Wraz z przechodzeniem przedsiębiorstw do chmury, korzystaniem z narzędzi SaaS i wdrażaniem pracy zdalnej lub hybrydowej, znacznie powiększa się w nich tzw. powierzchnia ataku. Tradycyjna ochrona, bazująca na bezpieczeństwie perymetrycznym, nie sprawdza się w przypadku coraz bardziej dynamicznie funkcjonujących środowisk. Tego rodzaju infrastruktura często generuje niespójne lub nieustrukturyzowane dane telemetryczne, co dodatkowo utrudnia skuteczne wykrywanie zagrożeń.

Tymczasem z opublikowanego przez Check Point raportu „The State of Cyber Security 2025” wynika, że do 2029 r. straty z tytułu cyberprzestępczości mają globalnie osiągnąć zawrotną sumę 15,6 biliona dol. Po przełożeniu tego na wskaźnik PKB okazuje się, że od światowej cybermafii większe są jedynie USA lub Chiny. Z drugiej strony beneficjentami obecnej sytuacji są również dostawcy systemów, których celem jest zapewnianie cyfrowego bezpieczeństwa. W tym celu coraz częściej wykorzystują rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji i automatyzacji, które właśnie stają się fundamentem obecnej ewolucji cyberochrony.

Obecnie wiele podmiotów, które muszą zapewnić sobie środki bezpieczeństwa, nie jest w stanie zrobić tego samodzielnie. Dotyczy to zwłaszcza sektora MŚP. A przecież także małe i średnie firmy mogą być objęte NIS 2, jeśli ich działalność ma istotny wpływ na bezpieczeństwo społeczne czy gospodarcze w danym kraju lub branży, bądź jeśli są dostawcami albo klientami firm już objętych unijną dyrektywą. Analitycy i doświadczeni gracze rynkowi podkreślają zgodnie, że wraz z pełnym wdrożeniem w Polsce NIS 2, era, w której małe i średnie firmy mogły traktować cyberbezpieczeństwo jako problem dotyczący tylko największych przedsiębiorstw, bezpowrotnie się kończy. Nowe przepisy rozszerzają katalog podmiotów objętych ścisłymi wymogami na tysiące średnich firm z kluczowych branż, takich jak produkcja, logistyka czy usługi cyfrowe.

– To już przestała być kwestia dobrych praktyk, a stał się twardy obowiązek prawny, obejmujący zarządzanie ryzykiem, regularne audyty i zgłaszanie incydentów. Konsekwencje zaniedbań są dziś znacznie poważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Mówimy o karach finansowych sięgających milionów euro, ale także o osobistej odpowiedzialności kadry zarządzającej za niedopełnienie obowiązków. Dla wielu MŚP największym ryzykiem może być jednak wykluczenie z łańcucha dostaw. Więksi partnerzy po prostu nie będą mogli sobie pozwolić na współpracę z podmiotem, który nie gwarantuje zgodności z NIS 2. To ostatni dzwonek, by potraktować inwestycję w cyberbezpieczeństwo jako warunek dalszego funkcjonowania na rynku – podkreśla Paweł Jurek, Business Development Director w Dagma Bezpieczeństwo IT.

W tej sytuacji integratorzy coraz częściej decydują się na zmianę modelu dotychczasowego biznesu, by – jako dostawcy usług zarządzanych – oferować klientom monitorowanie, wykrywanie, analizowanie i reagowanie na cyfrowe zagrożenia oraz incydenty bezpieczeństwa w ich infrastrukturze. Inwestują w narzędzia ochronne, tworzą zespoły specjalistów i procesy, budując działające całodobowo oddziały SOC (Security Operations Center). Takie centrum – integrujące ludzi i rozwiązania techniczne – ma za zadanie chronić systemy klientów przed cyberatakami, minimalizować szkody i w ciągły sposób poprawiać bezpieczeństwo. Ci integratorzy, którzy decydują się na stworzenie SOC, muszą mieć jednak świadomość, że to wyjątkowo wymagający rodzaj biznesu.

Niedobory talentów, ciągła rotacja

Według raportu „Global Cybersecurity Outlook 2025”, przygotowanego dla World Economic Forum, na świecie brakuje ponad 4 mln specjalistów z obszaru cyberbezpieczeństwa, a wśród badanych firm aż 67 proc. z nich wykazuje średnie lub krytyczne braki w zatrudnieniu odpowiednich profesjonalistów. Przy ograniczonych budżetach, przeciążonym personelu oraz niewielkiej wiedzy wewnętrznej, wiele firm ma trudności z wdrażaniem nawet podstawowych środków cyberochrony.

Z kolei w najnowszym raporcie Cisco pt. „Cybersecurity Readiness Index 2025” mowa jest także o polskim rynku. Aż 79 proc. rodzimych respondentów wskazuje niedobór wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa jako główne wyzwanie (globalnie mierzy się z tym 86 proc. podmiotów). Ponad połowa polskich firm (57 proc.) ma wakaty na ponad dziesięciu procentach stanowisk związanych z tym obszarem, a braki szczególnie odczuwają ci, którzy chcą budować centra SOC na potrzeby własne bądź do świadczenia usług zewnętrznych. Rekrutacja i utrzymanie wykwalifikowanych analityków to stałe wyzwanie, zwłaszcza dla firm, które muszą utrzymywać całodobowo funkcjonujące zespoły lub rozwijają się w obszarach o wysokim poziomie zagrożenia.

W praktyce młodsi analitycy często mają trudności ze złożonością narzędzi i nawałem pracy, podczas gdy doświadczeni specjaliści są bardzo poszukiwani i często „podkupywani”. Duża rotacja dodatkowo osłabia zespoły SOC. Rozwiązaniem tych problemów może być strategia polegająca na inwestowaniu w automatyzację i AI, które zmniejszą zależność od uciążliwych manualnych zadań i umożliwią analitykom przejście do tych bardziej złożonych i przynoszących większą wartość.

Złożone technologie, dużo narzędzi

Kolejnym wyzwaniem jest wybór właściwych narzędzi i ich integracja. Cyberbezpieczeństwo przez ostatnie lata ewoluowało od antywirusów do uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) i usług EDR. Coraz częściej pojawiają się także rozwiązania i usługi, takie jak MDR, NDR, XDR, SASE, Zero Trust, monitoring SaaS, zarządzanie hasłami, ochrona DNS czy filtrowanie treści. Wobec takiej mnogości w wielu podmiotach środowisko ochronne budowane jest z wielu nieskomunikowanych ze sobą narzędzi. SIEM, EDR, firewalle, platformy threat intelligencesą często łączone „na siłę”, przy bardzo ograniczonej integracji. Prowadzi to do powstawania silosów danych, niespójnych procesów i fragmentarycznej widzialności. W rezultacie rośnie średni czas wykrywania zagrożeń (MTTD) oraz reagowania na nie (MTTR).

Według wspomnianego już raportu Cisco, aż 74 proc. badanych podmiotów zgłasza, że ich rozbudowana infrastruktura bezpieczeństwa – bazująca na ponad dziesięciu różnych rozwiązaniach – ogranicza zdolność do szybkiego i skutecznego reagowania na zagrożenia.

– Klienci kupują dużo „zabawek”, przy czym jedno rozwiązanie do phishingu, a inne do neutralizacji podatności… Często jest tak, że narzędzia te nie współgrają ze sobą, a dokładanie kolejnych elementów sprawia, iż użytkownik boryka się z coraz większym chaosem. W efekcie, choć jest uzbrojony po zęby, nie zwiększa poziomu swojej ochrony. Dlatego trzeba pamiętać, że realne cyberbezpieczeństwo to jeden, spójny ekosystem, który nie może być wynikiem punktowego działania – uważa Karol Kij, dyrektor Działu Rozwiązań Cyberbezpieczeństwa w Atende.

SIEM razem z XDR i SOAR Zdaniem analityków z firmy Context rosnąca powierzchnia ataków oraz ich coraz bardziej zaawansowane techniki skłaniają przedsiębiorstwa do inwestowania w SIEM, w połączeniu z innymi rozwiązaniami, takimi jak XDR i SOAR. Dzięki konwergencji SIEM z XDR i SOAR firmy zyskują zintegrowaną platformę ochronną, która konsoliduje dane oraz skraca czas reakcji, automatycznie izolując zagrożenia bez potrzeby ręcznej interwencji. W 2024 roku Context odnotował ponad sześciokrotny wzrost sprzedaży oferowanych razem narzędzi SIEM i XDR. Usługi SOAR i SIEM sprzedawane łącznie wzrosły w ubiegłym roku w mniejszym, lecz nadal istotnym stopniu – o 22 proc.