Porażki są… przereklamowane
W zeszłym tygodniu widziałem reklamę eventu dla przedsiębiorców, gdzie promowana była prezentacja pod hasłem: „jakie popełniłem błędy”. Zacznijmy od tego, że organizowanie takich wydarzeń to… duży błąd.
Co cię nie zabije, to cię straumatyzuje.
Jacek Walkiewicz mówi: co cię nie zabije to cię nie zabije, ale niekoniecznie cię wzmocni. W zasadzie to może cię straumatyzować na resztę życia. Zgadzam się z tym. Zaliczenie porażki nie nauczy cię osiągnięcia sukcesu. Robert Lewandowski nie dlatego gra w FC Barcelonie, bo nie trafiał w bramkę w Bayernie Monachium. A fakt, że ktoś zaliczył trzy porażki pod rząd nie znaczy, że za czwartym razem osiągnie sukces. Wręcz przeciwnie, taka osoba często nawet nie wie, jak wygląda sukces. I tutaj wcale nie chodzi o aroganckie podejście czy egocentryzm lub brak skromności. Mnie samego budowanie Divante nauczyło – jak nic innego – że w biznesie ego najlepiej czuje się schowane w kieszeni.
Jednocześnie wiem, że budując firmę nie miałem pojęcia o tym, jak wygląda uczciwy cennik w mojej branży, jakie są prawidłowe relacje między founderami, jaki jest sufit wyników dla firmy takiej jak moja, jakie argumenty przekonują klientów, na czym zarabiamy, a na czym tracimy i jak zatrudnić właściwe osoby.
W Polsce mamy z tymi kwestiami poważny problem, bo dopiero od 34 lat cieszymy się wolnym rynkiem. W efekcie mamy bardzo mało wiedzy o biznesie przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Myśmy, w Divante, rozwiązali ten problem radząc się innych. Dużo nauczyliśmy się chociażby od pierwszego inwestora (OEX), a poza tym dużo pomogli nam doradcy i nasza znakomita rada nadzorcza.
Również was bardzo do tego zachęcam. A jednocześnie odradzam chwalenie się porażkami. Raczej dzielcie się z innymi tym, dlaczego coś wam się udało!
Piotr Karwatka Co-Founder Catch the Tornado
Podobne wywiady i felietony
Wyczucie chwili
Do zmian potrzebny jest margines błędu. W firmie takim marginesem jest zysk.
