Pod koniec stycznia Anthropic zaprezentował Claude Cowork, autonomicznego agenta działającego bezpośrednio na komputerze użytkownika. Nie czeka na pytania, tylko planuje, dzieli zadania na etapy, następnie sam je wykonuje i odkłada gotowy wynik do folderu. Ale dopiero pluginy stanowią crème de la crème całego rozwiązania. Publicznie dostępne w otwartym repozytorium, zamieniają Cowork w coś na kształt agencji zatrudnienia, ale bez pracowników. Jeden plugin może być prawnikiem analizującym umowy. Drugi analitykiem danych, wyciągającym wnioski z tysięcy wierszy w Excelu. Trzeci ekspertem HR, przeglądającym CV i listy motywacyjne. W tym przypadku nie chodzi o to czy AI jest mądrzejsze od człowieka, lecz to, że jedno narzędzie potrafi wchłonąć dziesiątki wyspecjalizowanych aplikacji, za które firmy płacą osobne subskrypcje, utrzymują osobne integracje i zatrudniają osobnych administratorów.

Ciemne chmury nad rynkiem oprogramowania zbierały się już od pewnego czasu. Indeks IGV, który śledzi kondycję amerykańskiego rynku oprogramowania, do końca stycznia zdążył stoczyć się o niemal 30 proc. od swojego wrześniowego szczytu. Jednak to, co wydarzyło się na przełomie stycznia i lutego nie było zwykłą korektą. Tylko w jednym tygodniu z rynku wyparowało około 300 mld dol.

Panika inwestorów wynika z obaw, że autonomiczni agenci AI zastąpią tradycyjne oprogramowanie, czyniąc dotychczasowy model sprzedaży „na liczbę stanowisk” przestarzałym. Dokumenty analizują przejście branży w stronę gospodarki opartej na wynikach, gdzie klienci płacą za konkretne efekty pracy sztucznej inteligencji, a nie za sam dostęp do narzędzi.

W branży IT trwa spór, który zawsze pojawia się w przededniu prawdziwego przełomu: jedni mówią „to minie”, drudzy zaś, „tym razem nie minie”. Do tej pierwszej grupy należy Jensen Huang, CEO Nvidii, który obawy o zastąpienie oprogramowania przez AI nazwał wprost „najbardziej nielogiczną rzeczą na świecie”. Wtórują mu Dan Ives z Wedbush Securities i Rene Haas, szef ARM – obaj przekonują, że apokaliptyczne scenariusze ignorują prozaiczną rzeczywistość: żadne przedsiębiorstwo nie wyrzuci z dnia na dzień sprawdzonych systemów na śmietnik historii tylko dlatego, że pojawił się kolejny, nowy algorytm. Trudno odmówić im racji, ale trudno też nie zauważyć, że podobne argumenty słyszało się już przy okazji każdej poprzedniej rewolucji technologicznej i za każdym razem okazywały się prawdziwe, ale tylko do pewnego momentu.

Po drugiej stronie sporu stoją analitycy IDC, którzy stawiają sprawę jasno: model „płacisz za stanowisko” ma przed sobą najwyżej kilka lat. Do 2028 r. siedmiu na dziesięciu dostawców oprogramowania będzie musiało wymyślić się na nowo – przestać sprzedawać dostęp do narzędzia, a zacząć sprzedawać to, co to narzędzie faktycznie robi dla klienta. Wiele wskazuje więc na to, że SaaSpocalypse to nie tyle śmierć sektora, co jego bolesna metamorfoza.

Rynek zaczął patrzeć na SaaS jak na zwykłe media – wodociągi czy prąd, a więc usługi niezbędne, ale nie dotyczy ich w przyszłości jakiś rewolucyjny wzrost. Takie firmy wycenia się zupełnie inaczej: przychody mnoży się przez 8–12, nie zaś przez 30–35x. To drastyczna korekta mnożników. Rynek przestał wierzyć w bajkę o wiecznym wzroście i zaczął traktować te firmy jak normalne, dojrzałe biznesy. Niespełna piętnaście lat temu na łamach „The Wall Street Journal” ukazał się głośny artykuł Marca Andreessena zatytułowany „Why Software Is Eating The World”. Autor pisał wówczas: „Coraz więcej dużych firm i całych branż opiera swoje działanie na oprogramowaniu i dostarcza swoje usługi online, od rozrywki po rolnictwo i obronność. W wielu przypadkach zwycięzcami okazują się przedsiębiorcze spółki technologiczne z Doliny Krzemowej, które wkraczają na rynek i rozbijają dotychczasowe struktury branżowe. W ciągu najbliższych dziesięciu lat spodziewam się, że oprogramowanie zdestabilizuje kolejne gałęzie gospodarki”.

Trudno odmówić Andreessenowi przenikliwości. Miał rację i to w niemałym stopniu. Oprogramowanie rzeczywiście przewróciło do góry nogami handel, media, finanse, transport czy rozrywkę… a jednak świata nie zjadło. Pandemia brutalnie przypomniała nam, że za każdym interfejsem kryje się fizyczna rzeczywistość: fabryki, kontenery, półprzewodniki. Również niedobory chipów AI czy lawinowy wzrost cen pamięci pokazują, że hardware nie jest tylko nudnym zapleczem dla błyskotliwego softu, ale jest jego fundamentem. No cóż, choćby nie wiadomo, jak się wysilać, żaden algorytm nie zastąpi krzemu.

Warto mieć to na uwadze, obserwując dzisiejszą gorączkę wokół agentów AI. Entuzjaści wieszczą rewolucję, a nagłówki prześcigają się w apokaliptycznych wizjach. Tymczasem historia lubi się powtarzać. Agenci AI z pewnością zmienią branżę IT. Nie zmienią jednak praw fizyki ani logistyki. Nie zjedzą świata. Po prostu dosiądą się do stołu i będą się przy nim mocno rozpychać.