Coś musiało pójść wyjątkowo źle w kwestii ludzkiej inteligencji, skoro tak bardzo zaczęliśmy obawiać się tej sztucznej. Ja, wbrew większości komentatorów, ubolewam nad tym, że rozwój SI postępuje zbyt wolno.

Przykładowo, wciąż nie rozliczyłem mojego rocznego PIT-u, bo programiści i księgowi nie skonfigurowali programu, z którego zawsze w tym celu korzystam. Borykają się z tym z powodu Polskiego Ładu, który przypominał próbę zrobienia z dżungli eleganckiego miejskiego parku poprzez zrzucenie na nią napalmu. W takiej sytuacji zbawienna byłaby sztuczna inteligencja, która by sobie z polskimi przepisami dała radę. Niestety sądzę, że nigdy takowa nie powstanie, bo w tym celu musiałaby się wspiąć na taki poziom intelektu, na którym dość szybko machnęłaby na to wszystko ręką dochodząc do wniosku, iż Polskiego Ładu „bez wodki nie razbieriosz”. A jak tu pić wódkę ze sztuczną inteligencją?

Jednego bowiem SI nie przeskoczy, a mianowicie kreatywności i abstrakcyjnego myślenia, bez których ludzkość nie przetrwałaby ani pierwszego zlodowacenia ani pierwszego ocieplenia klimatu. A jeśli tak, to po co mi ta cała SI do szczęścia potrzebna? Mówią, że może zamiast mnie i moich kolegów pisać artykuły. No tak, ale tylko na podstawie artykułów, które kiedyś już ktoś wcześniej na dany temat napisał. I taką kompilację SI przygotuje w trymiga. Tylko, że wtedy musiałbym uczciwie zmienić tytuł naszego miesięcznika z „CRN Polska” na „Plagiat Polska”. Czy SI sama z siebie podda krytyce pewne trendy i rozwiązania? Oczywiście nie. Czy udzieli wywiadu na podstawie własnych doświadczeń? Rzecz jasna, nie. Czy zorganizuje i zmoderuje inspirujące kolegium redakcyjne? Też nie.

Kiedyś Steve Jobs powiedział, że nie da się stworzyć innowacyjnego produktu pytając konsumentów o to, jaki jest ich wymarzony produkt. Taki produkt trzeba wymyślić i dopiero wtedy pójść z tym do ludzi. W takim kontekście, SI koło opisze, ale go nie wymyśli. Gdyby odwołać się do branży filmowej, to sztuczna inteligencja bez kłopotu będzie „tłukła” jeden za drugim scenariusze filmów klasy B. Jednak „Casablanki”, „Czasu apokalipsy”, „Forresta Gumpa”, „Matrixa”, „12 gniewnych ludzi” czy „Taksówkarza” żadna sztuczna inteligencja by nie wymyśliła. A jeśli nawet zacznie się do tego poziomu zbliżać, to ludzkość (o ile ją znam) stanie się jeszcze bardziej kreatywna niż kiedykolwiek, nadając prawdziwym dziełom sztuki (czy biznesu) ludzki, a więc ten najbardziej wartościowy, wymiar.

Jeśli więc coraz doskonalsza SI będzie ludzkość popychać w stronę coraz większej kreatywności, która z kolei od zawsze była motorem postępu i gwarantem rozwoju cywilizacji, to może nie musimy się jej tak bardzo obawiać? A może wręcz przeciwnie?