Mniej zamówień od sektora publicznego

Największym rozczarowaniem dla dostawców macierzy dyskowych w pierwszym półroczu bieżącego roku był spadek zamówień ze strony sektora publicznego, co dotyczy systemów SAN oraz NAS. Niemniej Łukasz Milic, Business Development Representative w QNAP-ie, tłumaczy taki stan rzeczy przygotowaniami instytucji publicznych do wprowadzenia dyrektywy NIS2. Jednocześnie ma nadzieję na poprawę sytuacji w drugiej połowie roku. O ile instytucje państwowe zawiodły, o tyle resellerzy mogli liczyć popyt ze strony średnich i dużych firm. Poziom sprzedaży w pierwszych miesiącach roku nie odbiegał zasadniczo od analogicznego okresu roku ubiegłego, choć część resellerów dostrzega oznaki spowolnienia.

– Sprzedaż macierzy dyskowych dla średnich i dużych firm była niższa od tej w ubiegłym roku. Pomimo tego, że przedsiębiorcy mają duże potrzeby w tym zakresie, sytuacja gospodarcza w Polsce, podobnie jak w całej Europie, nie sprzyja inwestycjom – mówi Tomasz Spyra, CEO Rafcomu.

W grupie dużych przedsiębiorstw nieustającą popularnością cieszą się macierze SAN obsługujące bloki. Dzieje się tak nie tylko ze względu na dużą niezawodność tych rozwiązań, ale także  mnogość zastosowań oraz długoletnią obecność na rynku (protokół Fibre Channel liczy sobie ponad trzy dekady). Macierze blokowe zazwyczaj obsługują systemy bazodanowe, aplikacje krytyczne, procesy analityczne czy platformy wirtualizacyjne. Z kolei urządzenia NAS najczęściej pełnią rolę repozytoriów dla backupu, serwerów plików, a także coraz częściej służą do tworzenia chmury prywatnej. Swój szlak na rodzimym rynku przecierają też systemy NAS scale out, które są przeznaczone do przechowywania dużej ilości plików rozproszonych w różnych lokalizacjach oraz środowiskach.

– Tego rodzaju macierze oferują elastyczność w zarządzaniu zarówno danymi blokowymi, jak i plikowymi. Firmy doceniają możliwość skonsolidowania różnych typów danych w jednym systemie, co upraszcza zarządzanie i obniża koszty operacyjne – tłumaczy Piotr Drąg, HPE Unstructured Data Storage Category & Business Development Manager na Europę Środkową.

Za oceanem dużym zainteresowaniem ze strony dużych organizacji cieszą się macierze obiektowe. W Polsce popyt na tej klasy sprzęt jest znikomy, co wynika z kilku powodów: stosunkowo wysokich kosztów wdrożenia, niewielkiej świadomości na temat tej technologii, stosunkowo niskim poziomem adaptacji usług chmury publicznej, a macierze obiektowe są ściśle związane z infrastrukturą chmurową. Są też inne przyczyny tego stanu rzeczy.

– To nie działy odpowiedzialne za infrastrukturę decydują o sposobie przechowywania danych, tylko twórcy aplikacji. Jeśli mamy system obiegu dokumentów, to fakt, czy będzie zachowany na macierzy plikowej czy obiektowej, zależy od architektury danej aplikacji. Adopcja macierzy obiektowych zależeć będzie zatem od sposobu tworzenia oprogramowania – podkreśla Mikołaj Wiśniak.

Cena wygrywa z jakością

Porównanie dysków twardych oraz półprzewodników zdecydowanie wypada na korzyść tych drugich. Jednak dla wielu organizacji kluczowy jest stosunek ceny do pojemności, a tutaj przewagę wciąż mają „twardziele”. Dlatego HDD nadal spełniają ważną rolę w centrach danych. Firmy zaopatrujące się w macierze SAN bardzo często wybierają systemy wyposażone w dyski mechaniczne oraz półprzewodnikowe.

– HDD i SSD są często używane razem w hybrydowych konfiguracjach, aby zbalansować koszty i wydajność. Jednocześnie szybko postępuje adaptacja nośników NVMe, szczególnie w sektorach, które wymagają najwyższej wydajności i niskich opóźnień. NVMe oferuje znacznie wyższą przepustowość i niższe opóźnienia w porównaniu do tradycyjnych SSD korzystających z interfejsu SATA – mówi Piotr Drąg.

Natomiast w serwerach NAS zdecydowanie królują dyski mechaniczne, o czym decyduje cena samych nośników, jak i inne dodatkowe czynniki. Budowa klasycznych NAS-ów sprawia, że osiągnięcie dużej przestrzeni za pomocą SSD SATA, wymaga zastosowania dużej liczby tychże nośników, co wiąże się z wysokimi kosztami. Alternatywą może być NAS obsługujący pamięci NVMe U.2, niemniej w tym przypadku trzeba liczyć się z wyższymi cenami urządzeń oraz nośników. Pewnego rodzaju ciekawostką jest system VAST Data, wykorzystujący do przechowywania dużych ilości danych wyłącznie dyski SSD. Amerykański producent zachęca klientów, żeby wyszli poza schemat i pomyśleli o czymś więcej niż NAS scale out.

Osobnym zagadnieniem jest wyścig producentów macierzy, którzy instalują coraz tańsze, ale też mniej wytrzymałe nośniki SSD. W tej chwili mamy do czynienia z ekspansją pamięci QLC, przechowującej w każdej komórce cztery bity danych, co pozwala zmieścić więcej informacji na tej samej powierzchni niż SLC, MLC czy TLC. A jednak QLC pod względem wydajności i wytrzymałości ustępuje wymienionym pamięciom. Nie bez przyczyny pojawia się zatem pytanie czy warto stosować QLC w rozwiązaniach korporacyjnych? Zdania w tej materii są podzielone.

– Jak do tej pory nie zauważyliśmy obniżenia jakości tych produktów w ramach liczby zarejestrowanych błędów. W przypadku QLC nie ma zatem powodów do obaw – twierdzi Mikołaj Wiśniak.

Z tą opinią nie zgadza się Paweł Kaczmarzyk, prezes i technik w serwisie komputerowym Kaleron.

– Zwiększenie gęstości upakowania danych powoduje pogorszenie stosunku sygnału do szumu. To oznacza większe trudności w procesie przetwarzania danych wewnętrz nośników i większe ryzyko wystąpienia błędów bitowych. Również typowa żywotność wynosząca około 600 cykli P/E jest bardzo mała, choć producenci starają się zamydlić oczy różnymi wynalazkami, jak parametr TBW, określający liczbę terabajtów, które mogą być zapisane na dysku w całym okresie użytkowania – tłumaczy Paweł Kaczmarzyk.

Co ciekawe, rozpoczęły się dyskusje na temat 5-bitowych pamięci PLC (penta-level cell) zapewniających jeszcze wyższe zagęszczenie i niższą cenę niż QLC, ale jednocześnie słabszą trwałość (10 cyklów zapisu) i gorszą wydajność. Ich sukces rynkowy nie jest zatem przesądzony. Tym bardziej, że – jak podkreślają doświadczeni integratorzy – klienci bardzo często zapominają o szumnych deklaracjach na temat oczekiwań co do jakości rozwiązań teleinformatycznych, kiedy w związku z tym trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni. Dlatego właśnie przewaga w jednej grupie docelowej stanowi wadę w innej.