Sztuczna inteligencja wkroczyła do głównego nurtu życia społecznego, transformując komunikację, pracę, edukację, czy kulturę. Firmy prześcigają się w prezentowaniu coraz potężniejszych modeli, których możliwości jeszcze kilka lat temu brzmiały jak science fiction. Wystarczy jednak zajrzeć pod powierzchnię, by wyłonił się mniej optymistyczny obraz. Redaktorzy Bloomberg Businessweek (w czerwcowym wydaniu magazynu) odnieśli się do tej kwestii.

Ich zdaniem rok 2025 może przejść do historii nie jako czas przełomu technicznego, lecz jako początek nowej, cyfrowej zimnej wojny. Ognisko tego konfliktu już płonie, a w jego centrum znajdują się dwa imperia – Stany Zjednoczone i Chiny – oraz jeden kluczowy cel: dominacja nad rozwojem sztucznej inteligencji. Zachód z niepokojem obserwuje błyskawiczny awans DeepSeeka, chińskiego startupu, który w ciągu zaledwie kilku miesięcy zaprezentował model R1, dorównujący – a według niektórych  przewyższający – zachodnie modele LLM.

Największe zdziwienie ekspertów wzbudził fakt, że DeepSeek osiągnął to przy niewielkiej skali inwestycji i ograniczonym dostępie do nowoczesnych chipów GPU, objętych amerykańskimi sankcjami. Szybko pojawiły się zarzuty o obchodzenie sankcji, kupowanie chipów Nvidii przez pośredników z Singapuru oraz wykorzystywanie niejawnych zbiorów danych do trenowania modeli. Nie są to insynuacje bez podstaw – redaktorzy Bloomberga sugerują, że chińskie startupy nauczyły się lawirować wokół ograniczeń eksportowych, korzystając z nieformalnych kanałów dostaw i systemowego wsparcia rządu.

W odpowiedzi na ten sukces, władze USA zaostrzyły zasady eksportu półprzewodników, jak też wszczęły śledztwa, których podmiotami są amerykańskie firmy współpracujące z chińskimi podmiotami. Jednocześnie rodzi się presja na sojuszników, aby ograniczyli współpracę z Państwem Środka. W tej atmosferze nieufności każde porozumienie staje się podejrzane, a każdy transfer wiedzy ryzykowny. Rozwiązania, które miały łączyć świat, stały się narzędziami separacji i kontroli.

W Państwie Środka reakcja jest równie zdecydowana. Chińskie władze jasno deklarują zamiar uzyskania pełnej cyfrowej autonomii. Od lokalnych modeli LLM, przez własne systemy operacyjne, aż po krajowe chmury i komponenty sprzętowe – Chiny przygotowują się na świat bez zachodnich komponentów. Oznacza to nie tylko deglobalizację techniczną, ale też ideologiczną: odmienne podejście do moderowania treści, prywatności danych i etyki modeli AI.

Jednak w tej rywalizacji może okazać się, że największym przegranym nie będzie żadna ze stron konfliktu, ale reszta świata. Problem mają szczególnie kraje rozwijające się, które – nie dysponując zasobami pozwalającymi konkurować na tym polu – będą zmuszone wybierać pomiędzy dwoma cyfrowymi blokami. Albo model chiński, efektywny, ale kontrolowany i potencjalnie inwigilacyjny, albo zachodni – drogi, scentralizowany i coraz bardziej zamknięty. W obecnej sytuacji brakuje przestrzeni na trzecią drogę, niezależną, demokratyczną i transparentną.

Tymczasem platformy AI stają się coraz mniej kompatybilne ze sobą. Chiny rozwijają własne biblioteki i środowiska uruchomieniowe, zrywając z dominującymi PyTorch i TensorFlow. Nawet otwarte modele publikowane przez DeepSeek nie są w pełni interoperacyjne z zachodnimi rozwiązaniami. Tworzy się nowy rodzaj „cyfrowej żelaznej kurtyny” – nie przebiegającej przez terytoria, lecz przez protokoły, interfejsy i standardy.

Niepokojące są również społeczne konsekwencje tej polaryzacji. Modele AI szkolone w odmiennych systemach politycznych generują inne treści, mają inne „światopoglądy”, inaczej rozumieją pojęcia wolności, władzy czy norm kulturowych. Kiedy sztuczna inteligencja stanie się podstawowym interfejsem poznawczym (co już dzieje się w wielu krajach), dojdzie do sytuacji, w której rzeczywistość „tworzona” przez AI będzie zależna od miejsca zamieszkania. W efekcie globalne społeczeństwo informacyjne zacznie się kruszyć. Przy czym nie należy też zapominać, że ten wyścig kosztuje – nie tylko finansowo, ale także środowiskowo. Obie strony inwestują miliardy w budowę centrów danych, zużywających niewyobrażalne ilości energii i wody. Chiny nadrabiają zaległości ilością, Zachód – mocą obliczeniową.

W tym układzie trudno o optymizm. Nawet jeśli istnieją teoretyczne pola współpracy (open source, badania naukowe, tłumaczenie między modelami) to zaufanie się wyczerpało. Każda innowacja w pewnym momencie staje się potencjalnym narzędziem przewagi, a każda współpraca stwarza strategiczne ryzyko. I choć AI mogła powtórzyć sukces HTML-a – być językiem uniwersalnym, który łączy naukowców, inżynierów i użytkowników na świecie – staje się kolejnym narzędziem projekcji siły.

Czy jest to tylko faza przejściowa, a technologia – jak zawsze – „znajdzie swoją drogę”? Czy też obserwujemy właśnie narodziny nowego ładu – bazującego nie na współpracy, lecz na cyfrowej hegemonii? Na odpowiedzi na te pytania jest chyba wciąż za wcześnie, ale oczywiste już jest, że przyszłość sztucznej inteligencji nie zostanie zbudowana przez jedną firmę, jeden kraj czy jedną wizję. Będzie wynikiem ścierania się idei, iteracji i adaptacji – z nieuniknionymi napięciami, ale być może też z przestrzenią do współpracy. To świat, w którym geopolityka nie znika, ale uczy się żyć z technologią. I być może w tym właśnie należy upatrywać postępu.

Krzysztof Jakubik Krzysztof Jakubik  

Redaktor prowadzący Vademecum rynku IT oraz dziennikarz CRN Polska.