Sztuczna inteligencja zmienia edukację

Nauczyciele mogą się zaprzyjaźnić ze sztuczną intelignecją albo zostać w tyle za uczniami, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy niekoniecznie. Zapewne to szczególnie trudna sytuacja dla starszych pedagogów, choć nieunikniona.

– Sztuczna inteligencja bardzo szybko trafia do szkół, przede wszystkim za sprawą samych uczniów. Narzędzia bazujące na AI są już powszechnie wykorzystywane do wyszukiwania informacji czy przygotowywania prac domowych, natomiast system oświaty wydaje się dopiero uczyć funkcjonowania w tej nowej rzeczywistości – zauważa Jarosław Pieńkowski.

Rząd podjął pierwsze kroki, by usystematyzować ten proces. W sierpniu 2025 r. NASK ogłosił przetarg na 12 tys. laboratoriów AI. Wokół postępowania pojawiły się jednak kontrowersje: NASK i Ministerstwo Cyfryzacji zgłosiły do prokuratury jednego z oferentów (Galaxy Systemy Informatyczne) pod zarzutem przedłożenia nieautentycznych certyfikatów. Choć spółka uznała zarzuty za bezpodstawne, ostatecznie wycofała odwołanie z Krajowej Izby Odwoławczej (KIO), co odblokowało cały proces. Wyłoniono czterech wykonawców (Maxto ITS, Integrated Solutions, konsorcjum Suntar i Egida IT Solutions oraz konsorcjum MBA System i Terg), z którymi podpisano umowy ramowe. Laboratoria AI mają trafić do szkół przed startem roku szkolnego 2026/2027.

Sam przetarg to jednak dopiero początek. Wprowadzenie sztucznej inteligencji do klas budzi spore obawy kadry pedagogicznej i rodziców. Lista wątpliwości jest długa. Pokusa chodzenia na skróty może doprowadzić do bezkrytycznego polegania na algorytmach. Naukowcy nazywają to zjawisko „długiem poznawczym”. Rodzice obawiają się, że bezpośredni kontakt z nauczycielem i rówieśnikami zastąpi rozmowa z botem, co grozi izolacją społeczną dzieci. Informacje wrażliwe o wynikach czy zachowaniu uczniów mogą trafiać do komercyjnych dostawców technologii. Dochodzi do tego ryzyko wykorzystania wizerunku dzieci w materiałach typu deepfake do cyberprzemocy czy szantażu.

 Obecnie największą wartość sztuczna inteligencja wnosi w obszarach przygotowywania materiałów dydaktycznych, personalizacji procesu nauczania oraz wsparcia codziennej pracy nauczycieli. Kluczowe znaczenie będzie miało jednak połączenie możliwości technologicznych z odpowiednimi kompetencjami użytkowników oraz nowoczesną metodyką nauczania – mówi Maciej Mazur.

Integrator w trójkącie potrzeb

Polskie szkoły i samorządy w większości nie dysponują własnymi działami IT. Szkolny informatyk, o ile w ogóle pracuje na pełnym etacie, zajmuje się bieżącym serwisem urządzeń, a nie strategicznym planowaniem infrastruktury czy audytem cyberbezpieczeństwa. Z kolei urzędnik gminny odpowiedzialny za oświatę rzadko posiada kompetencje, by obiektywnie ocenić wartość technologiczną oferty. W tę lukę wchodzą integratorzy IT, pełniąc rolę niezależnych doradców technicznych.

– Z naszych doświadczeń wynika, że najlepsze efekty przynoszą projekty, w ramach których producent, integrator, szkoła i JST współpracują już na etapie planowania. Pozwala to dobrać rozwiązania odpowiadające rzeczywistym potrzebom placówki i uniknąć sytuacji, w której zakupiony sprzęt jest wykorzystywany jedynie częściowo – podkreśla Piotr Gradek, Business Account Manager w Epsonie.

Integrator działa w trójkącie: szkoła – samorząd – producent sprzętu. Szkoła zna swoje potrzeby, ale nie potrafi przełożyć ich na język specyfikacji technicznej. Samorząd zarządza budżetem, lecz patrzy na inwestycję przez pryzmat kosztów i rozliczalności. Producent promuje własne portfolio, nie zawsze idealnie dopasowane do specyfiki danej placówki. Zadaniem integratora jest spięcie tych trzech perspektyw w jeden sprawny, działający w praktyce projekt. Ci, którzy opanują tę sztukę, mogą uczynić z sektora edukacji źródełko bardzo przyzwoitych przychodów.