Chmura jest bezpieczna, tania i skalowalna – to najczęściej powtarzane argumenty przez zwolenników rozwiązań chmurowych. Nikt nie ma wątpliwości, że takie usługi jak IaaS, PaaS czy SaaS zmieniły świat nowych technologii. Ale czy są lekarstwem na wszelkie bolączki branży IT, jak próbują nas przekonać najwięksi providerzy? Sarah Wang i Martin Casado, autorzy artykułu „The Cost of Cloud, a Trillion Dollar Paradox” przekonują, że chmura nie tylko nie jest panaceum na wszystko (to akurat truizm), ale w niektórych przypadkach może być pułapką. Tekst spotkał się z dużym odzewem w społeczności IT, w tym ze sporą dawką krytyki ze strony apologetów usług chmurowych. Trudno się temu dziwić, bowiem głos ekspertów Andreessen Horowitz ma swoją wagę. Mowa bowiem o jednym z najbardziej znanych na świecie funduszy venture capital, który wspierał takie startupy jak Airbnb, Box, Slack, Instagram czy Skype. Warto przy tym przypomnieć, że Marc Andreessen (współtwórca przeglądarek Mosaic i Netscape Navigator oraz współzałożyciel Andreessen Horowitz) opublikował dziewięć lat temu na łamach „The Wall Street Journal” artykuł pt. „Why Software Is Eating The World”. Manifest spotkał się z gorącym przyjęciem w branży, a jego tezy były wiele razy powtarzane przez prezesów firm oferujących usługi chmurowe. Tym razem jest inaczej. „The Cost of Cloud, a Trillion Dollar Paradox” nie jest hymnem pochwalnym dla AWS-u, Microsoftu czy Google’a.

Wiele firm zdecydowało się migrować do środowiska chmurowego, często ulegając osobliwej narracji, że „chmura jest świetna”. Andreessen Horowitz uważa, że decyzje podejmowane przez klientów zazwyczaj nie są poprzedzone wnikliwą analizą. W rezultacie użytkownicy ponoszą coraz wyższe koszty wraz z rosnącym wykorzystaniem zasobów, co z kolei ma wpływ na kapitalizację rynkową. Andreessen Horowitz przeprowadził analizę wydatków na chmurę na podstawie danych uzyskanych od 50 największych publicznych spółek dostarczających oprogramowanie w modelu chmurowym – w tym Adobe, DocuSign, Slack i Zoom. Autorzy materiału szacują, że koszty chmury i jej wpływ na marże pochłaniają 100 mld dol. wartości rynkowej.

Nie tylko Dropbox

Szczególnie interesujący jest przypadek Dropboxa, przy czym warto zaznaczyć, że część ekspertów zarzuca autorom publikacji żonglowanie statystykami. Dropbox w 2016 r. rozpoczął proces przenoszenia swoich obciążeń z chmury publicznej do dzierżawionej serwerowni obsługiwanej przez własny zespół. Marże brutto skoczyły w latach 2015–2017 z 33 proc. do 67 proc., co – jak zauważył sam usługodawca – wynikało z optymalizacji infrastruktury i wzrostu przychodów. Ale to tylko jednostkowy przykład. Sarah Wang i Martin Casado wyliczają, że „repatriacja” z chmury publicznej pozwala oszczędzić od 33 proc. do 50 proc. środków wydawanych na infrastrukturę. Co więcej, jeden z inżynierów dużego detalisty sprzedającego produkty online, przyznaje, że ceny katalogowe chmury publicznej mogą być nawet od 10 do 12 razy wyższe od kosztów prowadzenia własnych centrów danych (choć rabaty udzielane przez usługodawców mogą zmniejszyć tę wielokrotność do jednej cyfry). Tak czy inaczej, autorzy artykułu podkreślają, że ich rozmówcy wykazali się jednomyślnością – jeśli działasz na dużą skalę, koszt chmury może co najmniej podwoić rachunki za infrastrukturę.

Zdaniem specjalisty 

Jerome Lecat, CEO, Scality  

Wbrew obiegowym opiniom rynek usług chmurowych nie jest wcale aż tak duży. Wystarczy spojrzeć na liczby. Globalne wydatki na usługi chmurowe stanowią zaledwie 8 proc. obrotów generowanych na rynku ICT, zaś w przypadku IaaS jest to zaledwie 2 proc. Rynek chmury publicznej rośnie w tempie 1,3 punktu procentowego rocznie, co oznacza, że zachowując tę dynamikę za dekadę będzie to 21 proc. Dostawcy, kiedy mówią o walorach swoich usług, bardzo często wymieniają skalowalność. Tymczasem każdy z dwóch tysięcy największych globalnych koncernów może ją sobie zapewnić we własnym zakresie, osiągając 95 proc. ekonomii skali AWS-u, zaś w przypadku firm średniej wielkości ten wskaźnik wynosi 90 proc. W ciągu najbliższych dwóch lat nie należy się spodziewać większych zmian, tzn. każdy będzie chciał korzystać z chmury publicznej. AWS i Azure pozostaną dominującymi graczami w zakresie infrastruktury, zaś Azure i Google w zakresie współpracy. Niemniej wahadło infrastruktury będzie się kołysać i w perspektywie kolejnych pięciu lat nastąpi powrót do infrastruktury pracującej w środowisku lokalnym. Zadecydują o tym trzy czynniki: rosnące znaczenie przetwarzania na brzegu sieci, wzrost świadomości dużych i średnich przedsiębiorstw o potrzebie większej kontroli nad IT, a także upowszechnienie umiejętności związanych z infrastrukturą definiowaną programowo.

  
Flynn Maloy, Vice President, HPE GreenLake Cloud Services Marketing, HPE  

Wnioski płynące z badań Andreessen Horowitz trafiają w samo sedno. Zgadzamy się, że chociaż ich analiza skupia się na firmach SaaS, które są im bardzo dobrze znane, ponieważ w wielu przypadkach były ich fundatorami, to dotyczy również innych branż i przedsiębiorstw. Zgadzamy się, że doświadczenie chmury ma ogromną wartość, umożliwia przyspieszenie biznesu, transformację cyfrową i kreowanie nowoczesnych cyfrowych modeli biznesowych. Wiele, jeśli nie większość startupów, zaczyna w chmurze publicznej. Jednak w pewnym momencie większość organizacji musi dokonać oceny swoich modeli IT w taki sam sposób, w jaki inwestorzy oceniają swoje portfolio i zrównoważyć różne elementy. Artykuł pokazuje, że wiele firm wybrało ścieżkę prowadzącą do chmury publicznej niejako na ślepo. Podane w tekście przykłady to właśnie dowody na zaniechanie działań zmierzających do przywrócenia równowagi. Z racji tego, że te firmy przestają być szybko rozwijającymi się innowatorami i stają się organizacjami, które muszą skalować swój biznes i operacje, inne czynniki, takie jak wydajność i produkcja, odgrywają coraz większą rolę w ich priorytetach. Zatem koszt i wydajność muszą być równoważone, żeby można było uzyskać odpowiednią marżę. Sednem jest to, że żadne podejście – ani „cloud-first & cloud-only”, ani całkowite odrzucenie chmury – nie prowadzi do osiągania maksymalnych wyników biznesowych. Branża jako całość musi dokonać racjonalnej oceny tego, gdzie powinny być agregowane określone obciążenia. Widzimy, że klienci coraz częściej stosują podejście „wszystko ma swoje właściwe miejsce”.

  
Jacek Marynowski, prezes zarządu Storage IT, członek Kapituły konkursu Channel Awards 2021  

Mnogość platform, różne sposoby integracji z różnymi dostawcami, a przecież nie powinno się polegać tylko na jednym – co pokazuje syndrom OVH – musi przyprawiać o ból głowy administratorów. Co bowiem, jeśli systemy przestaną działać? We własnej serwerowni mamy jakieś pole manewru. Możemy coś zadziałać, uruchomić rezerwowe zasoby, odzyskać szybko dane, uruchomić zapasowe łącze… W przypadku chmury mamy mniej pewności czy usługi zostaną przywrócone w tym samym tempie. Nie umiem ocenić kosztów przeniesienia dużej korporacji całkowicie do chmury. Podskórnie czuję, że są to koszty, które mogą rosnąć logarytmicznie, jeśli będziemy chcieli uzyskać podobne poziomy bezpieczeństwa, jak w tradycyjnym modelu parku maszynowego. Ponadto potrzeba utrzymywania tabunu administratorów z certyfikacjami dostawców chmurowych też stanowi istotny koszt w ramach oceny całej inwestycji. Zgadzam się z autorami tekstu, że chmura jest idealnym środowiskiem dla startupów, które nie muszą inwestować w rozbudowaną infrastrukturę. Dla średnich firm najpewniej optymalnym rozwiązaniem jest model hybrydowy, gdzie najistotniejsze ze względu na ciągłość pracy usługi powinny być alokowane lokalnie. Nie dziwi zatem zjawisko „repatriacji chmurowej”, która według autorów staje się coraz bardziej powszechna.

  

Prawdziwy koszt chmury

Autorzy na podstawie analizy porównawczej 50 spółek publicznych z branży oprogramowania wyliczyli, że wydatki na infrastrukturę chmurową stanowią około 50 proc. kosztu uzyskania przychodu. Przykładowo w przypadku Palantiru jest to 38 proc., Snowflake’a – 44 proc., a Datadoga – 58 proc. Andreessen Horowitz bazując na rozmowach z ekspertami oszacował, że łączny wydatek 50 analizowanych firm na infrastrukturę chmurową wynosi 8 mld dol. Jak łatwo obliczyć wyjście z chmury publicznej skutkuje oszczędnościami rzędu 4 mld dol. W wyniku przeprowadzonych estymacji oszacowano, że dodatkowe 4 mld dol. w przyniosą dodatkowe 100 miliardów kapitalizacji rynkowej 50 spółek. Sarah Wang i Martin Casado podkreślają, że ignorowanie wpływu na kapitalizację rynkową przy podejmowaniu zarówno długoterminowych, jak i nawet krótkoterminowych decyzji dotyczących infrastruktury jest zbyt kosztowne dla liderów biznesu, analityków branżowych i konstruktorów.

Budzi niepokój fakt, że większość środków wydawanych na infrastrukturę chmurową wędruje do Wielkiej Trójki.

Jak ograniczać wydatki na chmurę

Nawet w dużej skali chmura zachowuje wiele swoich zalet — takich jak przepustowość na żądanie, możliwość korzystania z szerokiej gamy usług czy dotarcia do nowych obszarów geograficznych. Ale z drugiej strony pojawia się problem wysokich kosztów, które wywierają negatywny wpływ na kapitalizację spółek. W rezultacie powstaje paradoksalna sytuacja: „jesteś szalony, jeśli nie zaczynasz w chmurze, jesteś szalony jeśli w niej zostaniesz” – oznajmiają Sarah Wang i Martin Casado. Co zatem zrobić, aby poradzić sobie z rosnącymi kosztami infrastruktury chmurowej? Andreessen Horowitz rekomenduje stosowanie wydatków na chmurę jako wiodącego wskaźnika KPI we wszystkich działach, w tym inżynierii, obok wskaźników wydajności i niezawodności. Optymalizacja kosztów staje się jeszcze bardziej krytyczna w miarę dojrzewania infrastruktury chmurowej. Warto zadbać o to, aby była ona wdrożona na bardzo wczesnym etapie. Ben Schaechter, współzałożyciel i dyrektor generalny Vantage, zauważa, że developerzy, którzy niejednokrotnie sparzyli się na wysokich rachunkach za usługi chmurowe, patrzą coraz bardziej rygorystycznie na tego typu opłaty. Innym sposobem jest zachęcanie pracowników do podejmowania racjonalnych decyzji. Jeden z dyrektorów technicznych przytoczył przykład firmy, gdzie inżynierowie otrzymywali premię za zaoszczędzenie wydatków na infrastrukturę chmurową. To pozwoliło ograniczyć ogólne koszty o 3 mln dol. w zaledwie sześć miesięcy. Należy też dążyć do optymalizacji i uwzględniać takie wskaźniki, jak koszt własny sprzedaży, co oznacza powiązanie wydatków w chmurze z uzyskanymi przychodami.

Autorzy artykułu zalecają również rozważanie „repatriacji” z chmury na wczesnym etapie. Co nie jest wcale łatwe, jeśli wziąć pod uwagę, że na początku korzystanie z chmury jest tańsze, a koszty rosną dopiero wraz ze skalowaniem środowiska. Nawet skromne inwestycje na wczesnym etapie, umożliwiające przeniesienie obciążeń roboczych do optymalnej lokalizacji, zmniejszy nakład pracy przy ewentualnej „repatriacji” w przyszłości.

Popularność platformy Kubernetes i konteneryzacji oprogramowania świadczy o tym, że firmy nie chcą być zamknięte w środowisku jednego usługodawcy. Wycofywanie się z chmury powinno jednak odbywać się stopniowo. Nie musi to być absolutnie działanie na zasadzie wszystko albo nic. W rzeczywistości wiele firm utrzymuje od 10. do 30 proc. obciążeń w chmurze publicznej. Co ciekawe, aż 60 proc. z nich podaje oszczędności jako najważniejszy z powodów przejścia do chmury. Dla startupu chmura jest oczywistym wyborem, ponieważ firmy przekładają szybkość opracowywania produktu nad wydajność. Jednak problem polega na tym, że dla dużych firm, w tym startupów, w miarę osiągania skali, koszty stają się coraz bardziej uciążliwe.

Tym, co budzi niepokój jest fakt, że większość środków wydawanych na infrastrukturę chmurową wędruje do trójki dostawców: Amazona, Google’a i Microsoftu. Wymienione firmy uzyskają 30-procentowe marże ze sprzedaży swoich usług, a ich łączna kapitalizacja rynkowa oscyluje wokół 5 bilionów dol. To pozwala im inwestować w produkty i utalentowanych pracowników, przy jednoczesnym podnoszeniu własnych cen akcji. „Paradoks chmury prawdopodobnie rozwiąże się w taki czy inny sposób, albo dostawcy chmury publicznej zaczną rezygnować z marży. Bez względu na scenariusz, być może największa obecnie szansa w infrastrukturze znajduje się gdzieś pomiędzy sprzętem w chmurze a działającym na nim niezoptymalizowanym kodem” – podsumowują eksperci Andreessen Horowitz.

Zdaniem specjalisty 

Tomasz Magda, CEO, Produkcja Chmur  

Powszechnie wiadomo, że chmura nie jest tańsza niż przetwarzanie lokalne, a szczególnie, gdy mowa o projektach o dużej skali. Jednak trudno zakwestionować fakt, że chmura jest odpowiedzią na problemy firm na wczesnym etapie dojrzałości, zwłaszcza w branży IT. Naturalnym jest, że w tej fazie rozwoju organizacjom potrzebna jest zwinność i szybkość. Niezbędne jest też know-how, a więc gotowe, łatwe do uruchomienia technologie, bo to wszystko przekłada się na szybkość opracowywania MVP, czy też nowych funkcji. Wraz ze wzrostem firmy rośnie też skala operacji. Wówczas warto policzyć, czy rozkładanie obciążeń między lokalne zasoby, a zasoby chmurowe, wygeneruje oszczędności. Zwykle rozwiązania hybrydowe sprawdzają się, gdy mamy możliwość wydzielenia najbardziej wymagających zasobów. Przy tym nadal nie są konieczne inwestycje własne. Wystarczy wynająć sprzęt i kolokować w centrum danych, dobrze skomunikowanym z dostawcą chmury. Dobrą praktyką jest projektowanie architektury rozwiązań uwzględniającej hybrydowość już na samym początku drogi. W ten sposób z czasem pewne posunięcia i decyzje będą naturalne.

  
Piotr Kawecki, CEO, ITBoom  

Chmura jest za droga – tę tezę stawiam już od dłuższego czasu, a teraz Sarah Wang i Martin Casado tego dowodzą, choć swój dowód oparli na innych niż ja przesłankach. Rozwiązania chmurowe w dobie pandemii stały się niezaprzeczalnym hitem. I nic w tym dziwnego, jako że chmura kusi elastycznością, szybkością wdrożenia, skalowalnością oraz coraz łatwiejszym dostępem, co w czasach upowszechnienia pracy zdalnej pozwala skutecznie zarządzać rozproszonymi zasobami. Prognozy dla chmury są nad wyraz optymistyczne, co w pełni oddaje nastroje po stronie zarówno inwestorów, jak i integratorów. My w ITBoom, jako doświadczeni doradcy – projektanci i wykonawcy rozwiązań informatycznych, w tym także opartych na chmurze – obserwujemy, że część wdrożeń dyktowana jest raczej podążaniem za swoistą modą, niż rzeczywistą potrzebą. W naszym kraju większość firm po prostu chce być w chmurze, bo widzi jej zalety, zwłaszcza w kontekście trwającej pandemii. Tymczasem, jak w przypadku każdej mody – nie każdemu ona odpowiada, a niektórym zdecydowanie lepiej będzie służyć ponadczasowa klasyka. Startupy ze względu na swoją specyfikę są mocno osadzone w cloudzie. I to raczej się nie zmieni. Jednak sądzę, że w dużych organizacjach warto rozważyć rozwiązania alternatywne, w tym hybrydowe.

  
Sławomir Marcisz, IT Cloud Architect, Net-o-logy  

Chmura publiczna to wielkie możliwości techniczne i tak samo wiele zagrożeń finansowych. Nie można nie zgodzić się z tezą artykułu, że dla firm o dużej skali działania niezasadnym ekonomicznie może być posiadanie całego środowiska w chmurze. Chmura daje dostęp do najnowszych technologii w globalnej skali dla firm każdej wielkości, stąd największą korzyść uzyskują startupy i małe firmy, otrzymując możliwości zarezerwowane wcześniej wyłącznie dla globalnych przedsiębiorstw. Dzięki temu startupy mogą rzucać wyzwanie miliardowym biznesom. Stara zasada jednak mówi, że jeśli jakieś środowisko musi działać nieprzerwanie więcej niż 60 proc. czasu, należy rozważyć ze względów ekonomicznych takie środowisko poza chmurą. W polskiej rzeczywistości widzimy na razie głównie ruch w kierunku chmury – nie jest on jeszcze masowy, niemniej dzieje się w przypadku firm o różnej skali. Sami, jako Net-o-logy, pomagamy firmom małym, jak i bardzo dużym przenieść się do chmury. W obecnej chwili w polskich firmach brak jest długofalowych analiz ekonomicznych zaprezentowanych w artykule, w szczególności odpowiadających na pytanie jak koszt rosnących środowisk w chmurze będzie wpływał na cenę produktu końcowego, czy też na kapitalizację firmy.