Spróbujmy się im przyjrzeć na przykładzie rozmowy pewnego małżeństwa, przy czym poszukiwanie podobieństwa do rzeczywistych osób jest nieuzasadnione.

– Czemu jesteś taki struty? Skocz lepiej na dół do sklepu po majonez.

– Nie skoczę, bo nie będę miał jak zapłacić. W niedzielę jest tam tylko kasa samoobsługowa, która nie przyjmuje gotówki.

– Tak, wiem nie uznajesz kart, ale możesz zapłacić Blikiem. A jak nie ma tam tej sprzedawczyni, to kto pilnuje towaru?

– Towaru pilnuje ochroniarz. To jest taki patent na otwieranie sklepu w niedzielę. Działalność handlowa odbywa się sama, a ochrona przecież musi być. A Blika nie mam, bo…

– Bo co, hakerzy się do niego włamali, czy masz konto puste?

– Nie. Telefon mi wpadł do studzienki jak wysiadałem z auta. A więc przepadł z kretesem.

– Masz pecha, ale nie martw się. W poniedziałek kupisz sobie nowy na raty. Ten twój to już chyba był bardzo stary, sprzed 5 lat. Mój właśnie spłaciliśmy, a ja ci spłacę jedną ratę na imieniny i drugą na urodziny – przynajmniej nie będziesz narzekać na moje prezenty.

– W poniedziałek ani nie kupię sobie nowego, ani nie odzyskam duplikatu sima. Mam zastrzeżony pesel. Nie dadzą mi kredytu ani sima.

– No to wyłącz to zastrzeżenie w emobywatelu. Aha, emobywatela też już nie masz. To może w profilu zaufanym w komputerze. Auć, też nie da rady, bo logowanie wymaga potwierdzenia esemesem. To czego jeszcze nie możesz?

– Nie dostanę kredytu, pożyczki, leasingu w banku czy SKOK-ach. Nie otworzą mi konta i nie wypłacą więcej gotówki niż trzykrotność najniższej płacy, a nawet jak zniosę zastrzeżenie, to wypłata może nastąpić po 12 godzinach. Notariusz nie zgodzi się na podpisanie umowy dotyczącej nieruchomości. I coś tam jeszcze.

– Może dobrze, że nie weźmiesz kolejnego kredytu, ale ty właściwie jako obywatel teraz mało możesz. Chodź tu, pocieszę cię, muszę sprawdzić czy jeszcze coś możesz.

– […]

– To co kochanie musisz teraz zrobić?

– Muszę pójść do urzędu miasta, wypełnić ręcznie wielkimi literami wniosek o cofnięcie zastrzeżenia, odczekać swoje, a urzędnik na podstawie mojego plastikowego dowodu lub paszportu i odpytaniu mnie o inne moje dane osobowe sprawdzi je w systemie ewidencji ludności, po czym dokona zmiany w systemie zastrzeżonych peseli, a ja dostanę zaświadczenie.

– A po co ten formularz? Czy w ich systemie nie ma Twoich danych?

– Oczywiście są i jest opcja, że mogę poprosić urzędnika o wydrukowanie wniosku z systemu.

– To żart? Po co wypełniać czy drukować ten formularz i marnować papier?

– Muszą mieć gdzieś mój własnoręczny podpis.

– A nie mogą wystawić tabletu, jak do składania podpisu  do dowodu osobistego?

– Mogą, zresztą już się pogubiłem w tych podpisach.

– No dobra, a jak te banki, czy notariusze mają stwierdzić, że jesteś niezastrzeżony?

– Mają prawo i obowiązek, po uzyskaniu odpowiedniej autoryzacji dostępu do rejestru zastrzeżonych peseli, uzyskania informacji o stanie obywatela. Jak zastrzeżony to do widzenia. Chyba że nastąpiła awaria dostępu teleinformatycznego, dłuższa niż 15 minut, to wtedy można przyjąć brak zastrzeżenia i obsłużyć klienta. I tu jest opcja na jakieś szwindle.

– A czy banki i inni pożyczkodawcy sami nie mogliby dokonywać weryfikacji tożsamości korzystając z biernego dostępu do systemu ewidencji ludności? Mamy tu takiego obywatela z takim nazwiskiem, peselem, numerem dowodu, a nawet ze zdjęciem – wysyłamy to do systemu, a ten nam odpowiada, że owszem jest taki w systemie, lub że jest inny i trzeba dzwonić na policję. Zresztą mając konto w banku można by składać deklarację braku chęci na jakiekolwiek kredyty, tak jak można ustalać limit wypłat gotówkowych oraz płatności internetowych. A banki mogłyby jeszcze robić selfie klienta i pracownika banku w chwili podpisywania umowy. Bo też podobno, nawet ci rzeczywiści kredytobiorcy potem stwierdzają, że ich tam wtedy nie było.