Na konferencji Technology Live! w Paryżu przedstawiciele Veeam, Keepit, HYCU i NGX Storage zgodzili się co do diagnozy: backup to za mało, a ochrona danych zaczyna się od wiedzy o tym, co w ogóle jest w firmie przechowywane. Jest to szczególnie istotne w dobie rosnących cen nośników. 

Eksplozja danych generowanych przez ludzi, maszyny, systemy czujników i narzędzia AI przybiera na sile  i nie widać jej końca. Tim Pfaelzer, dyrektor generalny Veeam na region EMEA, wspomina, że  dziesięć lat temu zużywał przed wyjściem z domu do pracy zaledwie 10–30 megabajtów danych. Dziś ta liczba zbliża się do 300 megabajtów  i to przy umiarkowanym korzystaniu ze smartfona. A to przecież tylko jeden człowiek. W skali przedsiębiorstwa zjawisko jest nieporównywalnie większe.

Sęk w tym, że większość danych wykorzystuje  się jednorazowo i zazwyczaj już po tygodniu trafiają one do archiwum. Firmy płacą jednak za ich przechowywanie przez długie miesiące, a nierzadko lata.

– Ludzka skłonność do trzymania wszystkiego, prywatnie i służbowo,  to jeden z głównych powodów, dla których koszty przechowywania danych rosną szybciej, niż ktokolwiek planował. Jesteśmy zbieraczami cyfrowego złomu. Problem w tym, że ten złom kosztuje – zauważa Tim Pfaelzer.

Paradoksalnie, taki stan rzeczy sprzyja dostawcom rozwiązań ochrony danych: Veeam, Keepit czy HYCU. Przedsiębiorcy zmieniają podejście do backupu. Jeszcze niedawno traktowano go jako zbędny wydatek, wychodząc z założenia, że utrata danych firmowych to scenariusz czysto teoretyczny.

– Kiedyś backup był jak towar na dolnej półce, sięgało się po niego dopiero wtedy, gdy coś się stało. Dziś stoi na górnej: ludzie wiedzą, że warto go mieć, zanim wydarzy się najgorsze. Problem w tym, że myślenie zatrzymało się na etapie kopii zapasowej, a nie szybkiego odtwarzania – mówi Rick Vanover, odpowiedzialny za strategię produktową w Veeam.

Pod koniec ubiegłego roku Veeam przejął startup Securiti.ai, specjalizujący się w wyszukiwaniu, klasyfikacji i ocenie ryzyka danych. W ostatnich miesiącach firma koncentruje swoje działania na integracji nowego produktu z własnym portfolio. Veeam uważa tę akwizycję za prawdziwą zmianę paradygmatu.

– Nie chodzi już tylko o ochronę danych, które posiadasz, lecz żeby wiedzieć, jakie dane masz – mówi Michael Cade, odpowiedzialny za strategię produktową w Veeam.

Securiti.ai wnosi do ekosystemu Veeam narzędzie Data Command Graph: grafową bazę danych działającą jak szczegółowa mapa całego środowiska informacyjnego organizacji. Konektory łączą się bezpośrednio z systemami produkcyjnymi: bazami PostgreSQL i MongoDB, zasobami NAS, usługami chmurowymi, Microsoft 365 i wieloma innymi. Platforma odwzorowuje relacje między plikami, tabelami, użytkownikami i poziomami dostępu. Efekt: firma widzi nie tylko to, co przechowuje, ale też kto ma do tego dostęp, jak dane przepływają między systemami i gdzie tkwią luki w zabezpieczeniach.

Rick Vanover wyróżnia trzy generacje zagrożeń, przez które przeszły przedsiębiorstwa. Pierwsza dotyczyła klasycznych zdarzeń losowych: pożar, zalanie, awaria sprzętu, druga  ransomware i cyberataki, które wymusiły traktowanie bezpieczeństwa jako priorytetowej inwestycji, nie opcjonalnego dodatku. Natomiast trzecia generacja dopiero się kształtuje: to ryzyko związane z agentami AI, zdolnymi do samodzielnego modyfikowania danych, podejmowania decyzji i generowania skutków trudnych lub niemożliwych do odwrócenia. Veeam chce być gotowy na każdy z tych scenariuszy.