Cyberprzestępcy handlują skradzionymi polskimi kartami płatniczymi. Ich ceny na czarnym rynku podskoczyły aż o 221 proc. w ciągu 2 lat – ustalił NordVPN. To rekordowy wzrost po Nowej Zelandii (444 proc.) i Argentynie (368 proc.). Przykładowo za francuskie karty przestępcy płacili średnio jedynie 18 proc. więcej.

W 2023 r. polską kartę płatniczą (a konkretnie jej dane) cyberprzestępcy wyceniali przeciętnie na 3,40 dol. W 2025 r. byli skłonni zapłacić już 10,92 dol.

To więcej, niż np. płacono za karty wydane przez banki w Szwecji (9,87 USD) i Holandii (9,76 USD).

Globalnie stawki wahają się od 1 dol. za kartę do 23 dol. Najdroższe są karty japońskie.

NordVPN ostrzega, że przejęte dane rzadko ograniczają się tylko do numeru karty. Jak stwierdzono, oferty w dark webie często zawierają także imiona i nazwiska, adresy, e-maile i inne dane. Ich znajomość pomaga przestępcom pomyślnie przejść weryfikację tożsamości podczas transakcji płatniczych.

Dlaczego polskie karty podrożały

Jak wyjaśnia NordVPN, przestępcy więcej płacą za karty z krajów, w których podaż jest niska, a kontrole przeciwdziałające oszustwom są restrykcyjne. Przykładem jest Japonia. Natomiast tam, gdzie wycieków jest więcej, jak USA, większa podaż obniża ceny.
Jak ustalono, ponad 60 proc. danych skradzionych z kart płatniczych należało do użytkowników z USA. Ich przeciętna cena to 11,51 dol.


Badanie zostało przeprowadzone przez NordStellar, platformę do zarządzania ryzykiem zagrożeń, stworzoną przez NordVPN. Zbiór skradzionych danych, zebrany w darkwebie w maju 2025 roku, obejmował łącznie ponad 50 tys. rejestrów kart.