CRN W zeszłym roku, gdy zamknięto biura z powodu pandemii, zaczęło się masowe przechodzenie na pracę zdalną. Czy i jak ta zmiana była dla was odczuwalna?

Grzegorz Skuza Gdy wybuchła pandemia, szybko zaczęło przybywać zleceń związanych z home office’m. Szacuję, że w ubiegłym roku było ich o jakieś 40 proc. więcej niż przed COVID-19. Przybyło nam również klientów, bo więcej firm i osób potrzebowało wsparcia. Największy wzrost nastąpił w okresie od wiosny do sierpnia. Od tego czasu tematów związanych ze zdalną pracą jest mniej.

Czym to tłumaczyć?

Wydaje mi się, że rynek home office’u już się nasycił. Ci, którzy potrzebowali sprzętu, już go mają. Być może jeszcze w domach wciąż jest za mało urządzeń do zdalnej nauki. Z tego co zauważyliśmy, to na początku lockdownu rodzice, jeżeli mieli tablety, to dawali je dzieciom, ponieważ sami potrzebowali komputerów i niestety to się nie sprawdziło. Praca na tablecie, przynajmniej jeśli chodzi o naukę zdalną, jest mało efektywna, stąd mieliśmy do czynienia z mocno zauważalną wymianą tabletów na laptopy. Mam tu na myśli młodszych użytkowników.

Czy użytkownicy domowi są przy tym zainteresowani pomocą w wyborze sprzętu?

Przy pracy zdalnej spora część pracodawców wyposażyła swoich pracowników w laptopy czy stacjonarne komputery. Część osób sama kupowała sobie to, czego potrzebowała w home office. Jeżeli ktoś pytał o wybór sprzętu to najczęściej po fakcie, a więc już dysponując urządzeniem, które nie spełniło oczekiwań – stąd potrzeba uzyskania porady. Zwykle takie sytuacje wynikają z tego, że na przykład ktoś kupił taniego laptopa konsumenckiego sugerując się ceną, a po kilku dniach użytkowania zaczął odczuwać niezadowolenie ze zbyt wolnej pracy czy też braku określonych złączy. Generalnie pracownicy domowi częściej decydują się na biznesowe urządzenia poleasingowe niż nowe laptopy.

A jakiego rodzaju obsługi potrzebują najczęściej w ramach wsparcia na potrzeby home office’u?

Najczęściej jest to instalacja i konfiguracja oprogramowania, co wykonujemy zdalnie. Nierzadko potrzebna jest też pomoc w konfiguracji połączeń, urządzeń, zabezpieczeń. Zwykle nie są to skomplikowane zadania. Zdarza się na przykład, że ktoś nie potrafi podłączyć drukarki. Oprócz tematów związanych z obsługą informatyczną domowych biur istotne są kompetencje serwisowe. Najczęściej firmy zgłaszają się do nas wtedy, gdy coś nie działa jak trzeba. W home office najczęstsze problemy to zalanie, uderzenia, uszkodzenie dysku twardego, utrata danych… Nierzadkim problemem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo jest ransomware. Z tego, co zauważyłem, pracownicy używają VPN-ów i sobie z tym radzą.

Jak duże firmy korzystają z waszych usług?  

Klientami są małe i średnie firmy. Z tym, że z tych najmniejszych, powiedzmy do pięciu osób, praktycznie nie mamy zleceń. Uważają, że w ten sposób oszczędzają. Mamy stałych klientów, którzy w razie czego wiedzą, do kogo mają się zwrócić. Nie jest to współpraca na zasadzie płatnej gotowości, po prostu rozliczamy konkretne interwencje.

Jaki sprzęt kupuje się do domowych biur?

Najczęściej użytkownicy kupują 14-calowe laptopy, bo są najbardziej uniwersalne. Pojawiają się też 12-calowe, ale to rzadkość. Ponadto standardem stało się instalowanie jednego lub dwóch monitorów o przekątnej 22 albo 24 cale. Drukarki wybierane są zwykle najtańsze, atramentowe. Z kolei NAS-y w domach to rzadkość. Klienci interesują się nimi wtedy, gdy utracą jakieś dane i wówczas potrzebują pomocy w konfiguracji takich urządzeń. Nie przypominam sobie natomiast, żeby ktoś wymieniał router na bardziej wydajny. W domach korzysta się ze standardowych urządzeń od operatorów.

Rozmawiał Krzysztof Pasławski