Ostatnie lata przyniosły wyraźny postęp w informatyzacji polskich szkół. Cyfryzacja nie kończy się jednak na zakupie laptopów czy tablic interaktywnych. Sprzęt nieuchronnie się starzeje, wymaga serwisu, a w końcu wymiany. Poza tym urządzenia nie rozwiążą żadnego problemu, jeśli nie funkcjonują w spójnym, bezpiecznym i skalowalnym środowisku.

– Obecnie placówki coraz częściej myślą o całym ekosystemie cyfrowym. To właśnie kompleksowe podejście wydaje się dziś jednym z największych wyzwań dla sektora edukacyjnego. Oprócz samych urządzeń kluczowe znaczenie mają również kwestie bezpieczeństwa, zarządzania flotą sprzętu, integracji z platformami edukacyjnymi oraz długoterminowego planowania rozwoju infrastruktury IT – ocenia Maciej Mazur, Client Relationship Manager w polskim oddziale Lenovo.

Do kwestii technicznych dochodzi wyzwanie znacznie trudniejsze niż sama logistyka: wejście nowych technologii do klas zmienia reguły gry. Najlepiej widać to na przykładzie sztucznej inteligencji. Nie bez powodu krąży żart, że najpierw uczniowie piszą wypracowania za pomocą chatbotów, po czym nauczyciele sięgają po te same narzędzia, by je oceniać. Jakby na to nie patrzeć, oświata stoi przed trudnym zadaniem znalezienia równowagi między światem cyfrowym a tradycyjnymi metodami nauczania.

Osobnym wyzwaniem pozostaje ochrona placówek przed cyberatakami. Od wybuchu konfliktu na Ukrainie hakerzy regularnie uderzają w polskie instytucje publiczne. Choć przestępców najbardziej interesują administracja rządowa i infrastruktura krytyczna, sektor edukacji również figuruje na liście celów. Powód jest prozaiczny: szkołę znacznie łatwiej sforsować niż bank czy duże przedsiębiorstwo.

Najsłabsze punkty placówek oświatowych to nieaktualne systemy operacyjne, słabe lub wielokrotnie używane hasła oraz niewystarczające kopie zapasowe. Do tego dochodzi chroniczny brak szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa dla nauczycieli i pracowników administracji.

– Cyberbezpieczeństwo zyskuje na znaczeniu w placówkach oświatowych, choć tempo tych zmian nie wszędzie jest takie samo. W szkołach podstawowych bezpieczeństwo cyfrowe w wielu przypadkach nie należy jeszcze do głównych priorytetów. Większą świadomość widać natomiast w liceach i technikach, szczególnie tam, gdzie rozwijane są kierunki informatyczne lub związane z bezpieczeństwem cyfrowym – ocenia Jarosław Pieńkowski, Systems Engineering Manager w polskim oddziale Fortinetu.

Co więcej, cały sektor publiczny musi mierzyć się z drastycznym wzrostem cen pamięci DRAM i NAND Flash, które potrafią zmieniać się z tygodnia na tydzień. W efekcie instytucje unieważniają postępowania przetargowe albo drastycznie tną budżety projektów.

– W tak zmiennym środowisku prawnym i rynkowym, gdzie przetargi potrafią trwać nawet rok, rola integratora staje się bardzo ważna. To partnerzy często biorą na siebie ryzyko związane ze zmianami cenników, dostępnością sprzętu czy aktualnością konfiguracji – zauważa Konrad Wierzchowski, Central Eastern Europe Client Solution Education Lead w Dell Technologies.

Miliard złotych na laptopy, miliony na AI

Wyrazem cyfryzacji w minionych latach były takie programy, jak: „Ogólnopolska Sieć Edukacyjna”, „Laptop dla ucznia”, „Aktywna tablica” czy „Zdalna Szkoła”. Po zmianie ekipy rządzącej proces ten nie zwolnił. W 2024 r. Rada Ministrów przyjęła dokument pod nazwą „Polityka Cyfrowej Transformacji Edukacji”, który wyznacza kierunki rozwoju oświaty aż do 2035 r. W telegraficznym skrócie: to długofalowy plan na to, by technologie, w tym AI, wspierały proces nauczania, a nie były jedynie dodatkiem.

Następcą programu „Laptop dla ucznia” stał się „Cyfrowy Uczeń”. W przeciwieństwie do poprzedniego modelu, zakupiony sprzęt nie trafia na własność do uczniów i rodziców, lecz staje się majątkiem szkół, które udostępniają go podczas zajęć. Program ruszył już jakiś czas temu i ma potrwać do 30 listopada 2029 r. Przeznaczono na niego 260 mln zł z budżetu państwa oraz co najmniej 51,6 mln zł wkładu własnego samorządów (łącznie 311,6 mln zł). Zakupy w ramach „Cyfrowego Ucznia” obejmują cztery moduły: sprzęt (laptopy, monitory interaktywne, roboty edukacyjne, zestawy STEAM), narzędzia (cyfrowe pomoce dydaktyczne, specjalistyczne oprogramowanie), podnoszenie kompetencji nauczycieli w zakresie obsługi technologii i wykorzystania AI, a także usługi (systemy do zarządzania szkołą, platformy LMS oraz dzienniki elektroniczne.) Program obejmuje szeroki wachlarz placówek, od przedszkoli, przez szkoły podstawowe i ponadpodstawowe, po poradnie psychologiczno-pedagogiczne oraz młodzieżowe ośrodki wychowawcze.

„Cyfrowy Uczeń” to jednak tylko ułamek szerszych inwestycji. Równolegle z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) płyną miliardowe nakłady na tworzenie szkolnych pracowni AI i STEM. Resort cyfryzacji przeprowadził już gigantyczny przetarg na 735 tys. laptopów i tabletów dla około 17 tys. szkół o wartości rzędu 1,66–1,73 mld zł. W najbliższych latach nie należy spodziewać się aż tak spektakularnych zamówień – dominować będą mniejsze konkursy na wyposażenie pracowni, oprogramowanie, cyberbezpieczeństwo i szkolenia. Ministerstwo Cyfryzacji oraz MEN zapowiadają, że po wyczerpaniu środków z KPO cyfryzacja będzie kontynuowana za sprawą funduszy polityki spójności oraz pieniędzy z budżetu państwa.

Dopełnieniem działań sprzętowych jest program FERS. W przeciwieństwie do KPO, a więc środkach skoncentrowanych na działaniach „twardych”, FERS skupia się na rozwiązaniach systemowych i miękkich, finanse trafiają przede wszystkim na podnoszenie kompetencji cyfrowych uczniów, nauczycieli, pracowników administracji oraz samorządowców.

– Środki zewnętrzne, szczególnie te pochodzące z KPO i FERS, stały się jednym z głównych motorów modernizacji oświaty. Skala inwestycji jest ogromna, ale jednocześnie coraz wyraźniej widać wyzwania związane z ich sprawną realizacją. Jednym z największych ograniczeń pozostają procedury zakupowe, które często nie nadążają za tempem zmian technologicznych – mówi Konrad Wierzchowski.