Łącznie czas spędzany w internecie na wszystkich urządzeniach wzrósł do ponad 6 godz. dziennie – tak twierdzi firma badawcza Zenith. Dane te dotyczą co prawda rynku amerykańskiego, ale średnia europejska nie odbiega od tej amerykańskiej. Dorosły człowiek średnio 58 raz dziennie włącza telefon, by coś sprawdzić (nie zadzwonić!) na ok. 2 minuty. Inne badanie pokazało, że korzystający z telefonu przełącza się między aplikacjami średnio co 20 sekund. Przy tym 90 proc. badanych Amerykanów twierdzi, że nie ma kontroli nad tym, jak spędza swój dzień.

Wzrost wykorzystania mediów elektronicznych ma swoje złe strony, ale z punktu widzenia osób zajmujących się marketingiem to bardzo dobre i ważne informacje.

Zwiększenie czasu korzystania przez ludzi – czyli potencjalnych klientów – z internetu oznacza, że mamy coraz więcej szans na podsunięcie im swojego produktu w sposób, który jest nieosiągalny dla prasy drukowanej czy telewizji. Dzięki ciasteczkom z przeglądarki reklamy śledzą klientów, pojawiając się na oglądanych przez nich stronach, jeżeli tylko nawet raz weszli w kontakt z marką.

Co gorsza dla klientów, ale co lepsza dla marek – uwaga ludzi coraz częściej skupia się na telefonie, a nie na obserwacji otoczenia. Czekając w kolejce, jadąc komunikacją, stojąc w korku – włączają przeglądarkę lub aplikacje mediów społecznościowych. Skoro według cytowanych badań zdarza się to blisko 60 razy na dobę, oznacza to, że średnio co ok. 16 minut człowiek konsumuje treści w sieci. Ta częsta komunikacja jest też jednak zagrożeniem dla marki. Spędzając w sieci podczas każdej sesji tylko kilka minut człowiek ma bardzo rozproszoną uwagę i pomija olbrzymie ilości treści reklamowych i sprzedażowych, które nie przyciągną jego uwagi. Skoro, jak stoi wyżej, poświęca 20 sekund na aplikację, to przekaz marki musi trafić do niego od razu.

Co to oznacza dla marketingu i czy Twoja marka jest na to gotowa? Czy plan komunikacji Twojego produktu to uwzględnia? Teraz małe ćwiczenie – wejdź na Facebooka lub LinkedIn, przewiń nowości i zatrzymaj się na tym, co Cię zainteresowało – czyli zrób to, co zapewne robisz kilka – kilkadziesiąt razy dziennie. Czy zastanowiłeś się, jaką treść przeczytałeś i dlaczego zwróciłeś na nią uwagę? To ostatnie pytanie może wydawać się dziwne, tymczasem powinieneś je sobie zadawać za każdym razem, gdy jakiś materiał zwrócił Twoją uwagę. Dlaczego właśnie kliknąłeś w ten materiał? Przecież przewijasz pasek na Linkedinie od dobrej minuty i widziałeś już dziesiątki postów.

Zapewne spowodowały to niecodzienny obraz, pierwsze trzy słowa postu oraz tematyka, dopasowana do Twoich zainteresowań. Kolejne małe ćwiczenie – wejdź na tym samym portalu na profil swojej marki. Czy te posty wywołałyby taką samą Twoją reakcję, jak post, który przed chwilą czytałeś? Jeżeli tak – to świetnie. Robicie to dobrze. Jeżeli nie – trzeba to zmienić. Twój przekaz ma tylko sekundę, by wywołać zainteresowanie. Nie ma więc miejsca na długie wstępy, na skomplikowane infografiki, które mają chwycić potencjalnego klienta za oko i przyciągnąć na dłużej do treści. Jeżeli uda się go przyciągnąć jeszcze 2 – 3 razy, to przesunie się w dół lejka sprzedażowego i może stać się stałym odbiorcą naszych treści, a potem – klientem. Musi jednakże zadziać się kilka rzeczy, żeby tak się stało, a pierwszą z nich jest właśnie przyciągnięcie uwagi w straszliwym natłoku komunikatów.

Grzegorz Miller  

prezes MillerMedia