Przez długie lata rynek komputerów PC działał jak szwajcarski zegarek. Intel i AMD projektowały procesory, producenci je kupowali, a resellerzy sprzedawali gotowe zestawy. Z kolei Nvidia dostarczała karty graficzne, a więc w zasadzie opcjonalny dodatek dla graczy i entuzjastów multimediów. Każdy znał swoje miejsce w szeregu, każdy zarabiał na swoim odcinku. Było spokojnie, przewidywalnie i nudno. Do czasu, aż Jensen Huang uznał, że najwyższy czas, aby kopnąć w stolik.

Najnowszą odsłoną obecnej gry rynkowej, już na nowych zasadach, jest RTX Spark – zaprezentowany podczas tegorocznego Computexu zintegrowany SoC zawierający procesor, GPU i pamięć w jednym kawałku krzemu. Produkt, opracowany przez inżynierów Nvidia wspólnie ze specjalistami MediaTek, bazuje na rdzeniach ARM i został wyposażony w architekturę Blackwell. To nie karta graficzna. To nie koprocesor AI przyklejony do płyty głównej. To całe serce komputera.

Reakcja Intela była zaskakująco szczera. Nish Neelalojanan z działu Client Computing Group przyznał, że koncern podchodzi do RTX Spark ze „zdrową dawką paranoi”. Kiedy duża korporacja używa słowa „paranoja” w oficjalnej komunikacji, warto to zapamiętać. Zwykle w takiej sytuacji dostajemy protekcjonalne komentarze o tym, że konkurent „nie rozumie rynku” albo „gra w innej lidze”. Wystarczy przypomnieć Steve’a Ballmera, który po premierze pierwszego iPhone’a oznajmił z rozbrajającą pewnością siebie: za drogi, bez klawiatury, nie trafi do biznesu. Wiemy, jak to się skończyło i dla iPhone’a, i dla Ballmera. Intel nie udaje, że nic się nie dzieje.

Sceptycy powiedzą, że Nvidia nie jest pierwszą firmą, która próbuje wyrwać Intelowi kawałek rynku PC. Kiedy Apple w 2020 r. ogłosił przejście na własne układy ARM, sprzedawcy MacBooków mruczeli pod nosem na temat słabo konfigurowalnych komponentów i spadku potencjału, jeśli chodzi o świadczenie usług serwisowych. Skończyło się tym, że MacBooki sprzedają się lepiej niż kiedykolwiek, a marża po prostu przeniosła się ze sprzętu na ekosystem.

Mniej chwalebnie skończyła się historia „Windows on ARM”. Udział tych urządzeń w rynku od lat nie przekracza kilku procent. Bariery są znane: aplikacje biznesowe, sterowniki, gry, wszystko projektowane pod x86. Apple mogło sobie pozwolić na rewolucję, bo w pełni kontroluje system operacyjny. Microsoft działa w rozproszonym ekosystemie dziesiątek producentów, gdzie tradycyjny x86 jest bezpiecznym, domyślnym wyborem i nikt nie ma ochoty ryzykować bez wyraźnego powodu. Pytanie zatem brzmi: czy Nvidia ma wystarczająco dużo powodów, żeby ten ekosystem przekonać?

Na razie rynek odpowiedział optymizmem. Tuż po prezentacji akcje Nvidii skoczyły o 6 proc., a razem z nimi poszły w górę walory Della (o 6,5 proc.) i HP (o blisko 7 proc.). To wymowne: inwestorzy uznali RTX Spark nie za zagrożenie dla producentów PC, lecz za szansę. Pierwsze laptopy z nowym układem – sprzęt Della, HP, Asusa, Lenovo i MSI, mają pojawić się jesienią. I tu dochodzimy do sedna: Nvidia nie wchodzi na rynek PC jak Qualcomm, z niezłym chipem i nadzieją, że jakoś to będzie. Wchodzi z gotowym ekosystemem AI oraz kapitałem, który pozwala jej grać długo i cierpliwie. Wchodzi też w momencie, gdy Intel po kilku fatalnych latach dopiero wstaje z kolan (kurs akcji wzrósł w tym roku o ponad 200 proc.).

Problem w tym, że rynek PC nie grzeje. Według Gartnera w ubiegłym roku sprzedano globalnie 270 mln komputerów. Wprawdzie jest to wzrost o 9 proc. rok do roku, ale wciąż daleko od pandemicznego szczytu 340 mln sztuk z 2021 r. Rewolucja AI, która miała skłonić wszystkich do wymiany sprzętu, jakoś nie dotarła do przeciętnego użytkownika. I trudno się dziwić: skoro ChatGPT, Claude czy Copilot działają na starym laptopie przez przeglądarkę, po co wydawać dwa tysiące dolarów na nowy komputer? Bo tyle, według wstępnych zapowiedzi, będą kosztować najtańsze konfiguracje z RTX Spark. To nie jest sprzęt dla Kowalskiego, lecz dla tych, którzy i tak już kupują MacBooka Pro albo gamingowego potwora z najwyższej półki. Na razie, bo Nvidia gra na czas, podczas gdy dla Intela zegar tyka szybciej.

Dla resellerów i integratorów nowa platforma to przede wszystkim nowy pretekst do rozmowy z klientem i co ważne, o sprzęcie marek, które znają od lat. Dell, HP, Lenovo, Asus, MSI – żadnych niespodzianek po stronie producenta. Tylko nowe logo pod klapką. I podczas gdy kampania „Intel Inside” niemal z niczego stworzyła jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w historii technologii, akcja „Nvidia Inside” startuje z pozycji, o której Intel mógł tylko marzyć – z ekosystemem AI, który już dziś jest na ustach wszystkich. Pytanie nie brzmi już: czy Nvidia wejdzie do segmentu PC, bo ona już tam jest. Pytanie brzmi: ile czasu zajmie jej urządzenie się tam na dobre. Znając postawy klientów, którzy nie lubią rewolucyjnych zmian, a także koncentrację firmy kierowanej przez Jensena Huanga na centrach danych, nie będzie to Blitzkrieg, ale bardziej rywalizacja na wyczerpanie.