od funduszy VC. Zamiast przyklaśnięcia i oferty otrzymał informację, żeby dał sobie spokój z inwestorami i skupił się na zarabianiu pieniędzy… Reakcja okazała się dość nietuzinkowa: zdziwienie sięgnęło zenitu! To była podręcznikowa ilustracja sformułowania „zamurowało go”. Zapytałem dociekliwie, co spowodowało u niego tak silną konsternację. Stwierdził, że pierwszy raz usłyszał od kogoś z VC, żeby dał sobie spokój z funduszami…

Z mojej strony nie była to forma jakiejś mniej lub bardziej wyszukanej kokieterii, a tym bardziej tzw. reverse psychology, żeby bardziej zachęcić do współpracy. Jedną z kluczowych lekcji, jaką wyciągnąłem siedząc przez dekadę w inwestycjach jest to, że fundusze VC nie są dla każdego. Z założenia powstają, by wspierać te najlepsze spółki o największym potencjale. Tylko wówczas ten model biznesowy działa i to dla każdej ze stron. Pozostali powinni zdać sobie sprawę, że dla nich uganianie się za inwestorami będzie stratą czasu. Zwłaszcza że w wielu przypadkach staje się to celem samym w sobie i zamiast budować biznes, CEO nieustannie biega za funduszami. Zbierają zamiast zarabiać, marząc o spektakularnych sukcesach, a to logika zupełnie pozbawiona sensu.

Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje. No cóż, wydaje się, że z jednej strony to kwestia ludzkiej natury, tj. tego, iż każdy woli się uważać za najlepszego, a co najmniej za wyjątkowego i ciężko jest mu zaakceptować przeciętność. Z drugiej – to wina systemu. Przez ostatnie kilka lat mieliśmy na polskim rynku zbyt wiele funduszy i zbyt dużo pieniędzy. Środki musiały być wydawane, bo tego wymagały instytucje publiczne poprzez umowy zawarte z VC. W efekcie kapitał trafiał do przeciętnych spółek, które na prywatnym rynku nigdy by go nie otrzymały. Te z kolei uwierzyły, że to kierunek dla nich i… przez to wiele z nich zniszczyło bezrefleksyjnie własne biznesy, zapominając o klientach. Taki efekt uboczny budowania dojrzałego ekosystemu na środkach publicznych.

Konkluzja jest taka, że nie ma nic złego w tym, że nasz startup nie ma potencjału do bycia jednorożcem. Nie każdy musi być najlepszy. Bycie dobrym w swojej niszy może przynieść bardzo wiele satysfakcji i korzyści, tylko trzeba umiejętnie budować biznes, na którym i tak można zarobić kilka milionów złotych. Zarabiajcie więc kasę, zamiast uganiać się za inwestorami. Paradoksalnie, jeśli zaczniecie to robić, w pewnym momencie oni sami zaczną uganiać się za wami…

Szymon Janiak Szymon Janiak  

Autor jest współtwórcą i partnerem zarządzającym funduszu venture capital Czysta3.vc