Okazuje się, że pod względem cyberataków „nasza chata” wcale nie jest „z kraja”. Polska w pierwszej połowie roku znalazła się w światowej czołówce państw pod względem liczby detekcji wielu rodzajów cyberzagrożeń rejestrowanych przez systemy ESET. Tego rodzaju doniesień jest więcej – także i inne raporty pokazują, że wysoka pozycja Polski w tym negatywnym kontekście nie dotyczy jednego rodzaju incydentów, lecz szerokiego przekroju zagrożeń – od ataków rozpoczynających się w poczcie elektronicznej i na stronach internetowych po kradzież informacji, ransomware oraz próby wykorzystania usług zdalnego dostępu.

Myśląc o obronie, trzeba mieć świadomość, że największe problemy z atakami hakerskimi wynikają dziś nie tyle z braku technologii, co ze złożoności środowisk IT oraz ludzkich błędów. Warto prześledzić, jakie rozwiązania, procesy czy działania mogą być pomocą w tej niekończącej się walce. Ostatnio dużo się dzieje w tym w obszarze luk bezpieczeństwa. Zasady gry zmienia rozwój zaawansowanych modeli AI, takich jak Claude Mythos. Narzędzia te potrafią analizować kod źródłowy, wykrywać podatności, identyfikować błędy logiczne oraz wspierać proces ich weryfikacji i usuwania z szybkością oraz skalą, które jeszcze niedawno były nieosiągalne.

– Zaawansowane modele AI, takie jak Claude Mythos Preview i GPT 5.6-Cyber, dają branży zupełnie nowe możliwości. Ważne jest, by osadzić te możliwości w kontekście bezpieczeństwa. Okno czasowe między ujawnieniem podatności a jej wykorzystaniem gwałtownie się skurczyło. To trend, którego dalszej kontynuacji się spodziewamy. W związku z tym dotychczasowe metody działania nie będą wystarczające: ani wystarczająco szybkie, ani wystarczająco skalowalne – mówi Marcin Klimowski, Cybersecurity Sales Specialist w polskim oddziale Cisco.

AI pozwala odnajdywać i usuwać także luki istniejące od wielu lat, które wcześniej pozostawały niezauważone. Paradoksalnie ten wielki postęp w wykrywaniu błędów oznacza także ogromne wyzwanie dla producentów oprogramowania.

– Zespoły odpowiedzialne za analizę zgłoszeń bezpieczeństwa w wielu dużych firmach nie są już w stanie zweryfikować wszystkich wykrywanych problemów. Liczba zgłoszeń rośnie lawinowo, a część z nich okazuje się jedynie propozycjami ulepszeń lub fałszywymi alarmami. Powoduje to przeciążenie procesów odpowiedzialnych za ocenę i priorytetyzację podatności – twierdzi Damian Wróblewski, założyciel Security Masters.

Coraz większego znaczenia nabierają podatności wynikające z błędów logicznych i złożoności współczesnych aplikacji, które modele AI potrafią wykrywać skuteczniej niż klasyczne narzędzia.

– Klasyczne podatności, takie jak SQLi czy XSS, nadal są obecne, jednak coraz większe znaczenie zyskują błędy logiczne oraz podatności wynikające ze złożoności współczesnych aplikacji, a także z błędów konfiguracji (OWASP A02). Postawmy teraz obok testów SAST model AI, który wykryje nie tylko błędy w kodzie, ale zauważy także błędy logiczne, a przy okazji napisze gotowy exploit (PoC) dla wykrytej podatności. W efekcie weryfikacja całego łańcucha bezpieczeństwa SAST – DAST – pentest będzie procesem mocno zautomatyzowanym – uważa Dawid Koziorowski, Offensive Cybersecurity Team Leader w Dagma Bezpieczeństwo IT.

W tej sytuacji przewagę zyskają te organizacje, które wykorzystają AI do skrócenia całego cyklu zarządzania podatnościami – od wykrycia i oceny ryzyka po automatyczne wdrożenie poprawek.

– Gdy czas na wdrożenie poprawek stale się skraca, firmy powinny przede wszystkim koncentrować się na ograniczaniu ryzyka poprzez stosowanie bezpiecznych konfiguracji już od momentu uruchomienia systemów, zgodnie z zasadą secure by default, implementować najlepsze praktyki bezpieczeństwa rekomendowane przez producentów oraz sukcesywnie wdrażać dostępne poprawki – zauważa Łukasz Łoska, Systems Engineering Manager w polskim oddziale Fortinetu.

Co oczywiste, AI działa po obu stronach konfliktu. Z jednej strony ułatwia obrońcom automatyzację analizy kodu, wykrywanie anomalii, priorytetyzację ryzyka i szybsze wdrażanie poprawek, z drugiej – pozwala atakującym dużo sprawniej wyszukiwać luki, tworzyć exploity, rozwijać złośliwe oprogramowanie i prowadzić bardziej przekonujące kampanie phishingowe.

– Po stronie przestępców AI przyspiesza działania w całym łańcuchu ataku, począwszy od rozpoznania i analizy podatności po przygotowanie phishingu, tworzenie wariantów malware i testowanie różnych ścieżek wejścia. Nie każdy taki atak będzie technicznie przełomowy, ale więcej grup będzie w stanie działać szybciej, taniej i na większą skalę. Co nie oznacza, że obrona jest na przegranej pozycji. Po stronie bezpieczeństwa AI ma największą wartość wtedy, gdy pomaga szybciej odróżnić realne ryzyko od szumu, korelować sygnały i reagować zanim incydent rozwinie się w pełną kampanię. Sama detekcja znanych zagrożeń już nie wystarcza. Organizacja musi wiedzieć co posiada, co jest podatne, co jest wystawione na zewnątrz i które działania w środowisku odbiegają od normalnego zachowania – twierdzi Łukasz Fijałkowski, Business Development Manager w polskim oddziale Bitdefendera.

O skuteczności ochrony decyduje dzisiaj zdolność do szybkiego, czyli zautomatyzowanego, wykrywania, weryfikacji i neutralizowania zagrożeń, zanim zostaną one wykorzystane przez atakujących.

– Zautomatyzowane zarządzanie cyberbezpieczeństwem nie ma dziś praktycznie żadnej alternatywy. Manualne uszczelnianie systemów po prostu nie nadąża za szybkością, z jaką narzędzia AI potrafią identyfikować nowe luki. Skuteczność zapewniają dziś rozwiązania, które samodzielnie zarządzają podatnościami i patchami – od wykrycia luki, przez ocenę ryzyka, aż po wdrożenie poprawki, bez konieczności ręcznej interwencji administratora. Tylko takie podejście daje organizacjom realną szansę, by uporać się z rosnącą liczbą ataków – uważa Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi software.

W poszukiwaniu złotego środka ochrony

Rośnie złożoność środowisk IT, dochodzą kolejne elementy, które natychmiast stają się wektorami ataku. Czy w tej sytuacji najlepszą strategią obrony może być wdrażanie coraz większej liczby narzędzi bezpieczeństwa? Jaki jest złoty środek w tworzeniu ochrony przed atakami?

– Założenie, że większa liczba rozwiązań automatycznie oznacza lepsze bezpieczeństwo, po prostu się nie sprawdza. Organizacje muszą zrozumieć swój poziom bezpieczeństwa i dojrzałości w zakresie cyberbezpieczeństwa, zidentyfikować istniejące luki, ocenić ryzyka oraz ich potencjalne konsekwencje dla działalności biznesowej. Dopiero na tej podstawie powinny opracować strategię cyberodporności, która pozwoli im nie tylko skutecznie chronić organizację, lecz także szybko odzyskać sprawność w przypadku cyberataku – mówi Marcin Klimowski.

Nadmiar rozwiązań może zwiększać złożoność infrastruktury, generować więcej alertów, utrudniać zarządzanie i tworzyć nowe podatności. Każde dodatkowe narzędzie wymaga bowiem konfiguracji, aktualizacji i monitorowania, a także może stać się elementem łańcucha dostaw z własnymi lukami bezpieczeństwa.

– Wszystkie kolejne elementy mające zwiększyć bezpieczeństwo wymagają utrzymania i zarządzania, a także, paradoksalnie, mogą wnieść swoje podatności. Dodajmy do tego ryzyko na etapie łańcucha dostaw, bo przecież nie każda aplikacja to in-house software – bazujemy na rozwiązaniach dostarczanych przez zewnętrznych dostawców. Nie zapominajmy o podstawach, nawet najbardziej zaawansowane systemy pozostawione same sobie, niezarządzane lub nieodpowiednio zintegrowane z procesami firmowymi, przy braku odpowiednio wykwalifikowanej kadry nie zabezpieczą nas przed cyberatakami – twierdzi Dawid Koziorowski.

Pytani przez CRN Polska eksperci są zgodni, że skuteczna ochrona powinna opierać się przede wszystkim na dobrej znajomości własnego środowiska IT. Zamiast mnożyć kolejne zabezpieczenia, warto postawić na pełną widoczność środowiska, szybką reakcję na zagrożenia i ograniczanie powierzchni ataku poprzez eliminację zbędnych usług, właściwą konfigurację systemów oraz regularne aktualizacje.

– Złoty środek to nie więcej narzędzi tylko większa kontrola nad środowiskiem. Organizacja musi wiedzieć co posiada, co jest krytyczne, co jest wystawione na zewnątrz, gdzie są realne słabości i które elementy mogą zostać wykorzystane przez atakującego. Dopiero wtedy można podejmować dobre decyzje: co wdrożyć, co połączyć, co ograniczyć, a co wyłączyć. W praktyce chodzi o mądrzejszą ochronę, a nie o dokładanie kolejnych warstw – uważa Łukasz Fijałkowski.

Panuje więc powszechna zgoda, że odpowiedzią na zagrożenie atakami nie jest większa liczba zabezpieczeń, lecz dobrze zintegrowany, odpowiednio skonfigurowany i świadomie zarządzany ekosystem bezpieczeństwa.

– Bezpieczeństwo to nie maksymalna liczba zabezpieczeń, lecz właściwe podstawy: wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA), aktualizacje systemów, kopie zapasowe, ochrona poczty elektronicznej, monitorowanie logów, odpowiednio skonfigurowane uprawnienia oraz regularne szkolenia pracowników. Dopiero na takim fundamencie warto budować bardziej zaawansowane mechanizmy ochrony – mówi Damian Wróblewski.