Nieodmiennie przychodzi mi to do głowy, gdy firma znana z co najmniej frywolnego podejścia do kwestii bezpieczeństwa i prywatności po raz kolejny prosi się o kłopoty, wysyłając przy tym komunikat: „Bezpieczeństwo naszych usług i produktów stanowi dla nas najwyższy priorytet”.

OK, może się zapędziłem i niepotrzebnie obrażam płaskoziemców. W gruncie rzeczy to przecież możliwe (przynajmniej do wyobrażenia), że Australia nie istnieje, a za każdym razem kiedy pokazują ją w telewizji, to grają tam aktorzy opłacani przez NASA. Na chłopski rozum ziemia jest oczywiście płaska, co znaczy, że płaskoziemcy używają rozumu, jak potrafią. O gigantach z Doliny Krzemowej powiedzieć tego się nie da.

Koniec tych docinków i już tłumaczę, o co mi chodzi. Otóż Amazon, który chciał posyłać ludziom do domów zakupy dronami (i co się w założonym – pardon my French – timeframe’ie nie udało), idzie w zaparte i wyraża przekonanie, że drony jednak będą latać, tylko nie do domów, ale po domach. Kierowana przez Jeffa Bezosa firma zapowiedziała, że za kilka miesięcy wprowadzi na rynek nowy produkt – Ring Always Home Cam. Będzie to kilkunastocentymetrowej średnicy autonomiczny dron z podczepioną kamerą, pełniący funkcje alarmowe. Może na żywo transmitować przebieg włamania na smartfon właściciela albo pokazać mu, że zostawił włączone żelazko.

Ledwo Amazon obwieścił tę nowinę, w sieci posypały się komentarze. Przyjmując, że wszystko da się zhakować, nie chciałbym mieć go koło siebie – to akurat taki, który dobrze i bez konieczności wykropkowywania czegokolwiek pokazuje typowe obawy. Obawy jak najbardziej uzasadnione, znając historie dotyczące luk bezpieczeństwa i wykorzystujących je ataków na inne urządzenia Amazona, czyli dzwonek-kamerę Ring, z którą zresztą Ring AHC ma współdziałać, ale przede wszystkim na głosowych asystentów Alexa i Echo.

Zresztą pal sześć, gdyby chodziło tylko o luki i ataki, które zakładają istnienie jakichś ciemnych sił. Po prostu nikt nie zrobił więcej dla skompromitowania tych urządzeń niż ich producent. Oczywiście, producent ma prawo wyprodukować asystenta głosowego, który ni stąd, ni zowąd zaczyna metalicznie mamrotać „ile razy zamknę oczy, widzę trupy”. Natomiast, gdy nieustannie potyka się o własne nogi i zaczyna za pośrednictwem swoich służb prasowych klepać coś w stylu podobnym do swojego „asystenta”, rujnuje zaufanie do własnych produktów i bezpieczeństwa jakichkolwiek technologii.

Tak było w sprawie pewnej Brytyjki, której prywatną rozmowę asystent Echo rozesłał do kolegów jej męża. Rzecznik Amazona wyjaśnił to następująco: Asystent Echo został wybudzony przez słowo z rozmowy w tle, które mogło brzmieć podobnie do „Alexa”. Wyrażenie z kolejnej rozmowy zostało zrozumiane jako „Wyślij wiadomość”. Alexa zadała na głos pytanie „Do kogo?”. Następnie jedno słów z rozmowy w tle zostało zinterpretowane jako nazwisko z listy kontaktów klienta. Alexa zadała na głos pytanie „[Nazwisko], tak?”. Wtedy Alexa zinterpretowała słowo z rozmowy w tle jako „Tak”.

Nic dziwnego, że Walt Mossberg, jeden z najbardziej szanowanych amerykańskich dziennikarzy i recenzentów technologicznych, napisał o Ring Always Home Cam: W kraju bez prawa chroniącego cyfrową prywatność ktoś, kto kupi takie urządzenie od firmy z całą historią problemów z prywatnością, jest szalony. Można dodać: tak jak szaleni są szefowie firmy, która przedstawia drona-kamerę, zapewniając, że dla bezpieczeństwa i ochrony prywatności nieco później (sic!) dorobi do niego dwuskładnikowe uwierzytelnianie i szyfrowaną transmisję.

A może to żadni szaleńcy, tylko miłośnicy wywołujących dreszcze historii? Czy tylko mnie nazwa Ring Always Home Cam kojarzy się z „The Postman Always Ring Twice”, klasykiem kina noir? Przypadek?

Tomasz Bitner  

Autor pełni funkcję Programming Directora w polskim oddziale CIONET – międzynarodowej społeczności IT Executives. W latach 2011 –  2020 był redaktorem naczelnym „Computerworld Polska”. We wcześniejszym okresie między innymi kierował redakcją portalu WNP.pl, był także wydawcą „Motoru” i „Auto Moto”.