Cory Doctorow, znany krytyk technologii i twórca terminu „enshittification”, określającego pewien powtarzalny cykl degradacji platform cyfrowych. Tłumaczy on to zjawisko brakiem realnej konkurencji, słabymi regulacjami antymonopolowe oraz uwięzieniem użytkowników w ekosystemie i trudno im z niego zrezygnować.

Tym razem Cory Doctorow polemizuje z tezą, że kraje inne niż USA powinny budować własną, „suwerenną” sztuczną inteligencję. Punktem wyjścia była analiza australijskiego autora Johna Quiggina, który opisał, jak prezydent USA systematycznie podkopuje filary amerykańskiej dominacji, dyplomatyczne, militarne, finansowe i technologiczne. John Quiggin uważał, że amerykańska przewaga w dziedzinie SI stanowi szczególne zagrożenie dla reszty świata, choć jednocześnie wątpił, czy kosztowne podejście wiodących laboratoriów AI (porównane do hazardu w Las Vegas) faktycznie się opłaci i wskazywał, że tańsi „naśladowcy”, jak chiński DeepSeek czy francuski Mistral, mogą dogonić liderów dużo niższym kosztem.

Cory Doctorow idzie krok dalej i podważa samo założenie, że AI ma znaczenie. Zauważa, że gdyby Donald Trump nagle wyłączył dostęp do chatbotów AI dla innych krajów, ich gospodarki raczej by tego nie odczuły. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby nakazał np. wyłączenie Office 365 czy zdalne zablokowanie traktorów John Deere, to miałoby natychmiastowy, wymierny skutek ekonomiczny.

Jego zdaniem realnym wyzwaniem cyfrowym nie jest inwestowanie w sztuczną inteligencję, według niego przynoszącej największe straty finansowe w historii i konsekwentnie nie spełniającej obietnic swoich zwolenników. Natomiast należy budować własne aplikacje i centra danych do obsługi codziennej administracji, telekomunikacji i e-commerce.