Chmura publiczna: cóż szkodzi obiecać
Aż 83 proc. dyrektorów IT przyznaje, że wydają na chmurę więcej niż planowali. Czy w tej sytuacji można już mówić o pułapce finansowej?
Dużo emocji wśród klientów budzą opłaty sieciowe egress fees pobierane przez dostawców usług chmurowych.
Prymat amerykańskich firm w globalnym rynku chmurowym budzi coraz większe obawy o technologiczną zależność europejskich użytkowników od „obcych” platform. AWS, Microsoft Azure i Google Cloud kontrolują znaczną część światowej infrastruktury cyfrowej, co daje Stanom Zjednoczonym ogromne wpływy geopolityczne. Jeszcze do niedawna taki stan rzeczy zbytnio nie przeszkadzał firmom ze Starego Kontynentu. Jednak prezydentura Donalda Trumpa przyniosła ochłodzenie stosunków między USA a UE. Wśród Europejczyków pojawiły się nawet wyjątkowo śmiałe – jak na obecne możliwości – pomysły odcięcia się od amerykańskich technologii i postawienia na rozwiązania „made in Europe”.
Napięcia na linii Stany Zjednoczone–Unia Europejska są wodą na młyn dla europejskich dostawców chmurowych, którzy liczą na to, że klienci ze Starego Kontynentu zaczną odwracać się od amerykańskich usługodawców, choć równie dobrze mogą oni przenieść zasoby z platformy AWS-u czy Microsoftu do własnych serwerowni. Tak czy inaczej, jak na razie to Amerykanie rozdają karty, zarówno w skali globalnej, jak i w samej Europie. Według Synergy Research w 2017 r. europejskie firmy kontrolowały niemal jedną trzecią lokalnego rynku. Jednak począwszy od 2022 r. ich udział spadł do zaledwie 15 proc. i do dziś utrzymuje się na stałym poziomie. Wprawdzie europejscy dostawcy ponad trzykrotnie zwiększyli swoje przychody w latach 2017–2024, ale cały regionalny rynek urósł sześciokrotnie, osiągając wartość 61 mld euro. Największymi beneficjentami tego wzrostu byli Amazon, Google i Microsoft.
Bardzo surową ocenę wystawił Europejczykom John Dinsdale, dyrektor zarządzający w Synergy Research. Jego zdaniem rynek chmurowy jest grą na wyjątkowo dużą skalę, gdzie pretendenci do roli liderów muszą spełniać kilka kluczowych kryteriów: liczyć się z gigantycznymi nakładami finansowymi, mieć długoterminową wizję inwestycji i rentowności, wykazywać niezłomną determinację w dążeniu do sukcesu, jak też konsekwentnie utrzymywać operacyjną doskonałość.
– Niestety, żadna z żadna z europejskich platform chmurowych nie spełnia nawet zbliżonego zestawu tych kryteriów – ocenia John Dinsdale.
Czy europejskie firmy pozostaną zatem, chcąc nie chcąc, wierne amerykańskiej chmurze? Zdania w tej materii są podzielone. Część obserwatorów rynku uważa, że geopolityczne napięcia mogą tworzyć niszę dla europejskich dostawców, ale niosą też ze sobą ryzyko.
– W aspekcie gospodarczym istotny wpływ może mieć niepewność co do dalszych relacji między Europą a USA. Na pewno tworzy to pewną niszę dla europejskich dostawców, jednak ten kierunek niestety wprowadza sporą dozę niepewności wśród klientów. Europa nie jest w tym obszarze liderem technologicznym i nie rozwiążą tego same regulacje. Zwłaszcza, że największe globalne platformy doskonale dostosowują się do wymogów dotyczących lokalizacji danych w Europie – mówi Tomasz Dwornicki, CEO Hostersi.
Zwolennicy europejskiej chmury wierzą, że geopolityka zmieni rynek usług chmurowych. Obok tradycyjnych czynników, takich jak koszty czy wydajność, rośnie znaczenie tak zwanej cyfrowej suwerenności, kontroli nad tym, gdzie i w jakim porządku prawnym przechowywane są dane. Do tego dochodzą jeszcze regulacje, takie jak RODO, NIS 2, DORA czy AI Act.
– To tworzy możliwości dla europejskich dostawców. Najwięcej mogą oni zyskać w obszarach wymagających wysokiego poziomu bezpieczeństwa i zgodności z regulacjami, szczególnie w sektorach regulowanych oraz w usługach chmurowych dla AI. Kwestia repatriacji z platform amerykańskich dostawców nabiera w tym kontekście nowego znaczenia. Przewodzi w tym zakresie Wielka Brytania, która zdała sobie sprawę, że jej niezależność i autonomia w obszarze chmury obliczeniowej jest bardzo ograniczona – wyjaśnia Tomasz Sobol, Deputy Marketing Director Central & Easter Europe w OVHcloud.
Sposób myślenia o lokalnej chmurze zmieniła też nieco wojna na Ukrainie, na co zwraca uwagę Paulina Kowalczyk, Head of Terra Cloud PL.
– Ten konflikt pokazał, że dane można szybko przenieść i zdywersyfikować ryzyko. Dlatego część usług trafiła wtedy z Ukrainy do Polski. W takiej sytuacji lokalni dostawcy zyskują przewagę w obszarach takich jak backup, chmury prywatne i usługi bezpieczeństwa – podkreśla Paulina Kowalczyk.
Koszty ważniejsze niż geopolityka?
Geopolityka ma jak dotąd niewielki wpływ na repatriację z chmur amerykańskich gigantów, w przeciwieństwie do kosztów usług. Najnowsze raporty Canalysa i Flexery pokazują, że globalne wydatki na chmurę wzrosły rok do roku o 21 proc., osiągając w pierwszym kwartale 2025 r. wartość niemal 91 mld dol. Przy czym koszty coraz częściej wymykają się spod kontroli szefów działów IT. Zgodnie z „CIO Cloud Trends Survey & Report” opracowanym przez Azul System, aż 83 proc. dyrektorów ds. informatyki (CIO) przyznaje, że wydaje na usługi chmurowe więcej niż pierwotnie zakładano, a jedynie 2 proc. udało się zmieścić w budżecie.
– Powyższy stan rzeczy wynika z wielu czynników, ale trzy z nich odgrywają kluczową rolę. Pierwszym jest uzależnienie się od konkretnego dostawcy i dostępnych kompatybilnych rozwiązań. Zgodnie z zasadą „korzystasz tam, gdzie masz zasoby”. Drugi czynnik wiąże się z rozwojem firmy, a tym samym danych i aplikacji, zaś trzeci z systemem cen i rozliczeń, pokaźnych tak zwanych „ukrytych kosztów” za korzystanie z usług – wylicza Tomasz Sobol.
Szczególnie dużo emocji wśród klientów budzą egress fees, czyli opłaty sieciowe pobierane przez większość dostawców usług chmurowych za przenoszenie danych z chmury. To uderza zwłaszcza w firmy operujące na dużych zbiorach danych. Osobną kwestią jest naiwność wielu decydentów, którzy dają się zwieść marketerom kuszącym ich niskimi cenami.
– Marketingowe uproszczenia nie oddają złożoności środowisk chmurowych, co skutkuje rozbieżnością między oczekiwaniami a rzeczywistością. Dlatego coraz więcej firm wdraża praktyki FinOps, aby lepiej zarządzać kosztami – mówi Maciej Wójcicki, IT Solutions Architect w ITBoom.
FinOps stanowi rzeczywiście pewnego rodzaju fenomen. Jeszcze kilka lat temu dostawcy wmawiali klientom (również z sektora finansowego), że usługi chmurowe są tanie i przejrzyste, choć część ekspertów ostrzegała wówczas przed zbyt pochopnym przyjmowaniem tego typu obietnic i, jak się okazało, mieli rację. W odpowiedzi na wyzwania związane z zarządzaniem kosztami w chmurze obliczeniowej powstała formalna dyscyplina FinOps. Obecnie wartość tego rynku szacuje się na ponad 13 mld dol. Badania McKinsey pokazują, że praktyki FinOps pozwalają ograniczyć wydatki na chmurę nawet o 20–30 proc., a oszczędności w ujęciu globalnym wynikające z szerokiego zastosowania tego podejścia mogą w samym tylko 2025 r. sięgnąć 21 mld dol.
Podobne artykuły
Chmura publiczna w UE: między innowacją a odpowiedzialnością
Architektura IT w naszym regionie musi uwzględniać nie tylko skalę i moc obliczeniową, ale także wymagania stawiane przez Unię Europejską.
Walka w chmurach: alternatywa dla Big Techów
Wprawdzie chmura kusi skalowalnością i elastycznością, ale coraz więcej firm zaczyna dostrzegać ukryte koszty związane z korzystaniem z niej. Jednocześnie niewykluczone jest, że o wyborze dostawcy coraz częściej będzie decydować nie tylko cena usługi, ale też regulacje prawne i uwarunkowania geopolityczne.
Terra Cloud: jedyna taka chmura na rynku
Jako firma o charakterze rodzinnym Wortmann stawia na równe, transparentne zasady współpracy, które sprzyjają budowaniu trwałych partnerstw.
