Rosnące napięcia między Europą a Stanami Zjednoczonymi rozpalają debatę, której jeszcze kilka lat temu nikt nie traktował poważnie: czy Stary Kontynent jest w stanie funkcjonować bez amerykańskich technologii? Część europejskich polityków i ekspertów rozważa czarny scenariusz – odcięcie dostępu do centrów danych, poczty elektronicznej, a nawet systemów chmurowych obsługujących krytyczną infrastrukturę.

Nawet czysto teoretycznie trzeba natychmiast zapytać o praktyczny wymiar takich rozważań. Czy potrafisz sobie wyobrazić Europę funkcjonującą bez amerykańskich technologii? Ten scenariusz wydaje się dziś niemal niewyobrażalny – przyznaje Bernard Liautaud, partner zarządzający Balderton Capital.

W odpowiedzi na te obawy Parlament Europejski uchwalił w styczniu rezolucję w sprawie suwerenności technologicznej, popierającą stosowanie kryteriów zamówień publicznych, które faworyzowałyby produkty europejskie. Ramię wykonawcze Unii pracuje tymczasem nad nowymi przepisami promującymi technologiczną niezależność. Urzędnicy i ustawodawcy podkreślają jednak, że ich celem jest ograniczenie uzależnienia od USA, a nie całkowite zerwanie z amerykańską technologią. Temat zdominował też dyskusje na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Wszyscy byli zgodni: oddzielenie Europy od amerykańskich rozwiązań – obejmujących chipy, modele AI, oprogramowanie i usługi chmurowe będzie wyjątkowo trudne.

Zdaniem rodzimych przedsiębiorców Stary Kontynent wciąż ma jednak kilka atutów.

Europejskie firmy mają bardziej stabilne otoczenie polityczne i są otwarte na współpracę z całym światem. Co istotne, cieszą się dobrą renomą. W Europie nie brakuje świetnie zmotywowanych talentów. Poza tym dysponujemy wieloma alternatywnymi ośrodkami, które sprzyjają zdrowej rywalizacji i dywersyfikacji – mówi Jacek Migdał, CEO i założyciel Quesma.

To jednak nie koniec argumentów. Paweł Mączka, CEO Storware, zwraca uwagę na rzadko eksponowane przewagi firm z naszego kontynentu.

Największym walorem europejskich firm IT jest zaufanie klientów. Kiedy amerykański koncern kupuje twojego dostawcę backupu i z dnia na dzień podnosi ceny o 300 proc., albo chiński vendor oferuje „darmowe” rozwiązanie, które raportuje do serwerów w Shenzhen, nagle okazuje się, że europejska stabilność i przewidywalność to nie marketing, lecz konkretna wartość biznesowa – tłumaczy Paweł Mączka.

Polska firma Energy Logserver aktywnie działa na rynkach afrykańskich i azjatyckich. Co ciekawe, klienci z tych krajów patrzą podejrzliwie na globalne korporacje z USA czy Chin. Postrzegają każdy kontrakt jako skrupulatnie zaplanowaną akcję polityczną, mającą na celu związanie lokalnej gospodarki z gigantem.

Polska posiada na tym tle unikalną pozycję w stosunku do sąsiadów. Nasza historia jest odbierana bardzo przychylnie. Praktyki kolonizacyjne naszych europejskich sąsiadów są dziś brutalnie rozliczane w krajach Afryki. Azja również ma swoje historyczne racje i nie z całą Europą chce współpracować – mówi Artur Bicki, CEO Energy Logserver.

Amerykanie rządzą w chmurze

Liczby mówią same za siebie. W 2017 roku europejskie firmy kontrolowały niemal jedną trzecią lokalnego rynku usług chmurowych. Dziś ich udział, według Synergy Research, wynosi zaledwie 15 proc. Co gorsza, od 2022 roku nie rośnie. Europejscy dostawcy co prawda ponad trzykrotnie zwiększyli przychody w latach 2017–2024, ale cały rynek urósł w tym czasie sześciokrotnie, osiągając wartość 61 mld euro. Największymi beneficjentami tej ekspansji były Amazon, Google i Microsoft.

Zmagamy się z iluzją suwerenności, którą globalni dostawcy – AWS, Microsoft Azure, Google Cloud Platform – sprzedają klientom. W branży często panuje przekonanie, że skoro serwer stoi w Warszawie, to dane są bezpieczne. Z prawnego punktu widzenia to błąd. Lokalizacja serwera to fizyka, a jurysdykcja to prawo. Amerykańskie firmy podlegają przepisom takim jak US Cloud Act, które działają jak prawny backdoor. Oznacza to, że obce służby mogą zażądać dostępu do danych europejskich firm, niezależnie od tego, gdzie fizycznie się one znajdują – tłumaczy Natalia Lener-Bobek, partnerka i radczyni prawna w Kancelarii Sawaryn i Partnerzy.

Choć europejskie firmy gwarantują pełną szczelność prawną i brak takich „tylnych furtek”, przegrywają z gigantami. Dlaczego Europa przegrywa? John Dinsdale, szef analityków Synergy Research, jest bezlitosny: rynek chmurowy to gra na ogromną skalę, wymagająca gigantycznych nakładów finansowych, długoterminowej wizji i niezłomnej determinacji w dążeniu do doskonałości operacyjnej.

Żadna europejska platforma chmurowa nie spełnia nawet zbliżonego zestawu tych kryteriów – przyznaje John Dinsdale.

Amerykańscy giganci nie zamierzają jednak czekać, aż Europa znajdzie własne odpowiedzi. Po reelekcji Donalda Trumpa, gdy europejscy urzędnicy zaczęli wywierać presję na dostawców zza oceanu, Amazon i Microsoft wykonali sprytny ruch: uruchomili w Europie usługę suwerennej chmury. Dane są przechowywane i przetwarzane wyłącznie na terenie UE, zgodnie z prawem unijnym, a zdalny dostęp mogą autoryzować jedynie pracownicy zamieszkali w Europie. Przekaz jest jasny: amerykańscy gracze nie oddadzą intratnego rynku bez walki.