Boom na AI sprawił, że producenci sprzętu obrócili się plecami do resellerów i integratorów – firm, które przez lata zapewniały im stabilne przychody. Dziś priorytetem są wielkie centra danych, a kanał partnerski musi  sobie jakoś radzić. Skutki są odczuwalne od ubiegłego roku, odkąd rynek zmaga się z poważnym niedoborem pamięci RAM i NAND flash, a ceny tych komponentów wystrzeliły w kosmos. W ujęciu rok do roku (I kw. 2026 vs I kw. 2025) pamięci RAM zdrożały o 150–300 proc., a dyski SSD o 180–300 proc. Dla resellerów i integratorów to warunki, w których prowadzenie biznesu staje się loterią. Co gorsza, nie tylko ceny dają się im we znaki.

– Wzrost cen komponentów jest dotkliwy, ale uważam, że znacznie bardziej problematyczny dla ciągłości biznesu jest chaos informacyjny. Jeden z dostawców poinformował mnie, że mogę złożyć zamówienie, jednak pod warunkiem, że się z niego nie wycofam. Czas oczekiwania to około trzech miesięcy. Jeśli w tym czasie cena wzrośnie, muszę zaakceptować podwyżkę – mówi Jacek Marynowski, CEO Storage IT, firmy obsługującej segment małego i średniego biznesu.

Storage IT mimo wszystko nie rezygnuje i nadal sprzedaje systemy NAS dla małego biznesu. Jednak na przykład RAFcom podjął bardziej radykalną decyzję: wobec skokowego wzrostu cen pamięci i dysków firma całkowicie wstrzymała sprzedaż NAS-ów.

– Trudna sytuacja dotyka też rynek serwerów i macierzy dyskowych SAN. Problemy z cenami i dostępnością komponentów sprawiają, że przygotowanie oferty staje się wyzwaniem samym w sobie, a nawet jeśli uda się złożyć jakąś konfigurację, na realizację zamówienia trzeba czekać przynajmniej trzy miesiące – mówi Tomasz Spyra, CEO RAFcomu.

Serwery entry-level pod presją

Analitycy TrendForce w kwietniu obniżyli prognozę tempa wzrostu dostaw serwerów na 2026 r. – z 20 do 13 proc. rok do roku. Boom na systemy obliczeniowe dla sztucznej inteligencji nakręca popyt zarówno na serwery AI, jak i maszyny ogólnego przeznaczenia. Problem w tym, że dla dostawców priorytetem pozostają jednostki z najwyższej półki, co przekłada się na wydłużone terminy realizacji zamówień na komponenty do serwerów niższych klas.

Producenci pamięci przenoszą tymczasem moce produkcyjne z chipów konsumenckich na HBM (High Bandwidth Memory) – technologię zasilającą serwery AI. To przejście wywołuje historyczny niedobór standardowej pamięci. Analitycy SemiAnalysis, od lat analizujący rynek półprzewodników, podkreślają, że taka sytuacja jak obecna nie miała jeszcze miejsca. Jednocześnie analitycy Counterpoint prognozują, że koszty modułów DDR5 dla serwerów podwoją się do końca 2026 r. w porównaniu z początkiem ubiegłego roku.

Nawet zapowiadany 20-procentowy wzrost produkcji DRAM w 2026 r. nie nadąży za popytem napędzanym przez AI. Do tego rosną ceny nośników i procesorów. Na początku kwietnia Intel zapowiedział korektę cen procesorów serwerowych o 8 -10 proc. w drugiej połowie roku. Podobne kroki planuje AMD – według doniesień „Commercial Times” firma zamierza podnieść ceny układów CPU o około 16 -17 proc.

Co to oznacza dla serwerów entry-level, najczęściej kupowanych przez małe firmy? Presja kosztowa, drożejące komponenty i wpływ rynku AI sprawiają, że „tani serwer” staje się coraz mniej realnym pojęciem. Analogia z rynkiem PC nasuwa się sama: według Gartnera tanie komputery osobiste po prostu znikną z oferty, bo producentom przestanie się opłacać wytwarzanie maszyn w cenach akceptowalnych dla oszczędnych klientów. Gwałtowny wzrost cen pamięci pozbawia ich możliwości oferowania komputerów poniżej 500 dol.

Na pierwszy rzut oka ceny serwerów entry-level nie eksplodowały i nadal można znaleźć konfiguracje startowe w relatywnie przystępnych przedziałach cenowych. Zmiana dotyczy jednak tego, co małe firmy faktycznie kupują. W wielu przypadkach są to dziś jednostki z procesorem Intel Xeon E, 16–32 GB RAM (często DDR5), dyskiem SSD jako głównym nośnikiem, macierzą RAID oraz zdalnym zarządzaniem (iDRAC/iLO). Na takie wybory wpływają rosnące wymagania aplikacji, powszechność wirtualizacji nawet w małych środowiskach, a także rosnące znaczenie back-upu oraz cyberodporności.

Największy wpływ na cenę serwerów entry-level mają pamięci DRAM i NAND flash. Szacunki mówią same za siebie: w 2024 r. serwer za około 6 tys. zł wymagał wydania około 1,5 tys. zł na RAM i SSD łącznie. Dziś w urządzeniu wycenianym na 8 tys. zł te same komponenty kosztują już około 3 tys. zł.

– Na typowy projekt w małej firmie składa się konsolidacja kilku maszyn fizycznych do środowiska wirtualnego, system CRM, usługi plikowe, backup oraz baza danych. W takich scenariuszach najczęściej konfigurujemy procesor Intel Xeon 6 lub AMD EPYC 9000, żeby zostawić zapas pod dalszą wirtualizację, ale nie przepłacać za niewykorzystane rdzenie. Przy czym punkt wyjścia to 64‑256 GB RAM. Jeśli chodzi o nośniki, optymalnym rozwiązaniem jest kombinacja dysków NVMe Gen5, SAS lub SATA oraz modułu z dyskami M.2 na system operacyjny – tłumaczy Rafał Szczypiorski, Business Development Manager GSS w Dell Technologies.

Zdaniem integratora

Jacek Marynowski, CEO, Storage IT Jacek Marynowski, CEO, Storage IT  

W przypadku serwerów dla użytkowników domowych i małych firm, nie mamy do czynienia z ogromnymi podwyżkami. Producenci zdążyli zgromadzić spore zapasy komponentów, więc wzrosty cen są umiarkowanie odczuwalne poniżej 10 procent. Tym bardziej, że domowe NAS-y, a także rozwiązania klasy SOHO i SMB, nie są specjalnie rozrzutne pod względem specyfikacji. Wiele z nich oferuje zaledwie 2, 4 lub 8 GB pamięci RAM, a to wartości, które w komputerze osobistym dawno przestały wystarczać. W droższych urządzeniach podwyżki są już bardziej widoczne i sięgają 20–30 procent.