Zaczęliśmy w czasie, kiedy działalność prowadziło w Polsce ponad 250 (!) dystrybutorów i subdystrybutorów, chmura była zjawiskiem atmosferycznym, Bill Gates zamiast ratować świat naprawiał Windowsa, a Elon Musk negocjował z szefami Compaqa sprzedaż Zip2. Krótko mówiąc, to były stare dobre czasy, a poniżej garść wspomnień z naszego polskiego „podwórka”.

Grupa operatorów telefonii komórkowej zrzeszonych w polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji skrytykowała model przetargu na UMTS, zaproponowany przez ministra łączności. Operatorzy uważają między innymi, że powinny zostać przyznane tylko cztery koncesje, a nie – jak zdecydował minister – pięć. Przyznanie czterech koncesji byłoby zgodne z modelem stosowanym w Unii Europejskiej, które przyznawały jedną koncesję więcej, niż działało operatorów sieci GSM na ich rynku. Operatorzy argumentują swoją krytykę analizą potencjału polskiego rynku telekomunikacyjnego. Podali, że firmy GSM są zadłużone na 8 mld dol. 

Od redakcji Lata lecą, a przetargi i aukcje na częstotliwości i technologie telekomunikacyjne wciąż budzą wiele emocji. Nie inaczej jest w przypadku aukcji dotyczącej 5G, gdzie telekomy negocjują z urzędnikami stawiane przez nich wymogi (według operatorów zbyt wysokie), a urzędnicy są poddawani naciskom nie tylko biznesowym, ale też „geopolitycznym”. Andrzej Dulka, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, wyraża nadzieję, że ten rok w końcu okaże się przełomowy i obie strony się dogadają. Oby.

W Polsce około 160 firm zajmuje się dystrybucją IT. Około 60 z nich sto lub prawie sto procent przychodów generuje z dystrybucji. Warto zauważyć, że tylko 17 firm osiągnęło w 1999 roku ponad 100 mln zł przychodu z działalności dystrybucyjnej, a jedynie 22 procent z nich – powyżej 50 mln zł. W Polsce działają dystrybutorzy będący częścią międzynarodowych korporacji pochodzących z wielu krajów. Dominują Niemcy, Stany Zjednoczone i kraje byłego Związku Radzieckiego: Białoruś, Łotwa, Rosja. Dwa pierwsze miejsca pod względem obrotów zajmują firmy, które mają wsparcie obcego kapitału (ABC Data oraz Computer 2000), mimo to na polskim rynku dominują firmy lokalne. W pierwszej dwudziestce, oprócz wymienionych dwóch, znajdują się tylko przedsiębiorstwa polskie.

Od redakcji Napisać, że po blisko ćwierćwieczu sporo się pozmieniało w sektorze dystrybucji, to nic nie powiedzieć. W oczy rzuca się znaczący spadek liczby dystrybutorów, a także rosnąca liczba zachodnich koncernów, zwykle poprzez przejęcie polskich firm. Nie można by zatem obecnie powtórzyć za autorem archiwalnego artykułu, że „dominują firmy lokalne”. Jeśli ktoś pokusiłby się o prognozę, jak zmieni się ten rynek za kolejne dwie dekady z okładem, to zapewne uznałby za bardzo prawdopodobne, że na polskim rynku pojawi się przynajmniej jeden dystrybutor chmurowy, w rodzaju Pax8.

Branża IT nie ma szczęścia do ustawodawców. Większość regulacji prawnych, związanych z budowaniem społeczeństwa informacyjnego, nie wyszła poza sferę dyskusji i projektów. Dobrym przykładem jest ustawa o podpisie elektronicznym, która miała być gotowa najdalej w styczniu 2001 r. Jednak już teraz wiadomo, że nie pojawi się wcześniej niż po wakacjach. Dlaczego? Wiadomo, parlamentarzyści zajęci są budżetem, a nad ul. Belwederską snuje się widmo przedterminowych wyborów. Kto miałby czas na prace nad tajemniczym, zerojedynkowym podpisem? Podobnie wygląda sprawa z innym zapisami niezbędnymi, aby nasze prawodawstwo mogło sprostać realiom nowej gospodarki.

Od redakcji  Coś nie mamy szczęścia do szeroko rozumianej cyfryzacji w sektorze publicznym. Wprawdzie punktowo to i owo się udało, ale systematycznie media donoszą o kolejnym nieudanym (lub niezbyt udanym) projekcie informatycznym za grube miliony, które pochodzą od polskiego podatnika. W miarę świeżym przykładem jest system opłat autostradowych e-TOLL, na który wydano 440 mln zł, z czego ponad 100 mln zł na samo oprogramowanie (!). Szybko okazało się, że wady tego rozwiązania są wprost proporcjonalne do jego kosztów. A to tylko jeden z wielu przykładów, które częściowo mogą być skutkiem traktowania po macoszemu resortu cyfryzacji, który – jak Józek z kultowej piosenki Bajmu – pojawia się i znika…