Koniec ery „cloud first”: firmy liczą koszty
Przez lata przedsiębiorstwa przenosiły systemy do chmury publicznej. Dziś dokładniej liczą koszty, analizują wymagania związane z AI oraz szukają optymalnego miejsca dla każdego obciążenia.
Pierwszego rachunku za chmurę nikt uważnie nie czyta. Trzydziesty wywołuje już pilne spotkanie zarządu.
Zdaniem specjalisty
Krzysztof Chibowski, Business Development Manager, HPE Nie obserwujemy masowej ucieczki z chmury publicznej. Natomiast klienci coraz bardziej świadomie starają się równoważyć środowiska publiczne, prywatne i lokalne. Tym samym repatriacja staje się elementem normalnego zarządzania portfelem aplikacji. Część nowych systemów nadal trafia do chmury publicznej, a równolegle niektóre istniejące obciążenia są przenoszone do chmury prywatnej, kolokacji lub własnego centrum danych. Dla większości organizacji celem jest budowa architektury hybrydowej, dostosowanej do potrzeb konkretnych obciążeń i procesów. Klienci podejmujący decyzję o repatriacji, robią to ze względu na problemy napotykane w chmurze publicznej, w obszarach takich jak przewidywalności kosztów, bezpieczeństwo i zgodność regulacyjna, suwerenność danych, opłaty za transfer, dostęp do danych, opóźnienia czy też ogólna wydajność. Odrębną kwestią jest coraz częstsza potrzeba lokalnego przetwarzania danych do zastosowań AI.
Sławomir Karpiński, CEO, Connect Distribution Zdecydowana większość znanych nam klientów nie traktuje już całkowitej migracji do chmury publicznej jako swojej długofalowej strategii. Kilka awarii, jakie w ostatnim roku miały miejsce u głównych hiperskalerów, jak również niespokojna sytuacja na świecie – najpierw wojna na Ukrainie, potem działania wojenne na Bliskim Wschodzie – skłoniły klientów do weryfikacji planów migracyjnych. Dotychczasowe przekonanie, że chmura publiczna jest rozwiązaniem niemal całkowicie odpornym na awarie, zostało zweryfikowane przez rzeczywistość. Oczywiście nadal są i będą obszary, w których chmura publiczna z powodzeniem znajduje i będzie znajdowała uzasadnione zastosowanie. Spośród naszych klientów bardzo niewielu zdecydowało się na całkowitą rezygnację z rozwiązań chmurowych. W zdecydowanej większości przypadków klienci decydują się raczej na model hybrydowy i przeniesienie tylko części zasobów do środowisk lokalnych.
Beyhan Caliskan, CEO, NGX Storage Organizacje, które dokonują repatriacji, łączy jedna wspólna cecha: ich dane rosną szybciej niż przychody. Kiedy zasób danych podwaja się co dwa lub trzy lata, podczas gdy biznes rośnie o dziesięć procent, rachunek za chmurę przestaje być pozycją w budżecie IT, a staje się tematem na poziomie zarządu. Wtedy repatriacja zaczyna być poważnie rozważana. W praktyce są to instytucje finansowe sprowadzające z powrotem systemy podstawowe, gdzie opóźnienie i kontrola regulacyjna liczą się bardziej niż elastyczność; operatorzy telekomunikacyjni z ogromnymi, stale rosnącymi zbiorami danych sieciowych; platformy medialne i wideo, których archiwa muszą być przechowywane latami, ale rzadko są odczytywane. To dokładnie ten wzorzec, który cennik chmurowy „karze” najbardziej. W tym kontekście na uwagę zasługują też zespoły AI, które odkrywają, że zasilanie klastrów GPU danymi z pamięci chmurowej rozliczanej za GB jest ekonomicznie dość brutalne…
Andrzej Niziołek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w Storware Repatriacja przestała być ciekawostką dla prelegentów konferencyjnych, a stała się pozycją w budżecie. Ostatni rok to rekord: wg badania Barclays CIO Survey aż 86 proc. CIO planowało przenieść część zasobów z chmury publicznej z powrotem do środowisk prywatnych lub on-premise – najwyższy wynik w historii tego badania.
Chmura publiczna sprzedawała obietnicę „zrób to sam z poziomu przeglądarki”, co rolę integratora spłaszczyło. Repatriacja odwraca ten trend, bo jest zadaniem trudnym, wielowektorowym i pełnym decyzji, których żaden przycisk „migruj” za klienta nie podejmie. Ktoś musi zrobić audyt kosztów i wykorzystania, zaprojektować architekturę docelową – najczęściej prywatną chmurę na OpenStack – przeprowadzić migrację bez utraty danych, a potem to wszystko utrzymać. Większość organizacji nie ma tych kompetencji u siebie i, szczerze mówiąc, nie powinna ich budować od zera. To naturalne miejsce dla partnera. Chmura miała wyciąć pośredników, a okazało się, że ktoś jednak musi to realnie zbudować i za to odpowiadać. Integratorzy nie są ofiarami tej zmiany. Są jej głównymi wykonawcami.
Podobne artykuły
Od kopii zapasowej do cyberodporności: administracja zmienia strategię
Blisko 9 na 10 organizacji sektora publicznego w Europie doświadczyło w ciągu ostatniego roku utraty danych. Nasilająca się fala ataków oraz nowe dyrektywy unijne wymuszają na instytucjach wprowadzenie innowacji do systemów backupu.
Suwerenność po hasłach: dlaczego to, czyj jest sprzęt, decyduje o wszystkim
Kilka miesięcy temu pisaliśmy, że partnerzy IT wracają do gry jako operatorzy, a klienci coraz głośniej mówią o suwerenności. Od tego czasu suwerenność przestała być hasłem marketingowym i stała się kategorią zgodności. Problem w tym, że teraz deklaruje ją niemal każdy.
