Made in China, spied in America
Tomasz Gołębiowski, redaktor naczelny CRN Polska
To był mój błąd, przyznaję. Otóż zamiast osadzić felieton Larry’ego Walsha sprzed miesiąca – dotyczący globalnej bitwy o talenty – w odpowiednim kontekście, zdecydowałem się na publikację bez redakcyjnego komentarza. Tymczasem to, co dla Larry’ego, jako mieszkańca Bostonu, było oczywiste i niewymagające tłumaczenia, dla wielu polskich czytelników okazało się nie do końca zrozumiałe. Jestem im więc winien kilka słów wyjaśnienia. A zatem, kiedy Larry twierdzi, że obecne „szykany” wobec studiujących w USA obcokrajowców stanowią szansę dla europejskich uczelni na ściągnięcie ich do siebie, odnosi się w ten sposób do zaostrzenia polityki wizowej dla zagranicznych studentów.
W amerykańskich mediach było o tym bardzo głośno. Gospodarzowi Białego Domu zarzucono osłabianie amerykańskiej innowacyjności, jako że potęga USA została zbudowana przez ambitnych, pracowitych, zdolnych imigrantów. Paradoksalnie jednak, Biały Dom tłumaczy swoje postępowanie niczym innym, jak… ochroną amerykańskiej innowacyjności. Otóż Waszyngton uważa, że chińska „bezpieka” zdecydowanie przedobrzyła z poziomem infiltracji amerykańskich kampusów. O skali problemu świadczy między innymi dziennikarskie śledztwo, przeprowadzone w tym roku przez redakcję „The Stanford Review”.
Dwójka dziennikarzy, Elsa Johnson i Garret Molly, twierdzi wprost, że na Uniwersytecie Stanforda swobodnie i na dużą skalę działają chińscy szpiedzy. Przy czym nie chodzi o tajnych agentów włamujących się nocą do uczelnianych szaf pancernych. Otóż chińska ustawa o wywiadzie państwowym z 2017 roku nakazuje wszystkim (!) obywatelom Państwa Środka wspieranie i współpracę z państwowym wywiadem, niezależnie od miejsca zamieszkania. Na tej podstawie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego ChRL wykorzystuje cywilów niezwiązanych ze służbami wywiadowczymi do pozyskiwania informacji. W dużej mierze chodzi o wiedzę, którą każdy student wynosi z zajęć, warsztatów i laboratoriów badawczych. Coś pomiędzy klasycznym szpiegostwem a tzw. białym wywiadem.
Uniwersytet Stanforda stał się ważnym celem pekińskich „bezpieczniaków” ze względu na swoją dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji. Autorzy artykułu „Investigation: Uncovering Chinese Academic Espionage at Stanford” cytują eksperta ds. Chin, który potwierdził, że „spośród około 1129 chińskich studentów zagranicznych na kampusie, istotna ich liczba aktywnie składa raporty Komunistycznej Partii Chin”. Organizatorem tej działalności jest Chińska Rada Stypendialna, która finansuje około 15 proc. chińskich studentów na amerykańskich uniwersytetach. Każdy z chińskich ekspertów, cytowanych przez „The Stanford Review”, potwierdził, że wymaga ona od studentów regularnego przesyłania raportów do chińskich placówek dyplomatycznych na temat badań, w których uczestniczą.
I choć, w świetle powyższych doniesień, nie dziwię się nerwowości amerykańskich władz, nie jestem wcale pewien, czy skorzystają na tym uczelnie europejskie. Jeżeli jednak tak właśnie się stanie, powinny być świadome związanych z tym zagrożeń.
