W maju br. „The New York Times” pozyskał wewnętrzne dokumenty krążące po spółce Apple, z których wynika, że koncern poszedł na dalekie ustępstwa wobec Komunistycznej Partii Chin, aby móc prowadzić interesy w tym kraju. Dodatkowo, to samo zostało potwierdzone w wywiadach z 17 obecnymi i byłymi pracownikami spółki z Cupertino. Okazuje się, że kampania Tima Cooka, pt. „jesteśmy za ochroną danych użytkownika” jest – delikatnie mówiąc – mało prawdziwa. Niestety Apple, które głośno mówi o prawie do prywatności, kiedy walczy z Facebookiem, jednocześnie godzi się na cenzurę App Store oraz usunięcie napisu „Designed by Apple in California” z tylnej części iPhone’ów.

W 2016 r. Chiny wprowadziły prawo dotyczące cyberbezpieczeństwa, zgodnie z którym wszystkie „informacje osobiste i ważne dane”, które są gromadzone w Państwie Środka, powinny być też tam przechowywane. Apple ugięło się pod presją władz lokalnych i zgodziło na przechowywanie danych klientów iCloud (w tym ich e-maili, kontaktów, zdjęć, danych geolokalizacyjnych) na serwerach w Chinach, obsługiwanych przez chińskich pracowników państwowych i pod kontrolą partii.

Kiedy w 2015 r. w San Bernardino, w wyniku ataku terrorystów, zginęło 14 osób, a 22 zostały ranne, FBI poprosiło Apple o odblokowanie znalezionych telefonów iPhone. Miało to pomóc w śledztwie i szukaniu powiązań z terrorystami. Tim Cook odmówił i oficjalnie skomentował prośbę w następujący sposób: „Rząd Stanów Zjednoczonych zażądał od Apple podjęcia bezprecedensowego kroku, który zagraża bezpieczeństwu naszych klientów. Sprzeciwiamy się temu nakazowi, którego implikacje wykraczają daleko poza rozpatrywaną sprawę prawną”.

Kilka miesięcy temu Apple zmodyfikowało umowę dla chińskich użytkowników. W wyniku tych zmian „strona trzecia”, czyli Guizhou-Cloud Big Data (GCBD), uzyskała prawo własności do danych iCloud składowanych przez chińskich klientów. To niesamowicie dziwna decyzja, ponieważ spółki amerykańskie są nakłaniane i wręcz zobowiązane przez USA do niedzielenia się tak wrażliwymi danymi z Chinami. Innymi słowy – Apple nie złamało prawa, ale może to już robić ich lokalny partner, czyli spółka GCBD.

– Apple stało się trybikiem w maszynie cenzury. Jeśli spojrzeć na zachowanie chińskiego rządu, nie widać żadnego oporu ze strony Apple’a, żadnej historii stawania w obronie zasad, do których Apple twierdzi, że jest tak przywiązane – komentuje Nicholas Bequelin, dyrektor ds. Azji w Amnesty International.

Kolejna sprawa została wytknięta przez prof. Matthew Greena, kryptografa z Uniwersytetu Hopkinsa. Chiny nalegały, aby Apple nie korzystało ze swojego zwykłego sprzętu do ochrony kluczy szyfrujących – sprzętowych modułów bezpieczeństwa opracowanych przez francuską firmę Thales. Dlaczego? Czy dlatego, że jest to technologia bezpieczna, niezwykle trudna do złamania i w branży kryptograficznej uznana za bardzo dobrą?

Z tych informacji wyłania się zupełnie inny obraz Apple’a – firmy, która daje przyzwolenie na wykorzystywanie taniej siły roboczej w chińskich fabrykach (co prowadziło do masowych samobójstw) i przymyka oczy na współpracę z reżimami, w celu osiągnięcia większych zysków. Apple jest również firmą, która aktywnie cenzuruje treści niewygodne dla chińskiego rządu – w 2018 r. iPhone’y zaczęły się zawieszać, jeśli wysłałeś słowo „Tajwan”. W 2019 r. firma kierowana przez Tima Cooka zbanowała aplikację, która ostrzegała mieszkańców Hongkongu o aktywności policji.

Jak wynika z danych Sensor Tower, od 2017 r. z App Store Apple’a w Chinach zniknęło około 55 tys. aktywnych aplikacji. Z tego ponad 35 tys. to gry, które w Państwie Środka muszą uzyskać zgodę regulatorów. Pozostałe 20 tys. to różnego rodzaju aplikacje, w tym również te pozwalające użytkownikom na wysyłanie prywatnych wiadomości, dzielenie się dokumentami i przeglądanie stron internetowych.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że Tim Cook, który oficjalnie przyznał się do bycia gejem, na pewno na swoim iPhonie nie raz czytał o tym, jak chiński rząd podchodzi do kwestii społeczności LGBT w tamtejszej komunistycznej republice ludowej. Najwyraźniej jednak woli zmienić logo firmy na tęczowe na kilka dni, ale nie tracić zysków z handlu w Chinach. Dlatego następnym razem, kiedy jakaś korporacja paktująca z komunistycznym reżimem i przyczyniająca się do prześladowania mniejszości będzie próbowała was pouczać à propos praw człowieka… pokażcie jej środkowy palec.

Artur Kurasiński  

Autor jest CEO Spellarena i współzałożycielem Three Headed Monster, Astrography, BeardedBrothers.games, Aula Polska, a także twórcą komiksu o technologiach i nauce dla dzieci, pt. „Róża, a co chcesz wiedzieć?”.