Ostatnie półtora roku przyniosło duże przetasowania w segmencie rynku nowych technologii. W pandemicznym świecie na znaczeniu zyskały przede wszystkim elastyczne rozwiązania, które pozwalają szybko i płynnie dostosować się do nowych trendów biznesowych. Raghu Raghuram, świeżo upieczony CEO VMware’a, zwrócił uczestnikom tegorocznej konferencji uwagę na szybko rosnącą rolę środowiska multi-cloud. W ciągu minionych dwudziestu miesięcy wiele organizacji zrezygnowało z wyboru jednego dostawcy usług chmurowych na rzecz kilku. Według Raghu Raghurama definicja multi-cloud obejmuje przedsiębiorstwa, które nie tylko pozyskują usługi w chmurze od jednego lub kilku dostawców, ale także decydują się na uruchamianie aplikacji i obciążeń w wielu środowiskach. Jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez VMware aż trzy na cztery organizacje korzystają z tego modelu. 

– Klienci, z którymi rozmawiamy, najczęściej wymieniają dwa powody wpływające na podjęcie decyzji o wyborze kilku usługodawców. Po pierwsze, zamierzają wprowadzać innowacja poprzez wybór najlepszych usług chmurowych dostępnych na rynku. Po drugie zaś chcą uniknąć sytuacji, w której są uzależnieni od jednego dostawcy – mówi CEO Vmware’a.

Producent planuje dynamiczny rozwój produktów adresowanych dla środowiska multi-cloud, wiążąc z tym segmentem rynku bardzo duże nadzieje. Szefowie firmy uważają, że taki sposób korzystania z usług informatycznych będzie dominować w ciągu dwóch najbliższych dekad.

Otwieramy trzeci rozdział w historii naszej firmy. Zostaliśmy liderem na rynku wirtualizacja, potem chmury prywatnej, a teraz nadchodzi era multi-cloudu oznajmił Raghu Raghuram.

Nie ulega wątpliwości, że nowy trend wykreuje popyt na nowe narzędzia, których zadaniem będzie pomoc w opanowaniu chaosu związanego z dużym rozproszeniem aplikacji, użytkowników oraz infrastruktury. Szefowie działów IT, pragnący wykorzystać potencjał kilku różnych chmur, staną przed wieloma trudnymi wyborami.

Uważamy, że każda firma powinna mieć swobodę i kontrolę w swojej działalności w wielu chmurach. Ważna jest autonomia programistów przy jednoczesnym zapewnieniu wydajności DevSecOps. Trzeba pogodzić dostępność aplikacji korporacyjnych w dowolnej chmurze z pełną kontrolą i oszczędnością kosztów oraz światowej klasy zabezpieczeniami podkreśla Raghu Raghuram.

Podstawą strategii multi-cloud producenta pozostaje propozycja VMware Cross-Cloud Services, którą po raz pierwszy zaprezentowano na VMworld US już w 2016 r. Z kolei w tym roku pokazano Project Arctic, który udostępni usługi VMware Cross-Cloud dla  administratorów IT. Rozwiązanie natywnie integruje chmurę z vSphere i ustanawia model hybrydowy jako domyślny. Klienci będą mogli korzystać z nieograniczonej pojemności chmury na żądanie oraz natychmiastowego dostępu do usług VMware Cross-Cloud poprzez vCenter. Nowy szef VMware’a zaznaczył, że środowisko wielu chmur znajduje się w centrum ciężkości działań realizowanych przez koncern i stanowi wręcz jego DNA. Rozwiązania VMware’a mają wyeliminować złudny wybór między innowacjami biznesowymi a kontrolą informatyczną.

Najnowsze propozycje pomogą modernizować aplikacje, infrastrukturę i operacje z zachowaniem korzyści ekonomicznych i mniejszego ryzyka, zwiększając produktywność programistów. Natomiast dzięki Project Arctic, kolejnej ewolucji vSphere, uruchomimy chmurę hybrydową w każdym przedsiębiorstwie – powiedział Mark Lohmeyer, starszy wiceprezes i dyrektor generalny grupy biznesowej ds. infrastruktury chmury. 

Podczas VMworld 2021 przedstawiono też pomysły jak wesprzeć przedsiębiorstwa w zarządzaniu bardziej złożoną, wielochmurową infrastrukturą poprzez środowiska brzegowe. Zaprezentowano VMware Edge – portfolio produktów, które umożliwią uruchamianie, zarządzanie i zabezpieczenie aplikacji typu edge-native w wielu chmurach. Dużo dyskutowano również o cyberbezpieczeństwie. Wiele stosowanych zabezpieczeń oraz koncepcji powstało w innej epoce i kompletnie nie nadają się one do zastosowania w nowych realiach. VMware stawia na spójną ochroną zróżnicowanych środowisk, zasady projektowania zero trust oraz nowy model bezpiecznej architektury chmurowej SASE. 

  

Łączymy kropki, których inni nie chcą połączyć

– Opracowaliśmy rozwiązania, które pozwalają na równie łatwe wejście do chmury, jak wyjście z niej – mówi Arkadiusz Sikora, Country Director VMware na Polskę.

CRN Raghu Raghuram oznajmił, że VMware stawia na multi-cloud. O ile krajach o wysokiej adaptacji usług chmurowych ta strategia jest bardzo klarowna, o tyle w Polsce nie jest to już takie oczywiste. Czy nie obawia się Pan, że ciężko będzie wam wprowadzić ten plan w życie? 

Arkadiusz Sikora Najpierw przyjrzyjmy się sytuacji na rynku globalnym. Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że przeciętna firma korzysta z około 500 aplikacji, z czego 75 proc. stanowi SaaS. Przy czym około 40 proc. przedsiębiorstw korzysta z więcej niż dwóch chmur należących do różnych dostawców. Kiedy oddzielimy SaaS od pozostałych usług chmurowych, to w Polsce przeważają chmury prywatne oraz hybrydowe. Rzeczywiście, multi-cloud nie jest u nas zjawiskiem powszechnym. Jednak pandemia, a także inwestycje takich koncernów jak Google czy Microsoft sprawiają, że adaptacja usług chmurowych w Polsce nabiera tempa. Wymienione firmy nie po to otworzyły tutaj własne centra danych, aby pochwalić się nimi w mediach. Te serwerownie muszą się wypełnić, a do tego potrzebna jest realizacja projektów.

Jaką konkretnie rolę spełnia VMware w integracji środowisk chmurowych?

Tak jak wspomniałem wcześniej, większość realizowanych przez nas wdrożeń dotyczy chmur prywatnych lub hybrydowych. Nasi klienci mogą bardzo łatwo migrować do środowiska multi-cloud. Nie chcemy przy tym kompromisów pomiędzy bezpieczeństwem i szybkością wdrożenia. Jesteśmy firmą, która nadal obsługuje wiele aplikacji tradycyjnych. W międzyczasie dołożyliśmy stos kontenerowy VMware Tanzu, tym samym z punktu widzenia operatora nie ma większego znaczenia czy ma do czynienia z maszyną wirtualną czy kontenerem. W tożsamy sposób bowiem zarządza się obciążeniami pomiędzy własnymi serwerami i chmurami należącymi do różnych dostawców.  Metody są zawsze takie same, rozciągamy i zabezpieczamy wirtualną sieć.

Na ile multi-cloud wpływa na zmianę paradygmatu bezpieczeństwa?

Środowisko multi-cloud jest specyficzne, między innymi ze względu na duże rozproszenie użytkowników, aplikacji, a także infrastruktury. Jeszcze do niedawna każde przedsiębiorstwo posiadało własną serwerownię wraz z zabezpieczeniem w postaci firewalla. Ale to już nie pasuje do obecnych warunków. Dlatego też budujemy własny model bezpieczeństwa, przenosząc systemy ochrony jak najbliżej miejsca powstawania informacji. W związku z tym zabezpieczamy maszyny wirtualne, kontenery, wirtualną sieć. Wykorzystujemy w tym celu analizę behawioralną, stosujemy zasadę zero trust dla urządzeń końcowych. Środowiska należy zabezpieczać w sposób spójny. Inna strategia prowadzi do porażki. Nie można dla każdej chmury stosować różnych modeli bezpieczeństwa.

Niektórzy analitycy twierdzą, że nie jesteście innowacyjną firmą, a jedynie gonicie innowatorów. Czy podziela Pan tę opinię?

Nasza innowacyjność nie polega na wynajdowaniu zupełnie nowych obszarów. My staramy się słuchać klientów i połączyć kropki, których nikt nie chciał połączyć. Jak wiadomo dostawcom usług chmurowych wcale nie zależy na tym, aby klient miał pełną swobodę i mógł przenosić zasoby od jednego usługodawcy do innych. Dlatego opracowaliśmy rozwiązania, które pozwalają na równie łatwe wejście do chmury, jak wyjście z niej. Inny przykład to wspomniany wcześniej VMware Tanzu, będący naszą implementacją platformy Kubernetes. Warto zauważyć, że Kubernetes jest środowiskiem stworzonym dla developerów. Natomiast od strony operacyjnej pozostawia ono  sporo do życzenia. Nasz produkt wypełnia tę lukę i automatyzuje procesy związane z zarządzaniem dziesiątkami tysięcy kontenerów. W praktyce oznacza to, że czas wdrożenia aplikacji w niektórych przypadkach ulega skróceniu z pół roku do kilku dni.

Na VMworld 2021 zaprezentowaliście tradycyjnie szeroką gamę rozwiązań. Niektórzy twierdzą nawet, że jesteście mistrzami marketingu. Wprowadzacie na rynek 50 nowych funkcji i usług, ale klienci wykorzystują co najwyżej trzy z nich. Czy pochwały dla działu marketingu są zasłużone?

Cieszę się, że nasz dział marketingu jest tak dobrze oceniany. Warto jednak podkreślić, że mamy szerokie portfolio produktów o złożonych funkcjonalnościach. To taki trochę syndrom Excela. Najlepsi specjaliści korzystają z kilku procent funkcji tego arkusza. Czy jednak wycięcie pozostałych funkcji sprawi, że nikt nie będzie poszkodowany? Nie, bo ktoś ich jednak używa. U nas jest podobnie i dzięki temu potrafimy odpowiadać na potrzeby szeroko rozumianego biznesu. Nie umniejszam roli naszego marketingu, ale to inżynierowie najpierw muszą zaprojektować i uruchomić rozwiązania.