Pracowałeś kilka lat w Dolinie Krzemowej. Jak oceniasz ten kraj z punktu widzenia funkcjonowania biznesu?

Jacek Migdał Stany Zjednoczone robią świetne wrażenie, zwłaszcza podczas krótkiego pobytu, kiedy odwiedza się takie miejsca jak Kalifornia. Wtedy przede wszystkim widać tą ich lepszą, bardziej „błyszczącą” stronę. USA to wciąż imperium, które napędza rozwój technologii, organizacji i myślenia o przyszłości. Jednocześnie staje się ono coraz bardziej bezwzględne dla Europejczyków.

 Jeżdżę do Stanów Zjednoczonych od lat i widzę, że jeśli ktoś jest w górnych 10 procentach społeczeństwa, to życie tam ma naprawdę komfortowe. Z drugiej strony, bardzo łatwo można wszystko stracić. I to szybko.

Odnoszę wrażenie, że w Ameryce zachodzą zmiany, które wcześniej nie miały tam miejsca. To już nie jest kraj, w którym każdy może zrobić karierę „od pucybuta do milionera”. Wyraźnie widać symptomy tworzenia się zamkniętej klasy uprzywilejowanych, swoistej arystokracji, która odziedziczyła majątek, wpływy i nieruchomości. Osoby z tego grona zdążyły kupić dom w Kalifornii, zanim stało się to dostępne tylko dla najbogatszych. Swoją drogą, to są pierwsze objawy tego, co spotyka każde imperium. Dziś USA wciąż znajduje się na szczycie, ale nie ma żadnej gwarancji, że tak zostanie. Szczególnie, że obecnie Stany Zjednoczone, próbując zdefiniować się na nowo, bardziej skupiają się na wewnętrznych problemach niż na roli lidera świata.

 Marcin Żukowski, współzałożyciel Snowflake’a, powiedział mi kiedyś, że Amerykanie są w podejmowaniu decyzji zdecydowanie bardziej odważni niż Europejczycy. Najczęściej wynika to z dobrego wykształcenia i możliwości zaistnienia na globalnym rynku. Czy podzielasz jego opinię?

W Polsce firmy technologiczne najczęściej zakładają osoby bardzo przedsiębiorcze, ale głównie z myślą o rynku lokalnym. Przez długi czas takich biznesmenów traktowano u nas z dystansem, czasem wręcz z podejrzliwością. Natomiast w USA to często bohaterowie, osoby darzone uznaniem, inspirujące swoimi działaniami innych. Ja również podziwiam takich ludzi i chciałbym być jednym z nich. To jest nie tylko kultura ciągłego poszukiwania i testowania nowych rozwiązań, ale również akceptacji porażek. Nawet jeśli komuś coś się nie uda, to próbowanie sił w biznesie i podejmowanie ryzyka spotykają się z uznaniem, a nie z krytyką. W Polsce jest inaczej. Większość młodych ludzi nie zna tej ścieżki, nie próbuje iść tą drogą, bo nikt im tego wcześniej nie pokazał. Przez długie lata mieliśmy w kraju branżę IT nadrabiającą zaległości. I choć programiści w Polsce zarabiali bardzo duże pieniądze w porównaniu do kosztów życia, co z jednej strony było fantastyczne, to jednak miało swoją cenę, bo podniosło próg wejścia dla tych, którzy chcieli budować coś własnego. Zamiast podejmować ryzyko, szukali dobrze płatnych zleceń i na tym poprzestawali. Krótko mówiąc, nasza mentalność jest inna – łatwiej zadowalamy się mniejszym sukcesem. Tymczasem zbudowanie czegoś większego, globalnego, jest marzeniem dla wybranych. Jednak widać pod tym względem pewne zmiany i dlatego mam nadzieję, że w Polsce wkrótce będzie więcej ludzi, którzy pójdą na całość.

 Często słyszy się, że w Europie pracuje się, żeby żyć, a w USA żyje się, aby pracować. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Coś w tym jest, aczkolwiek w Polsce sytuacja wygląda inaczej niż w Europie Zachodniej. U nas ludzie pracują więcej, choć oczywiście nie wszyscy chcą o tym mówić. Nie zawsze jest bowiem mile widziane, kiedy szef firmy przechwala się, że programiści pracują po 60 godzin tygodniowo. Uważam, że Polacy są pracowici, czego nie mogę powiedzieć o niektórych państwach Europy, gdzie ciężka praca niekoniecznie jest postrzegana jako pozytywna wartość.

 Spędziłeś po kilka miesięcy w Facebooku oraz Nvidii, natomiast z Sumo Logic związałeś się na długie dziesięć lat. Co zadecydowało o takiej właśnie ścieżce kariery?

Najpierw udało mi się dostać do Nvidii, co w dużym stopniu jest zasługą wyniku uzyskanego na olimpiadzie informatycznej. Zresztą moją przygodę z programowaniem zacząłem już w gimnazjum, natomiast po ukończeniu liceum pracowałem jako zawodowy programista. Nvidia rekrutowała ludzi na praktyki, które odbywały się w Santa Clara. Choć była to wówczas znana marka, nie była postrzegana tak jak dziś, lecz bardziej jako konserwatywna firma dostarczająca hardware. Z kolei Facebook znajdował się na samym szczycie i właśnie dlatego się tam przeniosłem. Niemniej pojawił się problem związany z otrzymaniem wizy. W ten sposób trafiłem do Sumo Logic, malutkiej firmy liczącej na początku 20 osób, która pomogła mi szybko załatwić formalności wizowe. Firma mocno się rozrosła, a ja po kilku latach przeniosłem się z Kalifornii do Warszawy, gdzie otworzyłem oddział Sumo Logic, który zatrudniał 80 osób.