Pierwszego lutego, podczas inauguracji Kanału Zero na YouTube, Krzysztof Stanowski mówił, że budowa biura i studia trwała jedynie około dwóch tygodni. Ile zajęło wam przygotowanie niezbędnej infrastruktury IT?

Marcin Molczyk Wszystko, w tym również środowisko ICT, było postawione w dwa tygodnie. Informację o tym, że możemy rozpocząć prace, dostaliśmy w okolicach dziesiątego stycznia. Po części byliśmy już do tego przygotowani, więc wiedzieliśmy, jakiego sprzętu potrzebujemy, jakich usług czy konfiguracji. Przy czym żadnych zaawansowanych przygotowań wcześniej nie robiliśmy, bo nie wiedzieliśmy, jaka ostatecznie będzie lokalizacja Kanału Zero. Byliśmy natomiast gotowi na dynamiczną zmianę sytuacji, gdy na przykład jedna lokalizacja zmieni się nagle na zupełnie inną. Oczywiście o wielu rzeczach mogliśmy zdecydować dopiero na miejscu, gdy już znaliśmy konkretną lokalizację. Zdążyliśmy jednak uruchomić wszystko na czas, a nawet mieliśmy kilka dni na testy.

Czy, jeśli chodzi o infrastrukturę teleinformatyczną, musieliście wszystko stawiać od zera, czy też mogliście skorzystać z jakichś już istniejących rozwiązań?

Stawialiśmy wszystko od zera. Weszliśmy do opuszczonego przez poprzednich użytkowników biura, gdzie poza dziurą w ziemi i starym okablowaniem nie było w zasadzie nic. Po poprzedniej ekipie wykorzystaliśmy może dwa-trzy kable, które musieliśmy sprawdzać przed dołączeniem do infrastruktury. Utrudnieniem był brak podłogi technicznej i musieliśmy wszystko ciągnąć górą, musieliśmy też skuć niewielki kawałek podłogi. To nam trochę utrudniało pracę.

Czy sieć wewnętrzną również musieliście zakładać sami?

Tak, to było nasze główne zadanie. Sieć wewnętrzna jest w stu procentach nasza. Całość jest oparta o szkielet dziesięciogigabajtowy, mamy siedem punktów dostępowych wifi w standardzie szóstym. Największym problemem, jak to teraz oceniam, była potrzeba zapewnienia wysokiego uploadu po sieci bezprzewodowej. To było trudne ze względu na to, że na budynku są wzmacniacze sygnałów różnych innych sieci, w tym GSM.

Czym w pierwszej kolejności musieliście się zająć po wejściu do docelowych pomieszczeń w wybranym ostatecznie biurowcu?

Po wejściu na obiekt, przy pierwszej wizji lokalnej ustaliliśmy orientacyjny rozkład poszczególnych pomieszczeń i ich funkcje. Na podstawie tego przygotowaliśmy sobie projekt infrastruktury sieciowej, ustaliliśmy plan działania i harmonogram prac, żebyśmy wiedzieli, ile czasu potrzebujemy na poszczególne zadania. Musieliśmy też zsynchronizować naszą pracę z działaniami innych zespołów, bo nie byliśmy jedyną ekipą, która miała w tym samym czasie realizować swoje zadania. To zasługa Moniki Hodowicz – zarządzającej projektem przygotowania siedziby Kanału Zero – że wszystko tak skrupulatnie zaplanowała, żebyśmy nie wchodzili sobie nawzajem w drogę.

Jakie pojawiły się najważniejsze wyzwania i priorytety dla Pana jako szefa IT i Pana zespołu?

Kluczowe znaczenie miała dostępność usług ISP. To było duże wyzwanie, żeby dociągnąć w tak krótkim czasie światłowody do wskazanych miejsc. Na szczęście wybrana lokalizacja znajduje się w miejscu dogodnym pod względem dostępu do internetu. W innym przypadku wyzwanie byłoby jeszcze większe. Czynnikiem ryzyka, na który też musieliśmy zwracać uwagę, była dostępność sprzętu, którego potrzebowaliśmy. Niektóre rzeczy trzeba było sprowadzić z zagranicy. Obawialiśmy się, że coś może nie dotrzeć na czas, że może zostać uszkodzone w trakcie transportu itp. Ostatecznie wszystko udało się sprawnie przeprowadzić, mimo że jeden z dostawców miał problemy z terminową realizacją zamówienia.

Zmieniliście tego dostawcę na innego?

Nie, ostatecznie nie było takiej konieczności. Ta sytuacja pokazała jednak dobitnie, że zawsze trzeba mieć plan awaryjny na wypadek takich nieprzewidzianych, niezaplanowanych, niezależnych od nas wydarzeń. Trzeba mieć na uwadze, że w niektórych sytuacjach nawet sprawdzone metody mogą zawieść i należy być przygotowanym na ewentualny plan B.