Od 8 lipca br. zaczynają obowiązywać nowe przepisy dotyczące uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Otóż PIP zyska uprawnienia do zmiany umów B2B i zlecenia na umowę o pracę, jeżeli w ocenie kontrolerów tzw. samozatrudnienie spełnia warunki pracy na etacie. Przekształcenie nie nastąpi jednak z automatu. Najpierw inspektorzy będą zalecać stronom zawarcie umowy o pracę. Gdy to nie nastąpi, decyzją administracyjną PIP może przekształcić np. B2B na umowę o pracę. Jeżeli jednak któraś ze stron nie zgodzi się z tym, będzie miała 30 dni na odwołanie do sądu pracy. Zdecyduje on, czy decyzja PIP zostanie wykonana czy też nie. Ustawa w tej sprawie została uchwalona w kwietniu br.

W takcie postępowania będzie możliwość zabezpieczenia roszczenia. Otóż w tym czasie umowa między stronami może zostać zmieniona, wypowiedziana lub rozwiązana tylko na zasadach prawa pracy.

Dane ze skarbówki i ZUS pomogą PIP typować firmy do kontroli

W razie przekształcenia umowy zmiany nie będą obowiązywać wstecz (swego czasu był taki pomysł w projekcie). Znowelizowana ustawa przewiduje wymianę informacji między PIP, KAS i ZUS, co ma ułatwić inspektorom typowanie podmiotów do kontroli. Będzie je można przeprowadzać zdalnie.

Zgodnie z nowelizacją, do PIP pracodawcy lub pracujący będzie mógł zwrócić się również o interpretację indywidualną. Dowie się np., czy zdaniem inspektorów konkretny sposób wykonywania obowiązków podpada pod umowę o pracę.

Z decyzją PIP o przekształceniu umowy powinni liczyć się samozatrudnieni, których wykonywanie obowiązków zawodowych ma cechy stosunku pracy. Oznacza to: osobiste świadczenie pracy, podporządkowanie pracownika poleceniom pracodawcy, wykonywanie pracy w czasie i miejscu określonym przez pracodawcę, wykonywanie pracy za wynagrodzeniem, wykonywanie pracy na rzecz i ryzyko pracodawcy.

Co istotne, nowe prawo umożliwia wymianę danych między PIP, ZUS i KAS, co powinno ułatwić inspektorom typowanie podmiotów do kontroli. PIP będzie mogła przeprowadzać kontrole również zdalnie.

Sektor IT w trakcie prac nad nowelizacją z dużym niepokojem komentował projektowane przepisy. Organizacje przedsiębiorców z branży IT, jak ITCORNER oraz SODA alarmowały, iż nowe prawo zwiększy koszty firm z branży. Może też doprowadzić do ucieczki talentów do pracy poza Polską.

Szef związku: to fikcja

Czy jednak nowe przepisy będą działać w praktyce? Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, który od dawna naciska na walkę z tzw. umowami śmieciowymi, nie kryje sceptycyzmu.

„PIP nie ma instrumentów do wdrażania nowych przepisów. Już dziś inspektorzy pracy nie wyrabiają się z kontrolami, a gdy piszemy do nich w pilnych sprawach, zazwyczaj reagują z dużym opóźnieniem lub miesiącami opóźniają kontrole. Mamy więc niedofinansowaną Inspekcję Pracy i przepełnione sądy. Obecnie PIP co roku kieruje do sądów kilkadziesiąt spraw rocznie, a odnośnie ustalenia stosunku pracy ok. 20 (!). Skąd rząd chce wziąć prawników do spraw ustalenie stosunku pracy, gdy np. 4 tys. firm rocznie zgłosi odwołania do decyzji inspektora pracy? Wydaje się, że pomysł, by PIP na masową skalę procesował się z pracodawcami jest całkowitą fikcją” – komentuje lider Związkowej Alternatywy.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, wskazywał na ryzyko paraliżu sądów, zalewanych spraw o przekształcenie umów. Sytuacja przeciągającej się niepewności może zniechęcać do inwestycji.

Firmy muszą mieć jasny model pracy kontraktowej

Tomasz Miłosz, założyciel i CEO GIGlike stawia tezę (w oparciu o dane GIGbarometr 2026), że reforma PIP nie zniszczy rynku B2B. Doprowadzi jednak do jego głębokiej polaryzacji.

„Nie sądzę, że reforma doprowadzi do masowego odwrotu od elastycznych form współpracy. Dane pokazują coś innego: model B2B działa. Satysfakcja ze współpracy po obu stronach wynosi aż 7,2 w 10-punktowej skali” – stwierdza CEO.

Jego zdaniem firmy, które mają uporządkowane zasady współpracy i jasne granice wyznaczone między modelem pracowniczym a kontraktowym, utrzymają ten model bez większych trudności.

„Firmy, które traktowały B2B jako podatkową prowizorkę, staną przed ścianą – albo pełna formalizacja procedur, albo całkowite wycofanie się ze współpracy projektowej” – dodaje Tomasz Miłosz.