W ostatnich kilku latach bardzo dużo mówi się i pisze o roli oprogramowania. Według wyliczeń Deloitte, wydatki na różnego rodzaju programy mogą stanowić nawet 40 proc. budżetu IT. Jednak sposób korzystania z aplikacji wyraźnie się zmienia. W szybkim tempie rośnie liczba organizacji decydujących się na zakup oprogramowania w modelu SaaS – według Gartnera w bieżącym roku wartość tego segmentu rynku wyniesie niemal 176 mld dolarów, a rok później już 208 mld dolarów.

To oznacza, że odbiorcy biznesowi zaczną coraz rzadziej kupować programy z „pudełka”. W teorii powinno to ułatwić zawiłą politykę licencyjną, a także ograniczyć piractwo oraz ciągnące się długimi miesiącami audyty przeprowadzane przez dostawców oprogramowania.

Nie są to dobre wieści dla dostawców systemów SAM (Software Asset Management). A nie jest przy tym żadną tajemnicą, że najczęściej w tego typu rozwiązania inwestują organizacje, które mają już za sobą zazwyczaj niemiłe doświadczenia związane z audytem. Dlatego specjaliści śledzący ten segment rynku uważają, że zamiast straszyć kijem, lepiej pokazać przedsiębiorcom marchewkę, czyli oszczędności, jakie niesie ze sobą wdrożenie SAM. Tym bardziej, że postępująca adaptacja SaaS nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z zarządzaniem aplikacjami. Co więcej, nie brakuje opinii, że nawet je pogłębia. Większość firm korzysta z różnych rodzajów oprogramowania i modeli rozliczeniowych, co prowadzi do sporego chaosu.

Wprawdzie SaaS zapewnia oszczędności, ale może również generować zbędne koszty. Łatwość korzystania z usługi prowadzi czasami do marnotrawstwa. Szczególnie celują w tym działy marketingu i sprzedaży używające aplikacji chmurowych bez wiedzy działów IT. W rezultacie programy się duplikują, a część z nich zostaje porzucona i zapomniana po zaledwie kilku miesiącach użytkowania. Niejednokrotnie bywa tak, że jeden dział firmy korzysta z Zooma, a inny z GoToMeeting. Jak widać, wbrew temu, co obiecują promotorzy SaaS, wydatki na oprogramowanie wcale nie muszą spaść wraz z migracją do chmury.

– Często klienci przepłacają za SaaS nawet o 50 proc., wykupując drogie, nieadekwatne do własnych potrzeb plany taryfowe. Najczęściej wynika to z braku możliwości oceny realnych wymagań lub promocji cenowych. Obserwując wzrost wydatków w obszarze usług chmurowych, w tym również SaaS, nie obawiam się o przyszłość SAM – mówi Marcin Grzywacz, Enterprise Executive Central-South-East Europe w Snow Software.

Zdaniem specjalisty 

Marcin Grzywacz, Enterprise Executive Central-South-East Europe, Snow Software  

Największy wpływ na sprzedaż systemów SAM ma edukacja menedżerów na poziomie C-level. Czynnikami zewnętrznymi, które nigdy się nie zmienią, są ciągłe zmiany w obszarze wymagań licencyjnych, pojawianie się nowych modeli sprzedażowych, typów licencji czy oprogramowania, a także ciągły rozwój i powstawanie środowisk hybrydowych. Dostępność usług SaaS dla działów poza IT jest obecnie tak łatwa, że brak kontroli nad tym obszarem wpływa na konieczność posiadania kompleksowych rozwiązań SAM. Tego typu narzędzia potrafią z jednej strony poradzić sobie ze skomplikowanymi przypadkami licencyjnymi w ramach infrastruktury data center, a z drugiej identyfikować „shadow IT”.

  
Markus Kempkes, dyrektor regionu CEE, ServiceNow  

O ile dostawcy SaaS mogą zapewnić wgląd w liczbę posiadanych subskrypcji i liczbę przypisanych użytkowników, o tyle nie zawsze dostarczają informacje o tym, jak oprogramowanie jest używane. Tymczasem wiele firm wraca do pracy realizowanej w fizycznym biurze, czemu towarzyszy zmiana wzorców użytkowania aplikacji SaaS, na przykład narzędzi do współpracy. Zrozumienie nie tylko tego, kiedy użytkownicy ostatnio korzystali z oprogramowania, ale także jakie działania podejmują po zalogowaniu, zapewni firmom możliwość optymalizacji wydatków na SaaS. Jeśli licencje nie są wykorzystywane, można je odzyskać i zmniejszyć wydatki. Kiedy używane są tylko niektóre funkcje, warto obniżyć poziom subskrypcji do licencji niższego poziomu, co wiąże się z obniżeniem ceny. Aplikacje SaaS można łatwo wdrożyć, zatem ważne jest zrozumienie całego firmowego ekosystemu w celu racjonalizacji nakładających się funkcji.

  
Bartosz Rychlewski, starszy menedżer Extended Enterprise, Deloitte  

Tradycyjnym czynnikiem, który wpływa na inwestycje w narzędzia SAM, były przeglądy zgodności licencyjnej prowadzone przez producentów oprogramowania. Klienci inwestowali w narzędzie SAM w celu minimalizacji ryzyka kar finansowych. W naszej ocenie dla części klientów ciągle pozostanie to jeden z głównych argumentów zakupowych. Jednak od kilku lat obserwujemy rosnącą świadomość tego, że praktycznie niemożliwe jest zarządzanie zasobami IT w oparciu o statyczne raporty lub zestawienia, co utrudnia podejmowanie decyzji. Z drugiej strony rośnie świadomość dużo szerszych korzyści, jakie płyną z wdrożenia SAM niż samo tylko zapewnienie zgodności. Klienci oczekują kompleksowego objęcia zarządzaniem całej infrastruktury IT, w tym rozwiązań chmurowych, a także wsparcia procesu optymalizacji i redukcji wydatków. To przekłada się z kolei na decyzje o dalszych inwestycjach w narzędzia SAM.