Jak uniknąć przestojów IT, nie rujnując budżetu
W teorii odpowiednio zaprojektowane mechanizmy wysokiej dostępności skutecznie zabezpieczają firmowe dane. W praktyce właściwa realizacja tego zadania przerasta niejedną firmę.
Jedynie 59 proc. polskich firm deklaruje korzystanie z oprogramowania zabezpieczającego.
Każde środowisko ma swoją specyfikę
Osiągnięcie wysokiej dostępności nie jest uniwersalną receptą, gdyż każde środowisko IT ma swoje unikalne wyzwania i możliwości.
– Paradoksalnie najtrudniej osiągnąć HA w środowiskach fizycznych. Wynika to z faktu, że duplikowanie sprzętu niesie ze sobą ogromne koszty i ograniczenia geograficzne. Teoretycznie najłatwiej jest w chmurze, ale już nie raz spotkałem się z firmami, które myślały, że dostawca usług zadba o wszystko. Brak zrozumienia modelu podziału odpowiedzialności często słono ich kosztuje – tłumaczy Paweł Mączka.
Środowisko wirtualne z jednej strony rewolucjonizuje dostępność i zarządzanie zasobami, z drugiej zaś wprowadza zupełnie nowe wyzwania związane z infrastrukturą. Wirtualizacja przynosi niezaprzeczalne korzyści: umożliwia błyskawiczne migrowanie maszyn między serwerami, elastyczne skalowanie zasobów oraz ekspresowe wdrażanie nowych instancji. Te możliwości przekładają się na znacznie większą efektywność operacyjną i obniżenie kosztów. Jednak wirtualizacja dziedziczy też wszystkie słabości środowisk fizycznych, jednocześnie potęgując ich skutki.
Awaria pojedynczego fizycznego serwera może w mgnieniu oka sparaliżować kilkadziesiąt maszyn wirtualnych. To typowy efekt domina. Inny czarny scenariusz rozwija się, gdy zawodzi wspólny system przechowywania danych. Awaria macierzy SAN lub serwera NAS oznacza, że dziesiątki, a czasem setki maszyn wirtualnych jednocześnie tracą dostęp do swoich dysków. Wszystkie systemy stają w miejscu, a nad przedsiębiorstwem zawisa widmo utraty danych.
Trzeci problem to zjawisko technicznego „korka ulicznego”. Gdy wszystkie maszyny wirtualne próbują jednocześnie przesyłać ogromne ilości danych – podczas tworzenia kopii zapasowych, replikacji czy masowych transferów plików – przepustowość sieci staje się krytycznym ograniczeniem, obniżając wydajność całej infrastruktury.
– Właściwie zaprojektowane mechanizmy wysokiej dostępności skutecznie zabezpieczają usługi w środowiskach fizycznych, wirtualnych oraz hybrydowych. Należy jednak uwzględnić, że wraz ze wzrostem złożoności środowiska proporcjonalnie rośnie też skomplikowanie zarówno infrastruktury, jak i aplikacji. To właśnie narastająca złożoność architektury, a nie ograniczenia dostępnych narzędzi, stanowi obecnie główne wyzwanie przy projektowaniu nowoczesnych rozwiązań wysokiej dostępności – wyjaśnia Wojciech Furmankiewicz.
Backup trudniejszy niż się wydaje
Gdy wszystkie mechanizmy wysokiej dostępności zawodzą, pozostaje ostatnia deska ratunku: kopia zapasowa. To ona decyduje o tym, czy firma przetrwa krytyczne incydenty wykraczające poza standardowe zabezpieczenia. Mowa przede wszystkim o fizycznych i logicznych uszkodzeniach nośników, a także atakach ransomware. Szczególnie dotkliwe dla polskich przedsiębiorców są te ostatnie. ESET informuje, że w pierwszej połowie 2025 r. Polska zajęła pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby wykrytych ataków tego typu (aż 6 proc. wszystkich globalnych incydentów ransomware miało miejsce w naszym kraju). Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że według tego samego badania jedynie 59 proc. polskich firm deklaruje korzystanie z oprogramowania zabezpieczającego.
Oczywiście samo posiadanie rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych to za mało, by spać spokojnie. Raport Veeam z 2025 r. ujawnia wręcz dramatyczne statystyki: 69 proc. firm doświadczyło co najmniej jednego ataku ransomware w ciągu roku, a w większości przypadków napastnicy celowali bezpośrednio w repozytoria kopii zapasowych. W odpowiedzi na te zagrożenia część przedsiębiorstw stosuje zaawansowane strategie zabezpieczania backupów, takie jak 3-2-1 i jej nowsze odmiany (3-2-1-1, 3-2-1-1-0, 4-2-4). Podstawowa zasada jest prosta: trzeba posiadać kilka kopii danych na różnych nośnikach, w tym jedną całkiem odizolowaną od sieci.
Wiele przedsiębiorstw traktuje backup jak ubezpieczenie samochodu – skuteczność poznają dopiero po „wypadku”. Tymczasem kopie zapasowe powinny być testowane przynajmniej raz na kwartał. Z obserwacji Storware’u wynika, że zaledwie 35 proc. firm regularnie testuje swoje backupy. Podobną tendencję dostrzegają pracownicy Della.
– Regularne testy odtworzeniowe są rzadkością. Najczęściej wynika to z dużych wymagań czasowych, sprzętowych oraz proceduralnych. To poważny błąd, bowiem coś, co nie jest przetestowane, ma minimalną wartość. Tymczasem stosując wirtualizację oraz odpowiednie oprogramowanie do backupu, można ten proces niemal w całości zautomatyzować, sprowadzając koszty do poziomu bliskiego zeru – wyjaśnia Daniel Olkowski, Principal Solution Architect w Dell Technologies.
Niemało trudności nastręcza firmom ustalenie odpowiednich wartości wskaźników RPO (Recovery Point Objective – punkt w przeszłości, do którego pozwoli wrócić kopia zapasowa) oraz RTO (Recovery Time Objective – czas potrzebny na odtworzenie środowiska). Idealnym rozwiązaniem byłoby wyznaczenie RPO na poziomie 0–15 minut, a RTO od 15 minut do godziny. Jednak uzyskanie takich parametrów wiąże się z wysokimi kosztami, dlatego kluczowe jest umiejętne wyliczenie rzeczywistych potrzeb.
– Zaobserwowaliśmy, że aż 60 procent przedsiębiorstw ma problemy z odpowiednim oszacowaniem parametrów RPO oraz RTO. Często kopiują te wartości z ogólnodostępnych źródeł, bez głębszej analizy biznesowej i realnych potrzeb konkretnego podmiotu. To prowadzi do dwóch skrajnych postaw: z jednej strony zbyt wyśrubowanych wartości, z drugiej zaś do nadmiernej tolerancji na ryzyko. Znam przypadki płacenia za RPO na poziomie 15 minut dla systemu używanego raz w tygodniu – mówi Paweł Mączka.
Czasami firmy nie potrafią uporać się z prostszymi kwestiami niż określenie RTO i RPO, takimi jak ustalenie odpowiedzialności za ochronę danych. Często wychodzą z założenia, że jeśli korzystają z aplikacji SaaS, wszystkie zobowiązania przejmuje na siebie usługodawca. To nieprawda, która prowadzi do przykrych niespodzianek i utraty danych w wyniku cyberataków lub błędów pracowników.
– Badania pokazują szokującą rzeczywistość: aż 80 procent firm nie tworzy kopii zapasowych środowiska Microsoft 365. To oznacza, że spośród 450 milionów użytkowników tej platformy na całym świecie jedynie 15–20 procent rzeczywiście chroni swoje dane – alarmuje Henrik Brusgaard, wiceprezes ds. produktu w KeepIT.
Backup to proces bardziej złożony niż może się wydawać osobom, które nieświadome są jego niuansów. Kluczem do skutecznej ochrony danych jest nie tylko posiadanie kopii zapasowych, ale również ich regularne testowanie, właściwe określenie parametrów RTO/RPO oraz zrozumienie rzeczywistych zobowiązań dostawców usług SaaS. Bez tych elementów nawet najnowocześniejszy system backupu może okazać się bezwartościowy, gdy nadejdzie chwila prawdy. A że nadejdzie, to niemal pewne. Wszystkie dane bowiem dzielą się na zabezpieczone oraz jeszcze (!) nieutracone.
Mikołaj Wiśniak, wiceprezes, IT Solution Factor Konteneryzacja rewolucjonizuje podejście do wysokiej dostępności przez zaawansowaną automatyzację i uproszczenie architektury. Platformy orkiestracyjne Kubernetes umożliwiają dystrybucję aplikacji między różnymi węzłami i strefami dostępności, skutecznie eliminując pojedyncze punkty awarii dzięki wbudowanym mechanizmom replikacji, load balancingu i samonaprawy. Kluczową zaletą kontenerów jest ich efemeryczny charakter. Działają bowiem jako tymczasowe, łatwo odtwarzalne instancje, co przekłada się na błyskawiczne przywracanie usług po wystąpieniu problemów. Dodatkowo w podtrzymaniu ciągłości usług pomaga polityka wysokiej dostępności, czyli reguł definiowanych deklaratywnie w konfiguracji systemu, jak też liczba kopii danej aplikacji czy mechanizmy sprawdzania jej działania. W przeciwieństwie do tradycyjnych rozwiązań klastrowych HA, konteneryzacja drastycznie redukuje złożoność operacyjną i jednocześnie skraca czas wdrażania. Dlatego coraz więcej firm wybiera rozwiązania kontenerowe jako fundament dla odpornej i elastycznej infrastruktury.
IT Solution Factor otrzymał tytuł IT Master 2025
Podobne artykuły
Od kopii zapasowej do cyberodporności: administracja zmienia strategię
Blisko 9 na 10 organizacji sektora publicznego w Europie doświadczyło w ciągu ostatniego roku utraty danych. Nasilająca się fala ataków oraz nowe dyrektywy unijne wymuszają na instytucjach wprowadzenie innowacji do systemów backupu.
Pod ostrzałem hakerów
Jak chronić się przed atakami hakerskimi, gdy możliwości obrony nie rosną tak szybko jak powierzchnia i skala ataku?
Laptop i co dalej: cyfryzacja oświaty wchodzi w nowy etap
Niezależnie od tego, czy chodzi o laptopy czy laboratoria AI, polskie szkoły przechodzą jedną z największych fal cyfryzacji w historii. Wraz z nowym sprzętem pojawiają się jednak kolejne zagrożenia.
