Ubiegły rok upłynął w świecie nowych technologii pod znakiem dominacji obrazu. Takie platformy jak Zoom, Webex, Google Meet czy Microsoft Teams w ekspresowym tempie zdobywały nowych użytkowników. Najbardziej spektakularny jest przypadek pierwszej z wymienionych firm. Zoom od lutego do kwietnia 2020 r. osiągnął dochód w wysokości 328 mln dol., co w ujęciu rocznym oznaczało wzrost niemal o 300 proc. Również Microsoft może pochwalić się imponującym przyrostem aktywnych użytkowników. Pod koniec marca było ich 44 miliony, w październiku zaś już 115 milionów. Przy czym obie firmy nie próżnują i cały czas ulepszają swoje produkty. Zoom poprawił zabezpieczenia i wspólnie z innym producentem – DTEN – wprowadził na rynek wyświetlacz dotykowy z zainstalowanym oprogramowaniem do rozmów wideo. Niebawem platforma ma wzbogacić się o funkcje wyszukiwania wirtualnych wydarzeń oraz aktualizacje, których celem jest dostosowanie użytkowników do hybrydowego środowiska pracy. Nie próżnowali też rywale chińskiego usługodawcy. W lipcu Microsoft dodał do swoich „teamsów” tryb „razem”, dzięki czemu wszyscy uczestnicy wirtualnego spotkania mogą poczuć się, jakby siedzieli w tej samej sali. Nowa funkcja ma pomóc lepiej skupić się na twarzach oraz mowie ciała rozmówców. Nieco inaczej tę kwestię rozwiązano w Google Meet, udostępniając w tym celu funkcję do rozmywania tła.

Swojej szansy na szybko rosnącym rynku szukają, co nie powinno dziwić, również nowi gracze. Gather, Sage Learning czy Mmhmm starają się łączyć w swoich produktach elementy wideokonferencji z wirtualną rozrywką. Użytkownicy mogą tworzyć na potrzeby spotkań online wyposażenie mieszkań czy biur, czy też wprowadzać elementy humorystyczne w postaci ulubionych motywów gier itp. Tego typu działania mają na celu wyeliminowanie zjawiska „Zoom fatigue”, czyli zmęczenia Zoomem. Niewykluczone, że podobne nowinki wkrótce pojawią się również w takich produktach jak Zoom, Microsoft Teams czy Google Meet.

Oderwać się od hardware’u

Oprogramowanie pomaga przystosować się do nowych warunków życia, co pokazują przytoczone wcześniej przykłady platform do komunikacji wideo. Nie mniej interesujący jest przypadek aplikacji zaliczanych do kategorii fitness i zdrowie. Według firmy badawczej MoEngage liczba pobrań tych programów w pierwszym półroczu 2020 r. wzrosła na całym świecie o 46 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Analitycy szacują, że na świecie istnieje około 300 milionów aplikacji, a za cztery lata ma ich być niemal 800 milionów. Tak nagły wzrost jest możliwy dzięki nowym możliwościom tworzenia software’u. Przez długie lata programiści wykorzystywali model analityczny, aczkolwiek od niedawna istnieje alternatywa w postaci tworzenia aplikacji jako mikrousług. Takie podejście umożliwia skrócenie całego procesu programowania oraz szybkie dodawanie nowych funkcji. Marc Andreessen, znany inwestor z Doliny Krzemowej, już dekadę temu zapowiedział nadejście ery aplikacji. I tak też się dzieje. Jak wynika z badań VMware’a aż 88 proc. menedżerów uważa, że aplikacje mają wpływ na pozytywne relacje klienta z firmą, zaś 80 proc. specjalistów IT przyznaje, że udoskonalenie portfela aplikacji poprawia jakość obsługi klienta, co może przełożyć się na wzrost przychodów. Z drugiej strony, tylko niewiele ponad połowa respondentów zrobiła w ciągu ostatniego roku cokolwiek, aby poprawić funkcjonowanie wykorzystywanych aplikacji.

– Chcemy uporządkować zarządzanie oprogramowaniem. Dotyczy to i tradycyjnego software’u, i nowoczesnych aplikacji tworzonych w oparciu o kontenery. Dążymy do dostarczania klientom platform, które ułatwiają to zadanie, na przykład poprzez automatyzację procesu zarządzania. Dodatkowym atutem takich rozwiązań jest ujednolicenie modelu bezpieczeństwa dla wszystkich programów, w tym również oferowanych w modelu SaaS – tłumaczy Arkadiusz Sikora, Country Manager VMware’a.

Choć w ciągu ostatniego roku bardzo dużo mówiło się o wręcz zbawiennej roli oprogramowania w czasie pandemii, wiele bardzo ciekawych rzeczy działo się w świecie hardware’u. W 2020 r. dwa najbardziej spektakularne przejęcia na rynku IT dotyczyły rozwiązań sprzętowych – Nvidia wydała na zakup ARM-a 40 mld dol., AMD zaś zapłaciło 35 mld dol. za Xilinxa. Co więcej, pod koniec roku Bloomberg poinformował o pracach Microsoftu nad własnym procesorem, a warto pamiętać, że z kolei Amazon dwa lata temu zaprezentował autorski układ, opracowany z myślą o platformach chmurowych. Jak widać sprzęt może być języczkiem u wagi. Zresztą producenci hardware’u ze spokojem patrzą na rozwój wypadków i nie obawiają się dominacji oprogramowania.

– Software nie działa bez sprzętu i nie obawiam się braku zapotrzebowania, tym bardziej, że zmienia się sposób sprzedaży. Wszyscy zmierzamy w kierunku as-a-service, a doświadczenia na naszym rynku lokalnym potwierdzają, że klienci będą mieli swoje aplikacje w chmurze prywatnej i w chmurach publicznych, a czasami pozostaną przy starych, tradycyjnych rozwiązaniach – mówi Michał Zajączkowski, dyrektor zarządzający HPE.

W podobnym tonie wypowiada się Przemysław Biel, Senior Key Account Manager Poland w Synology. Jego zdaniem dużo zależy od tego, w jaki sposób producent sprzętu powiąże hardware z oprogramowaniem. Na rynku można znaleźć co najmniej kilka przykładów, gdzie świetna integracja sprzętu i oprogramowania wpływa na decyzje zakupowe klientów i zwiększa wartość marki.

Komputery na fali

O tym, jak potrzebny jest sprzęt można było przekonać się w czasie największych lockdownów, kiedy kamery internetowe i komputery wręcz znikały z półek sklepowych. Canalys poinformował, że w trzecim kwartale 2020 r. na globalnym rynku sprzedano 79,2 mln urządzeń, czyli 12,7 proc. więcej niż rok wcześniej i był to najwyższy wzrost od dekady. W tym roku jednak prawdopodobnie nie padną kolejne rekordy: przykładowo analitycy IDC przewidują 3 proc. wzrost sprzedaży notebooków. Ale to nie oznacza, że z rynku wiać będzie nudą. Szczególnie ciekawie zapowiada się rywalizacja pomiędzy dostawcami procesorów. W listopadzie do rywalizacji włączył się dość nieoczekiwanie Apple, wypuszczając nowe modele MacBooka Air oraz MacBooka Pro z własnymi procesorami M1. Przy czym wiele wskazuje na to, że rozwód z Intelem może wyjść koncernowi Tima Cooka na dobre. Nowe maszyny zyskały bardzo wysokie oceny od ekspertów, chwalących je nie tylko za wydajność, ale również cichą pracę i bardzo długi czas pracy na jednym ładowaniu.

Niewykluczone, że wkrótce znajdą się naśladowcy. Tak czy inaczej Acer, Lenovo i Microsoft wprowadzili do sprzedaży laptopy pracujące pod kontrolą Windowsa lub Chrome OS z procesorami firmy Qualcomm. Niewykluczone, że przejście od chipów bazujących na architekturze x86 Intela do układów o niższej mocy wykorzystujących technologię ARM, stanie się w nieodległej przyszłości stałym trendem.

– Ten proces nabierze tempa, bowiem każdy liczący się producent notebooków z systemem Windows będzie współpracował z naszą firmą, a niektóre modele zyskają nawet moduł 5G – zapowiada Cristiano Amon, prezes Qualcomma.

Nie można przy tym zapominać o AMD, tym bardziej, że pod koniec 2020 r. udział tej firmy w rynku procesorów do komputerów stacjonarnych wyniósł 48,9 proc. (reszta należała od Intela). Po raz ostatni tak minimalną różnicę pomiędzy tymi dwoma dostawcami odnotowano w pierwszym kwartale 2006 r. Natomiast w przypadku chipów do notebooków wciąż wyraźne prowadzi Intel z 80-proc. udziałem w rynku.

Chmura hybrydowa rządzi

Miniony rok był pomyślny nie tylko dla producentów komputerów, czy też aplikacji. Spory strumień pieniędzy popłynął również do dostawców infrastruktury, a ich głównymi klientami byli najwięksi operatorzy centrów danych na czele z Amazonem, Google’em, Facebookiem oraz Microsoftem. Według Synergy Research Group w trzecim kwartale 2020 r. wymieniona czwórka wydała rekordową kwotę 37 mld dol., co napędza rosnący popyt na usługi chmurowe. W trudnym czasie wiele firm wstrzymało inwestycje w macierze dyskowe bądź serwery, stawiając na usługi chmurowe.

– Nagła potrzeba cyfryzacji sprzedaży produktów w świecie wirtualnym, praca i nauka zdalna sprawiły, że firmy nie mogły czekać tygodniami na sprzęt, który był im niezbędny do dokonania tej nagłej transformacji. Chmura stała się naturalnym wyborem, a często jedyną opcją umożliwiającą dokonanie tej zmiany – tłumaczy Tomasz Stachlewski, CEE Senior Solutions Architecture Manager w Amazon Web Services.

Choć generalnie rynek usług chmurowych został wyraźnie zdominowany przez trójkę usługodawców zza oceanu, to europejscy dostawcy nie zamierzają składać broni. Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud, zwraca w tym kontekście uwagę na projekt GAIA-X. Inicjatywa ma na celu stworzenie usług chmurowych w pełni podlegających europejskiemu prawodawstwu oraz podnoszących konkurencyjność dostawców IT ze Starego Kontynentu.

– To długo wyczekiwana odpowiedź Europy na niesłabnącą dominację gigantów technologicznych z USA i Chin. Ponadto GAIA-X wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu przedsiębiorców z naszego kontynentu, którzy biorą pod uwagę miejsce gromadzenia oraz przetwarzania danych – mówi Marcin Zmaczyński.

Na uwagę zasługują też indywidualne przedsięwzięcia producentów, takie jak chociażby HPE Cloud28+, czyli zaufana społeczność niezależnych graczy w chmurze wspieranych przez tę amerykańską markę. Być może jest to metoda, aby nieco powstrzymać rozpędzonych liderów, o co jednak nie będzie łatwo. Gartner przewiduje, że bieżący rok przyniesie 18 proc. wzrost wydatków na usługi chmury publicznej i osiągnie wartość niema 305 mld dol. Największą popularnością cieszyć się będą usługi SaaS (117 mld dol.). Jednak prawda jest taka, że niewiele organizacji decyduje się – z różnych względów – na przeniesienie wszystkich swoich zasobów do chmury publicznej.

– Złotym środkiem w obecnych czasach jest chmura hybrydowa, łącząca bezpieczeństwo i elastyczność oraz dostęp z różnych miejsc. Mijający rok pokazał, że nawet giganci IT są narażeni na przerwy w pracy i ataki hakerów, a więc poleganie w 100 proc. na rozwiązaniach zdalnych jest po prostu niebezpieczne dla biznesu – twierdzi Przemysław Biel.

Pod tą opinią podpisują się nie tylko producenci IT, ale również użytkownicy. Aż 86 proc. decydentów z działów IT uczestniczących w ubiegłorocznym badaniu Nutanixa uważa, że idealnym modelem operacyjnym jest właśnie chmura hybrydowa.

To był rok hakerów

Przez cały ubiegły rok cyberprzestępcy siali spustoszenie w firmowych i domowych sieciach, bezwzględnie wykorzystując niefrasobliwość użytkowników i liczne luki w oprogramowaniu oraz systemach ochrony. Punktem kulminacyjnym była afera SolarWinds, która skompromitowała Biały Dom i wiele amerykańskich firm. Rosyjscy hakerzy włamali się do 18 tys. firm i agencji rządowych, a przy okazji weszli w posiadanie kodu źródłowego platformy Microsoftu. Ten bardzo poważny incydent stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej. W 2020 r. na liście ofiar hakerów znalazła się sieć hoteli Marriott International, a także Easy Jet, Zoom, Uniwersytet Kalifornijski, LG, Xerox czy Garmin. Ostatnie z wymienionych firm stały się celem ataku typu ransomware, które stanowi obecnie jedno z największych zagrożeń czyhających na użytkowników sieci. Co gorsza, napastnicy obecnie nie tylko szyfrują dane, ale zaczęli także upubliczniać wykradzione firmom informacje.

Co ciekawe, w mijającym roku gwałtownie wzrosły kwoty żądanego przez przestępców okupu – średnia wartość pojedynczego żądania wynosi obecnie 233,8 tys. dol. To prawie trzy razy więcej, niż rok temu (średnio 84,1 tys. dol.). Co gorsza, pandemia sprzyja rozwojowi phishingu, a specjaliści zauważają, że oszuści bardziej starannie niż w ubiegłych latach przygotowują treść e-maili. Coraz rzadziej występują w nich literówki i błędy językowe, za to pojawiają się logotypy organizacji, pod które podszywają się napastnicy. Stosunkowo nowym zjawiskiem są ataki na łańcuchy dostaw, czego najświeższym przykładem są ataki na dystrybutorów szczepionek przeciwko COVID-19. Specjaliści McAfee wyliczają, że globalne wydatki na cyberbezpieczeństwo, uwzględniając straty finansowe będące następstwem cyberataków, wyniosły w 2020 r. bilion dolarów. Dla porównania jeszcze w 2018 r. ta kwota była o połowę niższa.

– Negatywnym skutkiem pandemii są straty powstałe w wyniku utraty właściwego rytmu pracy. Spodziewamy się jednak, że ci, którzy chcą uniknąć ponownych kłopotów przy kolejnej ogólnoświatowej zapaści wzmocnią lub wręcz przedefiniują obszary, w których teraz napotkali problemy. Mam tutaj na myśli zagadnienia związane z bezpieczeństwem pracy zdalnej, a więc zabezpieczeniem danych i infrastruktury, wraz z kopiami zapasowymi – mówi Grzegorz Michałek, CEO mks_vir.

Co ważne, większość decydentów zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Aż 88 proc. menedżerów uczestniczących w badaniu Fortinetu przyznało, że cyberbezpieczeństwo ma priorytetowe lub istotne znaczenie. W jakim kierunku będą podążać innowacje? Dostawcy systemów bezpieczeństwa od pewnego czasu lansują koncepcję Zero Trust, zakładającą, że żaden użytkownik nie może uzyskać dostępu do sieci dopóki nie zostanie potwierdzona jego tożsamość. Zdaniem Jolanty Malak, dyrektora Fortinetu w Polsce, istnieje potrzeba zintegrowanych i działających na szeroką skalę rozwiązań ochronnych. Dzięki temu na popularności będzie zyskiwała koncepcja bezpiecznego dostępu do usług brzegowych Secure Access Service Edge (SASE). SASE łączy SD-WAN i usługi bezpieczeństwa sieciowego – w tym zapory sieciowe nowej generacji (NGFW), bezpieczne bramki internetowe (SWG), dostęp do sieci Zero Trust (ZTNA) oraz brokery bezpieczeństwa dostępu do chmury (CASB) – w jeden model usług.

Jednocześnie Cisco zapowiada koniec tradycyjnych haseł, które mają powoli zastępować zabezpieczenia biometryczne. Trend ten już teraz jest widoczny wśród producentów urządzeń IT. Jak wynika z niedawnego raportu Cisco „2020 Duo Trusted Access Report”, obecnie 80 proc. służbowych urządzeń umożliwia logowanie za pomocą cech biometrycznych. Natomiast z punktu widzenia ekspertów Arcabita, istotną kwestią jest rozwój rozwiązań minimalizujących wpływ nieodpowiedzialnych działań użytkowników na bezpieczeństwo danych i systemów oraz na mechanizmy automatycznej analizy podejrzanych zdarzeń.

Kluczowe trendy na 2021 rok oczami producentów

Krzysztof Ducal, dyrektor sprzedaży, Dell Technologies  

Bieżący rok przyniesie kontynuację trendów związanych z pracą zdalną. Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie projektami VDI. Firmy poświęcą też więcej uwagi kwestiom bezpieczeństwa. Innymi ważnymi trendami, pojawiającymi się trochę w tle wyżej wymienionych, będzie modernizacja infrastruktury pamięci masowych oraz narzędzi do backupu, w taki sposób, aby zapewnić szybki dostęp do danych.

  
Dariusz Kwieciński, prezes zarządu, Fujitsu  

Mijający rok zapoczątkował trendy, które wciąż w 2021 roku będą aktualne. Mowa przede wszystkim o transformacji cyfrowej, w której od planów i strategii przejdziemy do implementacji. Nowy rok w wielu firmach będzie przebiegał pod hasłem unowocześniania, udoskonalania i automatyzacji. W dużej mierze transformacja cyfrowa będzie także ukierunkowana na ochronę i bezpieczeństwo danych. Dla dużej części przedsiębiorców priorytetem będzie wdrożenie rozwiązań mających na celu uelastycznienie zarządzania, wykorzystywanie i analizę danych, czy administrowanie centrami danych.

  
Łukasz Formas, kierownik zespołu inżynierów, Sophos  

W tym roku spodziewamy się dalszego wzrostu zapotrzebowania na rozwiązania ochrony punktów końcowych oraz BYOD. Postępujące zainteresowanie zabezpieczeniami zdalnego dostępu i usługami w chmurze pociągnie za sobą między innymi popularyzację modelu SASE czy ZTNA. Nastąpi też rozwój rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji, która monitoruje pracę urządzeń i wyszukuje wszelkie anomalie w zachowaniu użytkowników. Technologie dostarczane w modelu as-a-service z płatnością za wykorzystanie stały się niemal oczywiste w następstwie pandemii COVID-19. Firmy zmuszone do skalowania w górę, aby sprostać nagłym zmianom popytu, napotkały kosztowne reakcje ze strony tradycyjnych dostawców chmur publicznych. Przetwarzanie na żądanie na zasadzie płatności za użycie jest niezbędne dla dzisiejszych firm. Oczekuję, że ten trend utrzyma się do 2021 roku i później.