I chociaż przejście od MSP  do MSSP  jest postrzegane jako krok we właściwym, to zdaniem praktyków, takich jak Bill McLaughlin (szef amerykańskiej firmy Thrive), niepokojące jest to, że niektórzy dostawcy nazywają siebie MSSP, chociaż w rzeczywistości nie zarządzają bezpieczeństwem swoich klientów samodzielnie.

Zdaniem CEO Thrive bycie „prawdziwym MSSP” wymaga dużych inwestycji, na które nie każda firma działająca dotąd w modelu MSP może sobie pozwolić. Sama Thrive posiada wiele centrów SOC (Security Operations Center) na całym świecie, co pozwala na świadczenie usług zarządzanego bezpieczeństwa przez całą dobę, 7 dni w tygodniu.

– Obecnie wielu klientów chce współpracować z kimś, kto ma doświadczenie w zapewnianiu bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw i potrafi zarządzać nim za pośrednictwem SOC-a działającego 24 godziny na dobę, 365 dni w roku – mówi Bill McLaughlin.

Co istotne, Thrive nie zleca żadnej ze swoich usług MSSP innym firmom. Każda osoba pracująca w ich trzech globalnych centrach SOC jest zatrudniona bezpośrednio przez firmę.

SOC zwykle oferuje zarządzane usługi bezpieczeństwa – realizowane przez zespół analityków – w tym monitorowanie zagrożeń, ich wykrywanie, reagowanie na incydenty i działania naprawcze. Tego typu usługi są coraz częściej świadczone w pełnym zakresie środowisk IT i urządzeń wykorzystywanych przez organizacje, w przeciwieństwie do usług MDR (Managed Detection and Response), które tradycyjnie koncentrują się na wykrywaniu i reagowaniu na zagrożenia na punktach końcowych.

– Jeśli chcesz być prawdziwym MSSP, musisz mieć odpowiednią technologię. A to coś więcej niż tylko MDR i EDR (Endpoint Detection and Response). To kompletny system oparty na różnych komponentach, które pokrywają wszystkie obszary w przedsiębiorstwie – a do tego potrzebny jest zespół, który potrafi reagować, zarządzać, przeciwdziałać szkodom i je naprawiać. Tymczasem wielu dostawców usług podpisuje dzisiaj umowy z dużymi firmami MDR, by następnie – outsoursując SOC-a – nazwać się MSSP – mówi Bill McLaughlin.

Jego zdaniem, nie ma wątpliwości, że w obliczu ogromnego popytu na zarządzane usługi bezpieczeństwa wielu mniejszych dostawców MSP korzysta z usług stron trzecich i zleca usługi na zewnątrz, ponieważ nie ma zaplecza finansowego ani zasobów, by samodzielnie zbudować prawdziwy SOC. Technologia niezbędna do tego nie jest tania, a kosztowne jest też zatrudnienie i przeszkolenie analityków bezpieczeństwa.

Ostatecznie, Thrive zbudowało pozycję lidera, oferując – jak twierdzi jej szef – „produkt klasy premium, czyli prawdziwie zintegrowaną platformę najwyższej jakości oraz odpowiednich fachowców”. W efekcie „może świadczyć usługi wymagane od prawdziwego MSSP.”

Co ciekawe, zdaniem Charlesa Everette’a, weterana branży cyberbezpieczeństwa, który niedawno stał się Field CISO w słowackiej firmie ESET, minimalna liczba stanowisk, którymi MSP powinien zarządzać, by świadczyć usługi MSSP, wynosi 5000. Przy czym, oprócz odpowiedniej skali, kluczowe jest również, by MSSP obsługiwał klientów, którzy już osiągnęli pewien poziom dojrzałości w zakresie bezpieczeństwa IT.

 – Jeśli próbujesz oferować usługi firmom, które są niedojrzałe i nie mają wiedzy z zakresu cyberbezpieczeństwa, nie będziesz w stanie nimi odpowiednio zarządzać. I to jest kluczowe – nie chodzi tylko o uruchomienie usług, ale także o to, by dany klient do tego się nadawał – mówi Charles Everette.

Przykładem dostawcy MSP, który przeszedł transformację w MSSP, jest amerykański Vancord. Firma otworzyła własne SOC w 2023 roku i zarządza obecnie około 6000 punktów końcowych,

– Choć przekształcenie się w MSSP może nie mieć sensu dla wszystkich MSP, Vancord miało tę przewagę, że już wcześniej zatrudniało specjalizujących się w cyberbezpieczeństwie inżynierów – mówi, wiceprezes Vancord.

Co istotne, kluczowym obszarem wzrostu dla firmy jest współpraca z innymi MSP i VAR-ami, które same nie są w stanie świadczyć usług MSSP. Vancord oferuje im swoje usługi SOC dla ich klientów końcowych. Zdaniem Lou Ardolino takie partnerstwa typu MSSP-MSP są bardzo korzystne dla obu stron.