Inwigilacja w imię dziecka
Miał być „dialog w ramach demokracji”, czyli cicha zgoda na masową inwigilację. Tym razem jednak, dzięki determinacji Joachima z Aalborga i setek tysięcy zwykłych Europejczyków, brukselska machina zabuksowała w miejscu.
W laboratoriach od Pekinu po Dolinę Krzemową toczy się kwantowy wyścig, który zadecyduje o przyszłości całej branży technologicznej. IBM, Google czy IonQ wydają w tym celu miliardy dolarów, zatrudniając tysiące najwybitniejszych naukowców. Coraz głośniej słyszy się o tym, że nowe maszyny bez trudu złamią współczesne metody szyfrowania. Tym bardziej warto zdawać sobie sprawę, że era kwantowa nadchodzi szybciej, niż myślimy! Jak się jednak okazuje, najgenialniejsze i najbardziej cyniczne pomysły zazwyczaj rodzą się nie w sterylnych laboratoriach, lecz w biurokratycznych korytarzach Brukseli. Po co inwestować fortunę w egzotyczną fizykę, skoro można po prostu… nakazać firmom odszyfrowywanie danych pod byle pretekstem? Efekt jest identyczny: koniec tajemnicy korespondencji. Za to metoda jest prostsza. I nieporównywalnie tańsza.
Otóż w maju 2022 r. Komisja Europejska zrzuciła bombę: propozycję, która miała uczynić świat „bezpieczniejszym”. Urzędnicy chcą wprowadzić obowiązkową, masową kontrolę chatów dla wszystkich dostawców, nawet tych, którzy oferują bezpieczne, szyfrowane usługi. W potocznym języku to projekt znany jako „Chat Control”. Intencje? Oczywiście jak najbardziej szlachetne: walka z materiałami dotyczącymi seksualnego wykorzystywania dzieci.
I właśnie w tym tkwi perfekcja cynizmu. „Chat Control” to podręcznikowy przykład, jak totalną inwigilację opakowuje się w lśniącą, różową kokardkę z napisem „chronimy dzieci”. I voilà, krytyka staje się moralnie podejrzana, wręcz niemożliwa. Sprzeciwiasz się masowej kontroli prywatnej korespondencji setek milionów obywateli? To pewnie jesteś za pedofilią. Masz coś do ukrycia? Jak mawiał klasyk: „niewinni nie mają się czego bać”. To genialna sztuczka retoryczna, znana od wieków. Wystarczy znaleźć cel na tyle wzniosły, by sprzeciw wobec środków stał się niemożliwy do obrony. Przez lata działał w ten sposób straszak terroryzmu, ale społeczeństwa już się na niego uodporniły. Dzieci jednak zawsze działają na wyobraźnię i budzą współczucie.
Wygląda jednak na to, że tym razem pozorna niezawodność tej metody może zawieść. „Chat Control” wywołał w Europie falę ostrej krytyki. Jego symbolem stał się Joachim z Aalborga, 30-letni programista. Joachim uruchomił stronę „Fight Chat Control”, która nie tylko zbiera informacje, ale pozwala każdemu w kilka sekund wysłać e-maila do unijnych urzędników i europarlamentarzystów. Efekt? Skrzynki odbiorcze w Brukseli zostały zalane protestami, wywołując poruszenie na europejskich salonach.
Znamienny jest komentarz niemieckiej europosłanki Leny Düpont (EPP): „to nie jest dialog w ramach demokracji”. Nasuwa się pytanie: jaki dialog ma na myśli? Dyskretne rozmowy płatnych lobbystów z garstką uprzywilejowanych urzędników? Z kolei wpływowe Politico określiło akcję Duńczyka chłodnym tytułem: „One-man spam campaign ravages EU ‘Chat Control’ bill” (Jednoosobowa kampania spamerska dewastuje projekt „Chat Control”). Nazwanie obywatelskiego protestu „spamem” jest wręcz podręcznikowym przykładem pogardy dla zwykłego ludu.
Zmagania Joachima przypominają walkę Dawida z Goliatem. Wystarczyła chwila czasu, jasna intencja, pomysł i człowiek z laptopem wygrał bitwę z armią lobbystów dysponujących milionowymi budżetami. Warto w tym miejscu dodać, że do protestu dołączyła część mediów i niewielka grupa przedsiębiorców. W sumie 40 europejskich firm ostrzegło, że Chat Control zagraża bezpieczeństwu internetu i podważa cyfrową suwerenność. Z kolei Europejskie Centrum Wolności Prasy i Mediów (ECPMF) zaalarmowało, że żaden system filtrowania nie odróżni wiarygodnie nielegalnych treści od legalnych, prywatnych wiadomości na dużą skalę bez generowania fałszywych alarmów.
Ostatecznie, pierwotnie planowane na 14 października głosowanie w sprawie „Chat Control” nie odbyło się z powodu braku większości! To spektakularne zwycięstwo Joachima z Aalborga i setek tysięcy Europejczyków. Jednak jest za wcześnie na szampana. Wojna trwa. Plotki mówią o alternatywnej propozycji, która może zostać poddana pod głosowanie już 6/7 grudnia 2025 r. na zjeździe ministrów spraw wewnętrznych. Za Chat Control są: Francja, Dania, Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Portugalia i Szwecja. Po przeciwnej stronie znalazły się między innymi Polska, Czechy, Finlandia, Austria, Holandia, Słowacja oraz Słowenia. Niepewne są Niemcy, które są jak na razie przeciw, ale po niewielkich modyfikacjach rozporządzenia mogą zmienić front.
Zwolennicy inwigilacji nie poddadzą się łatwo i użyją każdego triku, aby postawić na swoim. Projekt jest przepychany od 2022 r. i niewykluczone, że zastosowana zostanie metoda małych kroków, stopniowo ograniczając cyfrową wolność Europejczyków. W każdym razie zagrożenie nie zniknęło. Dopóki projekt, pod jakąkolwiek nazwą i w jakiejkolwiek formie, będzie krążył w korytarzach europarlamentu, dopóty nasze cyfrowe życie prywatne będzie wisiało na włosku. Cisza w tym sporze to przyzwolenie. Nie pozwólmy na „dialog”, jaki marzy się Lenie Düpont i jej podobnym. Bez prywatności korespondencji wolność to tylko puste hasło.
Podobne wywiady i felietony
Zajrzeć pod sukienkę algorytmem
Ponad dekadę temu Jarosław Kaczyński z niechęcią wyrażał się o głosowaniu przez internet, twierdząc przy tym, że wielu jego użytkowników spędza czas na piciu piwa i oglądaniu pornografii. Wówczas uznano tę opinię za przejaw niechęci do technologii, co nie zmienia faktu, że dzisiejszy internauta nie musi już nawet szukać pornografii, bo… tworzy ją sam.
AI i wojna o prąd
Kupno Intersect Power przez Google ma znacznie większe znaczenie, niż pozornie mogłoby się wydawać.
Train office
W trakcie podróży pociągiem warto mieć na uwadze, że innych pasażerów raczej nie interesują szczegóły podpisanych kontraktów, dysputy o zwolnieniu Joli czy Marka, ani treść zawieranych właśnie umów.
