Dane nie bez powodu nazywane są dziś cyfrowym złotem lub nową ropą naftową. To porównanie dość dobrze oddaje ich prawdziwą wartość. Podobnie jak zasoby naturalne, informacje mogą generować ogromne zyski dla tych, którzy potrafią je skutecznie wykorzystać. Co więcej, w przeciwieństwie do złota, zasobu z definicji ograniczonego, ilość generowanych danych rośnie w tempie wprost oszałamiającym. Według analiz Statista globalna liczba tworzonych, przechwytywanych, kopiowanych i wykorzystywanych danych wyniosła w 2024 r. aż 149 zettabajtów. Jednocześnie prognozy na koniec roku mówią o 181 zettabajtach. Znaczną część tego cyfrowego tsunami stanowią nieustrukturyzowane dane: obrazy, filmy, teksty. Co ciekawe, 90 proc. danych wygenerowano w ciągu ostatnich dwóch lat.

Jendak przewidywanie dalszego rozwoju staje się coraz trudniejsze. Dzieje się tak ze względu na rewolucję sztucznej inteligencji. Wymownym przykładem jest OpenAI. Startup we wrześniu ogłosił, iż planuje wydać w ciągu najbliższych pięciu lat około 100 mld dol. na wynajem serwerów do przechowywania kopii zapasowych. Ta lawinowa ekspansja danych to zjawisko o dwóch obliczach. Z jednej strony ogromny potencjał analityczny, możliwość przeprowadzania precyzyjnych badań i wyciągania wniosków z bogatego materiału. Z drugiej, poważne obciążenie dla budżetów przedsiębiorstw. Cyfrowe zasoby wymagają nie tylko przestrzeni do przechowywania, ale także zaawansowanych systemów bezpieczeństwa. To wszystko kosztuje, ale firmy nie mają wyboru, muszą inwestować w rozwiązania dostosowane do nowych realiów rynkowych. W tym celu jedni decydują się przenieść dane do chmury publicznej, inni stawiają na własną infrastrukturę.

W przypadku tej drugiej opcji jednym z najpopularniejszych rozwiązań są zewnętrzne systemy dyskowe. Według IDC globalne przychody ze sprzedaży tych produktów na koniec bieżącego roku osiągną poziom 35,2 mld dol., co oznacza 5 proc. wzrost w ujęciu rocznym. Prognozy na rok przyszły są również optymistyczne, wieszcząc obroty rzędu 37 mld dol. (wzrost o 5,2 proc.).

Co stoi za tym systematycznym rozwojem? Przede wszystkim jest to rosnące zapotrzebowanie na pamięć masową niezbędną do wspierania projektów AI. Poza tym przedsiębiorstwa oraz dostawcy usług coraz częściej dostrzegają wartość w repatriacji albo migracji części swoich obciążeń z chmury współdzielonej do odpowiednich środowisk informatycznych. To jest  trend, który nabiera tempa i zdecydowanie kształtuje przyszłość branży.

– Z jednej strony część klientów migruje w kierunku chmury. To akurat trend, który łatwo „sprzedać” w korporacji jako „must have”, bo chmura kojarzy się z przyszłością. Z drugiej strony znamy przypadki koncernów, które w rozproszonej infrastrukturze rezygnowały z rozwiązań chmurowych na rzecz kilku lokalnych rozwiązań pamięci masowych, ponieważ okazało się to po prostu tańsze i bardziej efektywne – przyznaje Jacek Marynowski, CEO Storage IT.

Stabilny wzrost charakteryzujący światowy rynek zewnętrznych systemów dyskowych znajduje swoje odbicie również w Polsce. Nasze rodzime przedsiębiorstwa podążają śladem globalnych trendów, inwestując w nowoczesne rozwiązania pamięci masowej.

– Analizy rynku pamięci masowych w Polsce, w tym prowadzone przez IDC, wskazują, że ten segment jest stabilny i ciągle rośnie, niezależnie od alternatywnych rozwiązań, takich jak usługi składowania danych w chmurze publicznej. W zależności od segmentu i typu pamięci masowych obserwujemy różne tempo zmian popytu na polskim rynku. Sprzedaży sprzyjają nie tylko projekty wykorzystujące sztuczną inteligencję, ale też analitykę oraz rozwiązania wspierające bezpieczeństwo firm – mówi Radosław Piedziuk, Storage Platforms & Solutions Sales Leader w Dell Technologies.

Dyski twarde nadal w grze

Ponad dwa lata temu Shawn Rosemarin z Pure Storage przedstawił śmiałą prognozę, zgodnie z którą do 2028 r. dyski twarde mają być całkowicie wyparte z rynku przez nośniki półprzewodnikowe. Dziś z pewnością nie powtórzyłby tej tezy, mimo że jego firma nadal intensywnie konkuruje z producentami dysków twardych. Niemniej, pod koniec ubiegłego roku media doniosły o kontrakcie nieokreślonego hiperskalera, który podpisał umowę na zakup modułów DirectFlash (DFM) marki Pure Storage, jako elementów swojej infrastruktury pamięci masowej. Ten sukces to jednak dopiero początek długiej drogi, a jak wiadomo jedna jaskółka wiosny nie czyni. Szacuje się, że dyski twarde nadal stanowią około 80 proc. pamięci masowej w centrach danych. I nic nie wskazuje na ich zmierzch, tym bardziej, że ustawiają się po nie długie kolejki. Analitycy z Trend Force wyliczyli, że czas oczekiwania na HDD nearline wynosi obecnie 52 tygodnie.

Duże koncerny, a także dostawcy usług chmurowych, coraz częściej rozważają przejście na alternatywne rozwiązania w postaci nośników SSD QLC – technologii dotychczas zarezerwowanej dla przechowywania danych „ciepłych” i „gorących”. Jednak rosnący popyt na pamięci flash napędza ceny w górę. Specjaliści TrendForce prognozują w tym przypadku wzrost o 5–10 proc. już w najbliższym kwartale, choć zastrzeżenia budzi dość ograniczona wytrzymałość pamięci QLC.

Taki rozwój wypadków to prezent dla producentów dysków twardych. Western Digital odnotował spektakularny wzrost sprzedaży pojemności o 32 proc. rok do roku, podczas gdy Seagate osiągnął 45 proc. wzrost. Dostawcy HDD zacierają ręce, przeliczając marże, które podwoiły się w ciągu dwóch lat i osiągnęły poziom około 40 proc. Rodzaj dysków dobierany jest w zależności od potrzeb aplikacji korzystającej z pamięci masowej. Dla archiwizacji danych lub usług, gdzie nie ma dużych wymagań związanych z wydajnością, wciąż stosuje się macierze z dyskami magnetycznymi. „Twardziele” powszechnie występują w serwerach NAS, bardzo często wykorzystywanych do długoterminowego przechowywania danych.

– Sprzedajemy przede wszystkim rozwiązania NAS, w których dyski SSD nadal pełnią rolę drugoplanową. Kluczowe są tutaj pojemność i poziom bezpieczeństwa danych. Coraz większą popularność zyskują rozwiązania hybrydowe, łączące nośniki SSD z HDD, gdzie dyski półprzewodnikowe funkcjonują jako bufor dla puli pamięci masowej zbudowanej na dyskach talerzowych. W przypadku większych klientów za wydajność odpowiadają serwery aplikacji z zaawansowanymi konfiguracjami sprzętowymi – tłumaczy Jacek Marynowski.

Natomiast w przypadku macierzy SAN uwidacznia się przewaga architektury all-flash, gdzie standardem stały się nośniki SSD NVMe. Wynika to z faktu, że nabywcy tego rodzaju systemów oczekują niskich opóźnień i stałej przewidywalnej wydajności. Dla biznesu wykorzystanie tych nośników oznacza wymierne korzyści: szybsze działanie baz danych, krótsze okna backupu i odtwarzania, sprawniejszą analitykę oraz stabilne SLA pod aplikacje krytyczne i projekty AI.

– Wprawdzie wzrost cen chwilowo spowolnił część projektów all-flash, szczególnie w średnich firmach, ale nie odwrócił ogólnego trendu. Dzięki coraz lepszym współczynnikom kompresji i deduplikacji oraz spadającym cenom nośników QLC, all-flash staje się rozwiązaniem dostępnym dla coraz szerszego grona odbiorców – mówi Katarzyna Jedlińska, Storage & Data Services Category Manager w HPE.