Czy były jakieś inne, kryzysowe sytuacje w trakcie przygotowywania środowiska teleinformatycznego dla Kanału Zero?

Z racji na trwające jeszcze prace wykończeniowe w jednym z pomieszczeń redakcyjnych, wiele osób korzystało jednocześnie z jednego, już dostępnego pokoju. Okazało się, że w tzw. peak’u było tam podłączonych do jednego access pointa dziewięćdziesiąt osiem urządzeń naraz. To powodowało pewien dyskomfort w trakcie pracy, więc musieliśmy trochę pozmieniać zarówno parametry sieci, jak i dołożyć tymczasowo jeszcze jeden access point. To rozwiązało problem. Inny przykład: kiedy uruchomiliśmy dwie sieci – firmową i dla gości – pracownicy zaczęli korzystać na przemian z jednej i z drugiej. Trzeba było to uporządkować.

Jak liczna była ekipa budująca środowisko ICT?

Trzon zespołu stanowiły trzy osoby, które pracują ze mną już od lat. Mieliśmy też do pomocy jedną nową osobę, wspomagał nas syn jednego z moich stałych współpracowników. To nie był nasz pierwszy projekt dla Krzysztofa Stanowskiego, mieliśmy tę przyjemność pracować przy jego wcześniejszych projektach.

Można więc powiedzieć, że obsługa teleinformatyczna Kanału Zero odbywa się na zasadach outsourcingu…

Jako szef IT odpowiadam za wszystkie rzeczy związane z potrzebami teleinformatycznymi Kanału Zero. Realizacja potrzebnych działań odbywa się za pośrednictwem mojej firmy, w której zatrudniam kompetentnych, sprawdzonych specjalistów, którzy de facto pełnią teraz funkcję działu IT Kanału Zero. Gdy potrzeba, to do konkretnych zadań dokooptowywani są ludzie z konkretnymi umiejętnościami, dobierani również spośród grona znajomych, sprawdzonych fachowców, a nie przypadkowe osoby z rynku. Szukam ludzi, którzy będą mi odejmować problemów, a nie ich przysparzać. W ten sposób jesteśmy w stanie poradzić sobie z każdym wyzwaniem, które pojawia się w wyniku obsługi i rozwoju środowiska teleinformatycznego.

Czy ktoś z zespołu IT jest cały czas na miejscu w siedzibie Kanału Zero, czy pracujecie raczej zdalnie?

Generalnie jako zespół IT pracujemy zdalnie. Pojawiamy się na miejscu wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Są rzeczy, które można zrobić bez pojawiania się na miejscu, jak na przykład założyć konto mejlowe, nadać taki czy inny dostęp, a są też takie, jak na przykład reanimacja drukarki, które wymagają fizycznej obecności. Przyjeżdżamy do biura, gdy odbywają się jakieś szczególne wydarzenia, jak to było na przykład w momencie startu Kanału Zero, żeby mieć wszystko bezpośrednio pod kontrolą.

Czy korzystacie tylko z dostępnych na rynku rozwiązań, czy też wykonujecie jakieś aplikacje sami?

Na chwilę obecną korzystamy z gotowych rozwiązań i nie projektowaliśmy żadnych narzędzi sami, z wyjątkiem strony internetowej Kanału Zero. Lubię dobre, sprawdzone rozwiązania, dlatego nieczęsto zmieniam narzędzia, z których korzystamy. Jestem otwarty na nowinki techniczne, ale jestem też realistą. Wiele razy widziałem produkty, które na początku wydawały się świetne, ale w praktyce przyjmowały się może na dwa-trzy tygodnie, a po wstępnych testach szły w zapomnienie. Staram się nie tracić głowy – ofert dookoła nas jest bardzo dużo, ale nie można ciągle gonić za nowościami.

Czym kieruje się Pan przy wyborze usług lub produktów?

Często patrzę na to, w jaki sposób użytkownicy, których obsługuję, poradzą sobie z daną usługą, czy będzie dla nich przejrzysta, wygodna w użyciu. Zwracam też uwagę na to, czy będzie niezawodna, a jeżeli już pojawią się problemy, to jak wygląda wsparcie w sytuacji potencjalnej awarii. Muszę zażegnać kryzys natychmiast tak, żeby firma mogła nieprzerwanie nadawać program.