Koniec ery „cloud first”: firmy liczą koszty
Przez lata przedsiębiorstwa przenosiły systemy do chmury publicznej. Dziś dokładniej liczą koszty, analizują wymagania związane z AI oraz szukają optymalnego miejsca dla każdego obciążenia.
Pierwszego rachunku za chmurę nikt uważnie nie czyta. Trzydziesty wywołuje już pilne spotkanie zarządu.
AI zmienia zasady gry
Potężnym katalizatorem repatriacji stała się rewolucja AI. Z badania Information Services Group wynika, że ponad 80 proc. przedsiębiorstw rewiduje swoje strategie chmurowe, aby przygotować infrastrukturę pod obsługę sztucznej inteligencji. Dynamicznie zyskują na znaczeniu architektury hybrydowe, łączące chmurę publiczną i prywatną z usługami kolokacyjnymi oraz infrastrukturą brzegową.
– Po zakończeniu fazy pilotażowej firmy zaczynają skrupulatnie liczyć koszty działania modeli w trybie 24/7, dostępność jednostek GPU, bezpieczeństwo danych oraz cenę transferu. W systemach produkcyjnych AI bliskość danych często okazuje się ważniejsza niż sama dostępność mocy obliczeniowej w chmurze – zauważa Krzysztof Chibowski, Business Development Manager w HPE.
Andy Neill, specjalista Info-Tech Research Group, wręcz zachęca do trenowania modeli AI lokalnie, zwłaszcza że bariera wejścia mocno spadła. Wydajna karta graficzna (np. RTX 5060 16 GB lub Radeon 7900 XT 20 GB) to wydatek rzędu 550 dol., a kompletny zestaw do eksperymentów z lokalnymi modelami można złożyć już za około 1000 dol.
Sami dostawcy usług chmurowych nie zamierzają jednak składać broni. Jednym z ciekawszych trendów jest ofensywa nowych graczy, operatorów neochmur (neocloud), oferujących infrastrukturę zoptymalizowaną pod kątem sztucznej inteligencji. Gartner prognozuje, że ta grupa dostawców do 2030 r. będzie odpowiadać za 20 proc. rynku chmury dla AI, którego wartość ma osiągnąć 267 mld dol. Na uwagę zasługują też działania wielkich koncernów. W czerwcu Apple udostępnił klientom usługę PrivateCloud Compute, a w maju Blackstone i Google zaprezentowały wspólną ofertę Compute-as-a-Service.
Multi-cloud: z deszczu pod rynnę?
Promowane od kilku lat strategie multi-cloud mają swoje zalety – klient unika uzależnienia od jednego dostawcy, zwiększa odporność na awarie i łatwiej spełnia lokalne wymogi prawne. Strategia ta ma jednak swoją cenę, która nie pojawia się na fakturze za usługi chmurowe. Każda platforma bazuje na własnym modelu operacyjnym i własnych mechanizmach bezpieczeństwa, co wymaga wysoko wyspecjalizowanych kadr. Czasem dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której koszty personelu i koordynacji zaczynają dorównywać oszczędnościom z migracji do chmury, albo je nawet przewyższają. Nie bez powodu część przedsiębiorstw dochodzi do wniosku, że w środowisku lokalnym łatwiej zapewnić ciągłość działania i przewidywalność kosztów. Dotyczy to zwłaszcza stabilnych obciążeń, które i tak są typowane do wycofania z chmury. Przy czym samo wyjście z chmury nie powinno być postrzegane jako biznesowa klęska.
– Porażką były bezmyślne migracje typu lift-and-shift, polegające na przeniesieniu starych aplikacji do chmury bez zmiany ich architektury. W efekcie firmy płaciły chmurowe stawki za tradycyjne, lokalne rozwiązania. Paradoksalnie, to właśnie do tych obciążeń najłatwiej wrócić, bo nigdy tnie stały się rozwiązaniami natywnie chmurowymi – podsumowuje Beyhan Caliskan.
Jak widać, po dekadzie fascynacji chmurą publiczną firmy nie pytają, czy wszystko przenieść do chmury, lecz gdzie każda aplikacja będzie działać najefektywniej.
Zdaniem integratora
Krzysztof Łabanowski, IT Integration Manager, IT Solution Factor Istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje infrastrukturalne pozostaje wzrost cen komponentów. Obserwujemy obecnie znaczący wzrost cen na rynku chipów, częściowo związany z rosnącym popytem generowanym przez rozwój rozwiązań AI. Ceny DRAM wzrosły o kilkadziesiąt procent w ciągu roku, a prognozuje się ich dalszy wzrost. To, rzecz jasna, realny czynnik hamujący, jednak mechanizm ten nie jest tak prosty, jak się wydaje. Rosnące ceny sprzętu podnoszą CAPEX projektów lokalnych i wydłużają okres zwrotu z inwestycji, co spowalnia tempo niektórych repatriacji. Jednak automatycznie nie powoduje to „pozostawania w chmurze”. Operatorzy chmurowi również odczuwają wpływ wzrostu kosztów komponentów, co może przekładać się na strukturę ich cen. Podsumowując, chmura również drożeje, choć dzieje się to z pewnym opóźnieniem. Poza tym fundamentalna ekonomia repatriacji – a więc przewidywalne, stałe obciążenia, przy czym taniej jest posiadać niż wynajmować – działa w horyzoncie długoterminowym, bo własny sprzęt się amortyzuje, a opłaty za użycie i transfer danych w chmurze są płatne co miesiąc.
Firma otrzymała tytuł IT Master 2026.
Maciej Wójcicki, IT Solutions Architect, ITBoom Repatriacja to już nie nisza, lecz trwały element dojrzałej strategii IT. W ciągu roku wyraźnie przyspieszyła – dziś ponad jedna trzecia firm ściągnęła z chmury co najmniej jedno obciążenie. Wzrost cen komponentów działa dwustronnie: podnosi koszt budowy własnej infrastruktury, ale te same koszty hyperscalerzy przerzucają na klientów. Trend się utrzymał, tylko wymusił staranniejszą kalkulację TCO. Nikt rozsądny nie ucieka z chmury w całości. Firmy przenoszą konkretne, przewidywalne obciążenia, a w chmurze zostawiają te elementy, które naprawdę pozwalają korzystać z jej elastyczności.
Podobne artykuły
Od kopii zapasowej do cyberodporności: administracja zmienia strategię
Blisko 9 na 10 organizacji sektora publicznego w Europie doświadczyło w ciągu ostatniego roku utraty danych. Nasilająca się fala ataków oraz nowe dyrektywy unijne wymuszają na instytucjach wprowadzenie innowacji do systemów backupu.
Suwerenność po hasłach: dlaczego to, czyj jest sprzęt, decyduje o wszystkim
Kilka miesięcy temu pisaliśmy, że partnerzy IT wracają do gry jako operatorzy, a klienci coraz głośniej mówią o suwerenności. Od tego czasu suwerenność przestała być hasłem marketingowym i stała się kategorią zgodności. Problem w tym, że teraz deklaruje ją niemal każdy.
