W ostatnich miesiącach media informowały o serii zwolnień pracowników w koncernach technologicznych. Na cięcie zdecydowali się nawet tacy giganci jak Amazon, Microsoft, Alphabet czy Meta, choć ich wyniki finansowe nie dawały powodów do wysyłania pracowników na zieloną trawkę. Kogo zatem zwalniały wielkie koncerny? Otóż Amazon pożegnał część osób z działu zajmującego się rozwojem Alexy, a także dokonał nieznacznych redukcji w działach muzyki i gier. Z kolei Alphabet zmniejszył zatrudnienie w sześciu komórkach, w tym zajmujących się wyszukiwarką Google oraz autonomicznymi samochodami Waymo. Natomiast Microsoft zwolnił około 300 pracowników związanych z serwisem LinkedIn. Warto jeszcze dodać, że w marcu szerokim echem odbił się komunikat IBM-u o redukcji stanowisk w dziale marketingu i komunikacji. Część dawnej kadry ma zastąpić sztuczna inteligencja.

I tu dochodzimy do sedna, gdyż – jak mówi znane powiedzenie – zwalniają, znaczy będą przyjmować. Krótko mówiąc, ruchy kadrowe nie są jednostronne. W Dolinie Krzemowej trwa właśnie „polowanie” na specjalistów od sztucznej inteligencji. Na tym polu koncerny technologiczne rywalizują o największe talenty ze startupami, czasami przejmując od nich całe zespoły.

Milion dolarów dla najlepszych

Naveen Rao, szef komórki generatywnej sztucznej inteligencji w Databricks, podkreśla na łamach The Wall Street Journal, że w branży technologicznej istnieją sektory, w których występuje nadmiar ludzi, podczas gdy w innych obszarach mają miejsce duże niedobry. O ile nie ma większych kłopotów ze znalezieniem inżynierów od oprogramowania, o tyle jest to niezwykle trudne w przypadku osób legitymujących się dużym doświadczeniem w zakresie szkolenia dużych modeli językowych lub pracy z dokuczliwymi problemami występującymi w pracy ze sztuczną inteligencją, takimi jak na przykład halucynacje. Nie bez przyczyny najwyższej klasy specjaliści mogą liczyć na pakiety wynagrodzeń sięgające miliona dolarów rocznie lub nawet więcej.

Co ciekawe, na rynku pracy brakuje również handlowców specjalizujących się w sprzedaży systemów sztucznej inteligencji. Jak się okazuje, oferowanie klientom tych rozwiązań wymaga specjalnych umiejętności i nietuzinkowej wiedzy. Kandydaci ubiegający się o to stanowisko mogą liczyć na dwa razy wyższe stawki niż sprzedawcy oprogramowania dla przedsiębiorstw. Również w przypadku stanowisk kierowniczych powiązanych ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym odnotowano podwyżki. W przypadku płacy podstawowej wahały się one od 5 – 11 proc. od kwietnia 2022 r. do kwietnia 2023 r.

Według Levels.fyi (portalu z ogłoszeniami o pracy) mediana wynagrodzeń dla sześciu kandydatów, którzy konsultowali się w sprawie ofert z OpenAI, wynosiła 925 tys. dol. Natomiast mediana wynagrodzeń 344 inżynierów uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji w Meta, którzy ujawnili temuż portalowi swoje wynagrodzenie, wynosiła prawie 400 tys. dol. rocznie.

Duże koncerny podejmują działania zapobiegające odpływowi utalentowanych pracowników. Jeden z badaczy sztucznej inteligencji, który pracuje dla Alphabetu, w rozmowie z The Wall Street Journal przyznał, że w ciągu ostatnich pięciu lat regularnie zwracali się do niego rekruterzy, ale ostatnio zgłaszają się nieco rzadziej. Anonimowy rozmówca nie rozważa bowiem możliwości pracy ze startupami, ponieważ niewiele z nich posiada fundusze niezbędne do szkolenia dużych modeli językowych. Natomiast Google dysponuje nie tylko odpowiednimi zasobami, ale również dba o to, aby praca była interesująca i przynosiła specjalistom spore profity.

Na ciekawe zjawisko zwraca uwagę Justin Kinsey, prezes SBT, agencji rekrutacyjnej współpracującej z dostawcami półprzewodników. Otóż szczególnie pasjonująca rywalizacja toczy się w segmencie układów przeznaczonych do szkolenia oraz wnioskowania modeli sztucznej inteligencji. W ciągu ostatniego roku do SBT zwrócili się czterej klienci zainteresowani przejęciem całych zespołów inżynierskich od konkurentów. W ten sposób nie trzeba tracić czasu potrzebnego na budowanie zespołu.