The Wall Street Journal opisuje interesujący przypadek firmy Imbue, której siedziba mieści się w sercu San Francisco, a jej pracownicy dumnie noszą bluzy z pomarańczowym logo firmy. Jak na razie inwestorzy obdarzyli ten startup kwotą 210 mln dol. Szefowie Imbue w każdy piątek organizują dla całego zespołu imprezę Feelings Friday, której celem jest budowanie zaufania i bliskich więzi. Ze strony internetowej dowiadujemy się, że kalifornijski startup opracowuje systemy sztucznej inteligencji, które mogą rozumować i kodować, a tym samym nasycać komputery inteligencją i ludzkim wartościami. Jednak, choć od założenia firmy upłynęły już dwa lata, to wciąż nie posiada klientów, a nawet produktu.

Tymczasem, choć ostatnie lata przyniosły znaczny spadek inwestycji w startupy, to ostatnie sukcesy giełdowe Nvidii i Microsoftu sprawiły, że inwestorzy bardzo łaskawym okiem patrzą na przedsięwzięcia związane ze sztuczną inteligencją. Według firmy badawczej CB Insights w 2023 r. inwestorzy przelali 21,8 mld dol. na konta startupów pracujących nad projektami SI, co oznacza pięciokrotny wzrost w porównaniu z 2022 r. Średnia wielkość rundy dla tych transakcji wynosiła 51 mln dol., zaś średnia dla branży nowych technologii to wówczas „marne” 8 mln dol.

– Wszyscy wierzą w to, że sztuczna inteligencja jest przyszłością, więc zobaczymy niezwykłą liczbę inwestycji w projekty z nią związane. Przynajmniej do czasu, aż ktoś nie udowodni, że jest inaczej. Problem polega na tym, że nie wiemy, jak te modele biznesowe będą wyglądać na dużą skalę. Każdy może mieć swoją teorię na ten temat, ale to tylko domysły – wyznaje Alex Clayton, partner generalny Meritechu w rozmowie z The Wall Street Journal.

Obawy przed rosnącymi wycenami startupów w Dolinie Krzemowej nie są niczym nowym. Natomiast tym, co niepokoi ekspertów, jest wypisywanie czeków dla „młodych przedsiębiorczych”, aby mogli ruszyć z miejsc. Nawet w szczytowych okresach boomu na startupy tak wysokie finansowanie było zarezerwowane dla tych firm, które przygotowują się do agresywnego wzrostu.

Wspomniany wcześniej Imbue wyceniono na ponad miliard dolarów, a jego założyciele otrzymali fundusze między innymi od Nvidii i Erica Schmidta, byłego dyrektora generalnego Google. Kanjun Qiu, dyrektor generalna Imbue, zaczarowała inwestorów wizją tworzenia inteligentnych komputerów, które mogłyby dać ludziom „wolność, godność i zdolność robienia rzeczy, które kochamy”. Rzecznik prasowy startupu tłumaczy, że decyzja o tym, aby nie skomercjalizować jego działalności, była celowa. Dzięki temu firma może skoncentrować się wyłącznie na badaniach.

Inwestorzy venture capital liczą, że niektóre ze startupów powtórzą sukces Open AI. Jednakże jak do tej pory nie widać zbyt wielu kandydatów, a wspomniany przypadek Imbue nie jest odosobniony. Otóż nie mniej ciekawa jest historia Inflection AI. Ten startup powołany do życia przez Reida Hoffmana, założyciela LinkedIn i wspierany między innymi przez Billa Gatesa, zebrał 1,5 mld dol. (!) na opracowanie modeli językowych dla chat bota o nazwie Pi. Jego rolą jest… emocjonalne wsparcie użytkowników. Trudno się dziwić, że firma nie potrafiła znaleźć perspektywicznego modelu biznesowego, który umożliwiłby wygenerowanie zysku ze sprzedaży. W rezultacie Mustafa Suleyman, dyrektor generalny Inflection AI, a także większość pracowników przeniosła się do Microsoftu. Wprawdzie startup ma nowego szefa i poszukuje strategii sprzedaży swojego oprogramowania chętnym przedsiębiorstwom, aczkolwiek wydaje się to być karkołomne zadanie.

Według wyliczeń Sequoia Capital, jednego z najbardziej uznanych funduszy venture capital, branża wydała około 50 mld na najnowocześniejsze chipy Nvidii przeznaczone do szkolenia modeli językowych. Natomiast startupy opracowujące narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji wygenerowały przychody o wysokości 3 mld dol.

– Kwota potrzebna, aby zbudować te produkty, znacznie przekroczyła sumę środków, które do tej pory zostały na to wydane. W związku z tym mamy kilka prawdziwych problemów do rozwiązania… – podsumowuje Sonya Huang, partner w Sequoia Capital.