Co powinno wydarzyć się, aby nastąpił jakiś progres?

Generalnie zajmujemy inne miejsce w biznesowym łańcuchu wartości niż kraje zachodnie. W dalszym ciągu w dużej mierze konkurujemy ceną siły roboczej. A równolegle boimy się innowacji – najlepszym przykładem jest to, że współczynnik robotyzacji w Polsce jest dramatycznie niski w porównaniu z innymi krajami regionu. Tak naprawdę to dopiero brak siły roboczej w Polsce, przykładowo wykwalifikowanych spawaczy, spowodował zainteresowanie specjalistycznymi robotami. Ci przedsiębiorcy, którzy po podliczeniu wszystkich kosztów zaobserwują, że taki robot jest tańszy w dwuletnim utrzymaniu niż ciągła niepewność, poszukiwanie pracowników i ryzyko przestojów w produkcji, mogą przyczynić się do ogólnej zmiany sytuacji związanej z podejściem do innowacyjności. Podobna sytuacja dotyczy bardzo powolnego wzrostu popularności usług chmurowych w Polsce.

Niektórzy producenci i dystrybutorzy formułują zarzuty wobec polskich integratorów, że wywierają zbyt mały wpływ na klientów, aby ci inwestowali w nowatorskie rozwiązania. Czy rzeczywiście tak wiele zależy od postawy firm IT?

W Polsce istnieją dwa światy – Warszawa i kilka największych miast oraz cała reszta. Ci integratorzy spoza dużych miast mogą wydawać się hamulcowymi, ale oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, co są w stanie sprzedać na lokalnych rynkach. Oczywiście, jest w Polsce wiele firm zlokalizowanych w małych miejscowościach, które prowadzą ciekawe projekty i rola lokalnych integratorów miała swoje znaczenie, jeśli chodzi o zaszczepienie innowacyjności. Ale najczęściej to zbieg okoliczności – po prostu w takich przedsiębiorstwach zatrudniony jest przebojowy szef IT, który potrafi zainteresować zarząd ciekawymi rozwiązaniami technicznymi i przedstawić ich potencjalny wpływ na rozwój biznesu. Jednak generalnym problemem jest znalezienie odpowiednich specjalistów wśród dostępnych lokalnie kadr. Zdolni integratorzy zaś coraz częściej interesują się rynkami zagranicznymi, bo tam można zarobić jeszcze większe pieniądze niż w Polsce. W ten sposób nasza luka kompetencyjna wciąż się powiększa.

Czy jakąś rolę dla siebie w rozwiązywaniu tego problemu widzą dla siebie firmy analityczne, jak IDC?

Z pewnością, zresztą właśnie pod tym kątem zmieniamy obecnie model działania. Fundusz inwestycyjny, który jest naszym nowym właścicielem, postawił na skuteczniejszą monetyzację posiadanych przez nas danych. Przejęliśmy firmę zajmującą się oceną umów outsourcingu i inwestycji IT. Naszym długoterminowym celem jest pozycja profesjonalnego doradcy dla zarządów przedsiębiorstw, który będzie zaszczepiał idee związane z nowymi trendami, ale także potrafił uzasadnić ekonomiczną stronę takiej inwestycji. Już teraz opracowujemy raporty dotyczące poszczególnych rynków wertykalnych, ale będziemy też kłaść większy nacisk na indywidualne usługi, na podstawie dokładnej analizy działalności danej firmy. Koncentrujemy się nadal na danych rynkowych i staramy się z nich wycisnąć dla naszych klientów jak najwięcej ciekawych informacji za pomocą różnych narzędzi, w tym sztucznej inteligencji czy technik wizualizacji danych.

Zdarza się, że prognozy firm analityczny poddawane są w wątpliwość – najczęściej przez producentów lub osoby, które uważają, że lepiej znają rynek. W jakim stopniu firmy badawcze odpowiadają za trafność swoich prognoz? Czy istnieje jakiś kodeks etyczny obowiązujący analityków, aby nie byli posądzani o stronniczość, chociażby przy tworzeniu rynkowych rankingów?

Nie ma jednego dokumentu obowiązującego wszystkie firmy, ale naturalnie mamy własne kodeksy i przepisy, których wszyscy pracownicy muszą się trzymać. Operujemy w bardzo delikatnej materii – od opublikowanych przez nas danych dotyczących producentów, którzy najczęściej są spółkami giełdowymi, bardzo często zależy wycena ich akcji. Jeśli te spadłyby w wyniku podanych przez nas nierzetelnych informacji, groziłyby nam bardzo poważne konsekwencje. Dlatego mamy skrupulatne procedury weryfikowania danych i przekazywania ich. Jednym z wymogów giełd amerykańskich jest to, co czasami słyszymy jako zarzut utajniania informacji – nie możemy przekazywać finansowych danych dotyczących sprzedaży spółek giełdowych w poszczególnych krajach. Natomiast co do analizy trendów rynkowych, tutaj bazujemy na klauzuli staranności, więc robimy wszystko co możliwe, aby publikowane dane były jak najbardziej rzetelne. Jeśli takie nie będą, stracimy klientów.

Czy istnieje jakiś specjalny charakter współpracy, w ramach której firmy integratorskie mogłyby być pomocne firmom analitycznym i vice versa?

Każda taka współpraca ma charakter indywidualny, uzależniony od merytorycznego zakresu działalności danego integratora i jego innowacyjności w podejściu do biznesu. Naszą zaletą jest to, że wśród firm analitycznych jesteśmy jedyną, która ma tylu analityków na całym świecie. Dlatego mamy zasoby, aby zaangażować się we współpracę na poziomie indywidualnym, porozmawiać o potrzebach i możliwościach. Zachęcamy do wspólnego organizowania konferencji czy współtworzenia różnego typu dokumentów z analizami rynkowymi, które integratorzy mogą wykorzystać jako narzędzie komunikacyjne podczas sprzedaży.

Rozmawiał Krzysztof Jakubik

Jarek Smulski  

pracuje w polskim oddziale IDC jako Senior Research Manager i Business Development Manager. Od września 2002 r. przeszedł całą ścieżkę kariery analityka rynku IT – od tworzenia kwartalnych analiz rynku PC, serwerów i pamięci masowych w Polsce, po zaawansowane badania wertykalne, segmentowe modele wydatków IT czy analizy typu go-to-market. Szeroką znajomość rynku informatycznego wykorzystuje również w projektach doradczych, pomagających wielu różnym podmiotom w wyborze platformy sprzętowej. Od kilku lat zajmuje się także upowszechnianiem wiedzy na temat nowych trendów i strategii, takich jak Internet Rzeczy (IoT), Przemysł 4.0, Edge Computing czy Smart City. Doświadczony prelegent na wielu konferencjach. Członek Grupy Roboczej ds. Internetu Rzeczy przy KPRM. Jest absolwentem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim oraz magistrem prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.