Liniowy model gospodarki funkcjonuje od początku rewolucji przemysłowej. W dużym uproszczeniu polega na tym, że wydobywamy surowce, wytwarzamy produkt, a następnie go używamy i wyrzucamy. Jednak co najmniej od kilku lat coraz częściej słyszy się o konieczności zmiany takiego modelu na gospodarkę o obiegu zamkniętym (cyrkularnym), czyli taką, w której dąży się do jak najdłuższego wykorzystania produktu poprzez jego ponowne użycie, dzielenie się nim, pożyczanie czy w końcu recykling. W ten sposób wydłuża się cykl życia produktów i ogranicza do minimum powstawanie odpadów. Frans Timmermans, jeden z głównych twórców koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu, kilka lat temu oznajmił, że nadszedł czas, by położyć kres modelowi „wziąć, skorzystać, zepsuć, wyrzucić”, który tak bardzo szkodzi naszej planecie, naszemu zdrowiu oraz naszej gospodarce.

W przestrzeni publicznej pojawiło się mnóstwo materiałów gloryfikujących gospodarkę o obiegu zamkniętym. Według danych Accenture zmiany, jakie to przyniesie, przyczynią się do wygenerowania do 2030 r. w światowej gospodarce 4,5 biliona dol. Z kolei Międzynarodowe Biuro Pracy (International Labour Organization) szacuje, że gospodarka o obiegu zamkniętym może stworzyć sześć milionów miejsc pracy na całym świecie. Do promocji cyrkularnej gospodarki aktywnie włączyły się międzynarodowe koncerny, strojąc się w zielone piórka. Wielkie korporacje prześcigają się w deklaracjach o ochronie środowiska, w tym walce z emisją CO2. Nie bez przyczyny część z nich jest oskarżana o greenwashing, czyli w wolnym tłumaczeniu „ekościemę”.

Przeciętny konsument nie zawsze rozumie narrację „globalnych macherów”, nawołujących do ochrony środowiska i walki z ociepleniem klimatu. Z jednej strony słyszy o konieczności przedłużaniu życia produktów, zaś z drugiej niejednokrotnie zmaga się z awaryjnym sprzętem, który trzeba wymieniać dużo częściej niż ten z lat 90-ych. Przy czym najwięcej kłopotów przysparzają ich użytkownikom urządzenia AGD. Starsi konsumenci wspominają pralki, które potrafiły pracować niemal dwie dekady, podczas gdy w obecnych czasach wiele urządzeń psuje się niedługo po zakończeniu gwarancji. Sprzedawcy wzruszają wówczas ramionami, proponując co najwyżej przedłużenie okresu gwarancji przy zakupie. W przypadku rozwiązań IT czy elektroniki użytkowej sytuacja nie wygląda aż tak źle, aczkolwiek istnieją segmenty tego rynku, gdzie trwałość jest kwestią drugorzędną.

Ostatnie lata przyniosły ze sobą ekspansję nośników SSD, zastępujących dyski mechaniczne zarówno w zastosowaniach konsumenckich, jak i biznesowych. Producenci pamięci NAND Flash chwalą się liczbą operacji zapisu i odczytu na sekundę czy prędkością zapisu danych, zaś zdecydowanie mniej mówią o ich trwałości. Nie jest to bowiem dla nich wygodny temat. W sprzedaży marginalną rolę odgrywają najtrwalsze nośniki pamięci SLC (komórki jednopoziome) oraz MLC (dwupoziomowe), których miejsce zajmują tańsze dyski półprzewodnikowe z pamięcią TLC (trzypoziome) czy QLC (czteropoziomowe) – tańsze i pozwalające przechowywać więcej danych w tej samej przestrzeni, ale znacznie mniej wytrzymałe. Dla porównania, żywotność pamięci typu SLC szacuje się na 100 tys. cykli, a MLC od 3 tysięcy do 10 tys. cykli.

Recykling to nie tylko butelki

Gospodarka o obiegu zamkniętym zazwyczaj utożsamiana jest z recyklingiem, co w dużym stopniu wynika z wielu akcji uświadamiających społeczeństwu potrzebę segregacji odpadów. Sprawa jest bardzo poważna, bowiem według raportu „What a Waste 2.0” w skali globalnej powstaje około 2 mld ton odpadów rocznie, a do 2050 r. ma to już być 3,4 mld ton. Przy czym recyklingowi podlegają nie tylko plastikowe butelki, woreczki foliowe czy puszki aluminiowe po napojach, ale również różnego rodzaju urządzenia.

ONZ ostrzega, że do 2030 r. zostanie wytworzonych globalnie aż 74 mln ton elektrośmieci. Przykładowo, w 2021 r. wprowadzono na terytorium Polski 1,2 mln ton sprzętu elektrycznego i elektronicznego, natomiast łącznie zebrano 536 tys. ton zużytego sprzętu tego rodzaju. Najmniejszy procentowo, choć ilościowo duży udział w zebranych, zużytych produktach miały: lampy (2,5 proc.), małogabarytowy sprzęt informatyczny i telekomunikacyjny (3,5 proc.) oraz ekrany i monitory (5,5 proc.).

Recykling sprzętu IT polega na przetwarzaniu zużytego urządzenia w celu odzyskania elementów, które mogą być wykorzystane w procesie produkcji nowego bądź refabrykowanego sprzętu. To pozwala ograniczyć potrzebę wydobycia surowców naturalnych, a w dalszej konsekwencji zmniejsza negatywny wpływ na środowisko. W urządzeniach elektronicznych znajduje się od 50 do 60 proc. światowych zasobów wolframu, zaś w laptopach około 26 proc. cyny. Ciekawostką jest fakt, że z układu scalonego notebooka można wydobyć od 7 do 9 gramów złota.

– Połączenie gospodarki o obiegu zamkniętym i rynku nowych technologii wymaga projektowania produktów z myślą o minimalizowaniu ich negatywnego wpływu na środowisko, oszczędnym zużyciu energii i generowaniu mniejszej ilości odpadów. Konsumenci i firmy często wymieniają stosunkowo nowe produkty na jeszcze nowsze, więc  już w procesie produkcji należy używać materiałów biodegradowalnych lub łatwo poddających się recyklingowi – mówi Krzysztof Krawczyk, Senior Application Engineer w Vertivie.

Wbrew pozorom nie jest to wcale proste zadanie, co pokazuje chociażby przykład słuchawek AirPods. Ten popularny wśród klientów gadżet zawiera w plastikowej obudowie wolfram, cynę, tantal, lit i kobalt, a jego żywotność wynosi około dwóch lat. Chociaż istnieje program recyklingu tego modelu i teoretycznie można pozyskać kobalt z umieszczonych w nim baterii, jednakże jest to operacja… całkowicie nieopłacalna.

Nawet, jeśli produkty zaprojektowano i wyprodukowano tak, aby nadawały się do recyklingu, nadal brakuje infrastruktury umożliwiającej ich ponowne wprowadzenie do obiegu. Na inne trudności zwraca uwagę stowarzyszenie branżowe Plastics Recyclers Europe. Otóż branża recyklingowa musi się zmagać ze wzrastającymi cenami energii, odczuwa też skutki napiętej sytuacji ekonomicznej, zaś spadające koszty polimerów pierwotnych sprawiają, że producenci coraz częściej wybierają właśnie je, zamiast materiałów pochodzących z recyklingu.