O świecie wojen, które nie wyglądają jak wojna
Z perspektywy czasu pewne rzeczy zaczynają wyglądać inaczej, zwłaszcza w obecnej, niezwykle rozedrganej emocjonalnie rzeczywistości.
Liderzy muszą odróżniać szum od sygnału i utrzymać spokój operacyjny.
Rano włączam ekspres do kawy. Jeszcze dobrze się nie obudziłam, a telefon już bombarduje newsami. Alerty, nagłówki, nagrania. „Rosyjskie drony nad Polską”, „Polskie wojska odpaliły broń”. Myślę sobie – jest poważnie… Pierwsze, co robię, to w „wiarygodnych źródłach” szukam informacji, które powstały trzy minuty temu. Odpalam więc strony rządowe i co widzę – wielki napis „Uwaga na dezinformację” (dotyczący dronów). Z kolei w mediach społecznościowych huczy, a w tle przemawia jeden z ministrów – uspokajając nastroje. I nagle ta nieludzko współczesna myśl: czy ja jeszcze słucham prawdziwego człowieka, czy może już nie? Działam w branży technologicznej od ponad dwóch dekad i jeśli ja łapię się na takiej refleksji, to co czuje ktoś, kto nie rozumie, z jaką rzeczywistością się dziś mierzymy.
Wczoraj wysłuchałam wprowadzenia do Mapy Trendów opracowanej przez prowadzoną przez Natalię Hatalską firmę badawczą infuture.institute. Jeden z omawianych megatrendów nazwano „Świat wojen”. I nie chodzi tylko o te, które mają granice na mapie. Dziś pojęcie „wojna” ma aspekt wielowymiarowy. Mamy wojny kognitywne, hybrydowe, wojny międzypokoleniowe, kulturowe, energetyczne, o zasoby, handlowe czy kosmiczne. Najkrótsza definicja współczesnych wojen to ta, w której pierwszą linią frontu stajesz się Ty – Twój wzrok, słuch, podatność, zaufanie.
W starym świecie rozpoznawało się wojnę po czołgach. W nowym – po tym, że zanim skończysz pić poranną kawę, ktoś już próbuje zburzyć Twój spokój. Na TikToku trwa „bitwa na narracje”, w komunikatorach toczy się gra w głuchy telefon, a na platformie X trwają potyczki na piksele i caps locki. To właśnie jest to „kinetyczne inaczej”: mniej huku, więcej echa.
Tak – to dotyka również Polski. Kiedy nad naszym niebem pojawiają się obce drony, równolegle w sieci startuje fala dezinformacji: memów, „analiz”, osądów. Algorytm nie zna prawdy. Zna zaangażowanie. Jeśli prawda jest nudna, prawda przegrywa. To wzorzec nowej normalności, w której my, ludzie biznesu, powinniśmy się umieć odnaleźć. Współcześni liderzy muszą odróżniać szum od sygnału i utrzymać spokój operacyjny zespołów.
Co z tym robi lider?
Nie będę udawać, że wystarczy „zachować spokój”. W sytuacjach kryzysowych spokój bez planu (procedury) prowadzi do chaosu. Dlatego zanim zaczniesz działać upewnij się, że wiesz co jest prawdą. Wojny kognitywne „celują” w percepcję i osąd. To nie termin publicystyczny, tylko kierunek realnych działań opisywany w NATO i badaniach akademickich. Celem nie zawsze jest zniszczenie infrastruktury, ale rozchwianie zaufania: do państwa, do instytucji, do siebie nawzajem. Wystarczy, że zaczynasz – podobnie jak ja – zastanawiać się, czy przemawiający na Instagramie minister Gawkowski jest prawdziwą postacią z prawdziwym przekazem czy może tą wygenerowaną przez AI — a już jesteś w polu rażenia.
U nas w Engave, w sytuacjach wysokiego szumu informacyjnego, najlepszym „narzędziem” bywa… dyscyplina decyzyjna. Z góry ustalamy: kto w organizacji potwierdza fakty? Kto komunikuje? Kto uruchamia plan/procedurę? Zespoły oddychają spokojniej, gdy wiedzą, że prawda ma właściciela i istnieje proces jej weryfikacji. Ja osobiście taki szum traktuję jak każdy inny incydent cyber: jest zdarzenie, są źródła, jest decyzja, jest komunikat. Tyle że w „świecie wojen” pierwszą ofiarą bywa czas reakcji.
Jak to robić mądrze: trzy zasady
Pamiętaj, zanim podniesiesz alarm, podnieś wartość informacji. Zanim coś ogłosisz zespołowi, klientom, partnerom biznesowym, sprawdź informację w dwóch niezależnych źródłach. Zrób wcześniej listę kontaktów o wysokiej wiarygodności. Jeśli nie masz dwóch potwierdzeń – mówisz „jeszcze nie wiem/sprawdzam”. Ponadto prawda musi mieć właściciela. W kryzysie ludzie chcą wiedzieć, kto mówi prawdę i gdzie jej szukać. Jedna wyznaczona osoba podejmuje decyzje w ciągu 5 minut. Zatwierdza fakty i komunikaty. Ustalacie jeden kanał komunikacji, jeden numer telefonu, który zawsze odbiera. Demokracja w informowaniu brzmi świetnie, ale w chaosie zamienia się w chór bez dyrygenta. I jeszcze jedna ważna kwestia, czyli rytuały zamiast nerwów. Wprowadź cykliczne ćwiczenia procedury kryzysowej na sucho. Wymyślcie z zespołem kilka scenariuszy i potrenujcie jej zastosowanie.
W powyższym kontekście możecie przygotować sobie zestaw pytań: kto to mówi? Co dokładnie twierdzi? Kiedy to się wydarzyło? Gdzie (miejsce, link, źródło)? Dlaczego rozpowszechnia tę informację? Na koniec trzeba zadbać o dowód: zrzut ekranu z datą, numer zgłoszenia, logowanie – cokolwiek, co da się sprawdzić.
Wiem, kiedyś wszystko było „prostsze”. Ktoś mówił – my wierzyliśmy. Dziś ktoś mówi, a my pytamy: czy to jest prawdziwe? I tu, pozwólcie, odrobina sarkazmu. Gdy słyszę hasła „nie dajmy się manipulować”, to myślę: świetnie, tylko jak? Przycisk „nie wciągaj mnie w tę grę” jeszcze nie istnieje.
„Świat wojen” ma jeszcze jedną warstwę: wojnę o tempo. Ci, którzy sieją szum, kochają pośpiech. „Udostępnij teraz! Reaguj natychmiast!” – to ich ulubione narzędzia. Nasze brzmią gorzej na banerach, ale wygrywają w praktyce: sprawdź, nazwij, zakomunikuj, monitoruj.
Jestem fanką technologii. To mój świat, moja praca, moja pasja. Jednak w najgłośniejszych chwilach przypominam sobie o rzeczach z lamusa: prawda jest wydarzeniem społecznym. Nie rodzi się sama. Tworzymy ją przez cierpliwe dopytywanie, przez odwagę powiedzenia „nie wiem”, przez gotowość, by skorygować własny błąd publicznie.
Czy to znaczy, że mamy żyć w lęku? Nie. Mamy żyć w uważności, a to duża różnica. Lęk zamyka, uważność otwiera: na innych, na fakty, na wspólne działanie. A wspólnota – ta zwykła, codzienna – nadal działa jak najlepsza tarcza. Nikt nie wysadzi w powietrze więzi zespołu, który nauczył się słuchać i szukać sprawdzonej prawdy, zanim osądzi i udostępni dalej.
Na koniec – coś bardzo prywatnego. Gdy patrzę na rosnący szum, mam czasem odruch, by… wyłączyć wszystko i jak najszybciej wrócić z powrotem na morze, gdzie zasady są proste. I wtedy wraca myśl, od której zaczęłam: jeśli ja wątpię, tym bardziej potrzebna jest moja odpowiedzialność względem zespołu. Lider nie musi krzyczeć głośniej. Musi świecić jaśniej, gdy gasną latarnie.
Podobne wywiady i felietony
Czas przewartościować myślenie o Chinach
Chiny to już nie tylko globalna potęga gospodarcza, ale również technologiczna i innowacyjna. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że już nie potrzebują szeroko rozumianego „Zachodu”. Pod naszym nosem zbudowali u siebie swoją Europę, a nawet resztę świata.
Jubileusz Engave: 15 lat marszu Aleją Inżynierów
Adrianna Kilińska, prezes zarządu oraz Dominik Żochowski, przewodniczący rady nadzorczej w rozmowie o celach, których realizacja poprzedzi przekazanie sterów w inne ręce; o ambicjach i lekcji pokory, a także o dobrych praktykach i trudnym dla branży 2024 roku, który… był tym najlepszym w historii Engave.

Adrianna Kilińska